Cules - Kto to tak naprawdę może uważać się za kibica Barcelony...

Robertinho

24 lutego 2007, 12:46

Brak komentarzy
Ostatnie dni, a właściwie ostatnie tygodnie, "zawiesiły" nad Camp Nou czarne chmury. Nie ma takiej osoby na świecie, która nie wiedziałaby co chcę przez to powiedzieć. Każdy kto w jakimś stopniu interesuje się tym co dzieje się w Barcelonie wie, że do ideału sporo brakuje. Blaugrana przeżywa coś w rodzaju kryzysu, lecz nie można tego tak bezpośrednio nazwać. Ja określiłbym to bardziej jako pewien zastój mentalny. W trakcie meczu nie widać takiej radości z gry, tego żywiołu, walki o zwycięstwo, brakuje tego jednego ‘składnika', którym Barça imponowała w minionych sezonach. Jesteśmy przecież częściej przy piłce, stwarzamy sobie sytuacje, a jednak to nie jest ta sama drużyna. Nie można jednoznacznie stwierdzić czym to jest spowodowane. Czy przez odejście Henka Ten Cate, czy przez kontuzje, czy przez domniemane kłótnie w drużynie, czy przez porażki najpierw w Superpucharze Europy z Sevillą, a potem w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Nie wiadomo gdzie szukać przyczyny, ale zamiast ich szukać, powinno próbować się znaleźć lekarstwo na tę sytuację. Lekarze oraz trenerzy powinni czuwać nad kondycją fizyczną jak i psychiczną piłkarzy, lecz to nie wszystko. Wiadomo, że siłą każdej drużyny są w dużej mierze jej kibice. I tu właśnie zaczyna się - zarówno wasza, moja, a także wielu innych fanów na całym świecie, rola jako kibica FC Barcelona.

"Kibic - osoba zainteresowana jakąś publiczną dyscypliną, najczęściej sportową. Aktywnie uczestniczy w zdarzeniach związanych z jego ulubioną dyscypliną. Do kibiców zalicza się przede wszystkim widzów widowisk sportowych na stadionach, halach i innych obiektach, ale także telewidzów oglądających sport lub osoby wspominające czasami o danej dyscyplinie. Istnieją specjalne "kluby kibica", tworzone zazwyczaj przy klubach sportowych, a także przez osoby prywatne. Rolą prawdziwego, wiernego kibica powinna być próba wsparcia swojej drużyny zarówno w sytuacjach dobrych, jak i złych". To nie przypadek, że ostatnia linijka jest wytłuszczona. Takie motto powinno przyświecać każdemu kibicowi, nie tylko Barcelony, ale także innych klubów. "Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce", z takim sformułowaniem spotkało się zapewne wielu z Was. Rolą prawdziwego kibica, to być ze swoją drużyną na dobre i na złe. Nie bez powodu pisze właśnie taki felieton, bo ostatnie wydarzenia pokazały, że niewiele osób to prawdziwi, wierni kibice Barcelony. Kiedy wszystko jest dobrze, Barça radzi sobie ze wszystkimi, nie przegrywa, to nic się nie dzieje. Jednak kiedy przychodzą gorsze dni, od razu "wychodzi szydło z worka".

Najlepszym przykładem jest ostatnie spotkanie z Liverpoolem. Po meczu posypały się krytyczne i często bezpardonowe komentarze i gdyby Laporta kierowałby się tymi opiniami, to byłby zmuszony uszczuplić zespół przynajmniej o połowę, bo przecież niektórzy zawodnicy "kompletnie nie nadają się do gry na Camp Nou". Około dwóch tygodni temu ukazał się artykuł chwalący obronę i bramkarza i wtedy nikt nie miał praktycznie żadnych zastrzeżeń. Natomiast po ostatnim meczu, najczęstszy komentarz to: "Valdés to cienias", "Motta drewniak' itp. A wymieniać takich epitetów można by przynajmniej przez dobrych kilka godzin. Najlepszym przykładem będzie chyba poddany największej krytyce bramkarz Barçy, który, nie ukrywajmy, przysłużył się do zwycięstwa Liverpoolu w stolicy Katalonii. Jednak nurtuje mnie jedno pytanie: jak można oceniać wartość i umiejętności zawodnika po jednym meczu? Poprzednie sezony w wykonaniu "portero" Barçy były średnie, zdarzały się mu lepsze i gorsze mecze. W ostatnich miesiącach nastąpił pewien przełom, Valdés zaczął bronić pewnie, a co ważniejsze skutecznie i bez błędów. Piłka nożna to jednak gra błędów i dobra forma kiedyś się kończy, a tu akurat jej koniec przypadł na nieszczęście na mecz z "The Reds". Victor popełnił błędy przy obu bramkach, ale czy to naprawdę powód, aby go od razu skreślać? Takie jest życie piłkarza, że w decydujących momentach, może nie podołać. Przykładów w historii futbolu jest mnóstwo, jak choćby nie strzelony decydujący rzut karny przez Roberto Baggio w finale MŚ w 1994 r., czy podobna sytuacja, tyle że z ostatnich MŚ w Niemczech kiedy spudłował David Trezeguet. Gwiazdy bywają kapryśne, ale to nie umniejsza ich wielkości, każdy dziś bowiem pamięta takie nazwiska jak Platini, Romario, Maradona, którzy nie zawsze byli na szczycie. Każdy z nich to tylko człowiek, a człowiek nie jest niezawodny.

Może akurat polscy kibice mają niewielki wpływ na zawodników Barcelony, ale chyba najlepszy dowód na wpływ trenera i fanów na zawodnika, to Reprezentacja Polski. Trener Beenhakker tak potrafił zmotywować reprezentację, która przy wspaniałym dopingu kibiców potrafi wygrać z najlepszymi. Każdy może mieć zły dzień, ale w takich momentach nie można nikogo przekreślać. Jestem pewien, że kiedy daj Boże Barça wygra na Anfield i awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, wszyscy będziemy nosić naszych ulubieńców na rękach. Wówczas wspaniali będą Ronaldinho, Deco, Messi, znakomity Valdés, pewny Márquez. Zapomnimy wtedy co stało się w pierwszym meczu na Camp Nou, a setki uszczypliwych komentarzy pod adresem zespołu odbijać się będą tylko głuchym echem przez pryzmat wydarzeń z 21. lutego. Pamiętajmy, że rzeczywistość jest taka, że Barça nie zawsze będzie na szczycie. Ale jak wiadomo "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze