A Real jest lepszy. Cóż to za dziwna historia?!

pagani

31 sierpnia 2006, 11:31

Brak komentarzy
Nie zwykłem pisać polemik tekstów, które w jakiś sposób bliskie są memu sercu. Tym razem jednak zrobię wyjątek, bo okoliczności mnie do tego zmuszają. Mój redakcyjny kolega Lichy, wspólnie z Golazo spłodzili tekst, który swą oczywistością i przewidwyalnością poruszył mnie do szpiku kości. Bo, czy przedstwienie racji, którym przeczą same fakty- a wszystko z matematyką na czele- jest jeszcze manią, czy już ślepym fanatyzmem? Nie mam zamiaru wdawać się w historyczna dysputę, jednak i tego chociaż przez moment, ominąć nie mogę. Nie mam też zamiaru wylewać na kogokolwiek hektolitrów żółci i jadu. Jednocześnie przepraszam za tych kilka oscylujących wokół seksu porównań. Nic wszak nie działa na wyobraźnie mężczyzn tak, jak kobieta.

Jesli uważasz, że nad każdym z tytułów Realu Madryt unosi się duch generała Franco: "krótki i kulturalnie mówiąc...Wypad!".

Historia transferu Alfredo Di Stefano do Królewskich jest tak zawiła jak cały katalońsko-kastylijski spór. Krążą o nim (katalońskie) mity i legendy, w tym ta najbrutalniejsza - o pistolecie przy skroni - której nie ominął w swym felietonie Lichy. Czy jednak ktoś którąkolwiek z nich potwierdził? Może to tylko polowanie na czarownice? Dlaczego, siłą do transferu przymuszony, Di Stefano ciągle stoi, pomimo zmieniejących się w klubie prezesów i zawodników, na czele białej gwardii z Madrytu? Czy tak zachowuje się człowiek, który działa wbrew własnej woli? W końcu źródła kastylijskie, które mają całkowicie odmienne od barcelońskiego spojrzenie sytuację. Może, najzwyczajniej w świecie, Katalończycy zamroczeni swą wiarą w magię Camp Nou i to, że "każdy piłkarz marzy tylko o grze w granatowo-bordowym trykocie Barcelony" starają się w ten sposób wyleczyć z kaca po nieudanym transferze? "Mam za grube palce. Elizabeth Taylor też ma grube palce, ale przy takich oczach, kto by jej patrzył na ręce. Lubie tańczyć nago przed lustrem i patrzec jak mi podskakują cyce. Nic nie mogę im zarzucić. Ale palce mam za grube". Tak kiedyś o swym ciele mówiła Mairlyn Monroe. Może warto przygarnąć do piłki trochę jej jakże optymistycznej filozofii opisywania samej siebie i innych. Wytykać błędy, dostrzegać zalety. A wszystko w oparciu o fakty. Aby widzieć sprawę niczym ów biust w lustrze, a nie znać ją wyłącznie z relacji świadków, których wiarygodność jest bardzo różna. Nie możemy skazywać klubu na futbolowe dożywocie jedynie na podstawie zeznań jednej ze stron konfliktu.

W starciu z historią Realu Madryt trzeba być przygotowanym na utratę wszelkich złudzeń. Dziewięć Pucharów Europy zdobytych przez ten klub to absolutny rekord swiata i wyczyn przed którym trzeba chylić czoła. Jednak, i tym razem, znalźli się ludzie, którzy porażkę Barcelony potrfili przekuć w zwycięstwo - tym cenniejsze, że moralne, po wytropieniu i naświetleniu wszelkich przekrętów, których dopuszczają się wszyscy, prócz Katalończyków. Przyjmijmy jednak na chwilę barceloński wariant za prawdę. Co nam pozostaje? 9 pucharów Misztrzów odjąć 5 pucharów zdobytych w czasach dyktatury Franco. Wynik: 4 trofea. Barcelona w całej swej historii zdobyłą ich ledwie 2. Dwa, czyli połowę tego, co Real! Może liczby 2 i 4 słabo oddziałują na Waszą wyobraźnię, więc posłuże się prostym przykładem. Wyobraźcie sobie, że macie 30 lat. Jesteście piękni, przystojni, gdzie się nie pojawicie tam otaczają Was dziesiątki pięknych kobiet, marzących tylko o jednym - z Tobą. Piękna wizja. Błękit nieba, nad Twoim horyzontem wkrótce zawisną jednak czarne chmury. Będziesz miał 2 raz tyle lat. Będziesz 60-latkiem ze sztuczną szczęką i problemami gastrycznymi... Parszywa wizja. Jedynie 2 razy więcej - a jaka kolosalna różnica. Jasne, niepoprawny optmista powie, że wystarczy w przeciagu dwóch następnych sezonów wygrywać Ligę Mistrzów, a wtedy gabloty z trofeami obu hiszpańskich gigantów będą dzwigać taką sama liczbę pucharów Europy. Problem jednak w tym, że takiej sztuki w historii tych elitarnych rozgrywek nie dokonał jeszcze nikt. A Manchester United z lat '90, czy Real Madryt z przełomu lat 2000-2002 drużyny miały wcale nie gorsze od dzisiejszej Barcelony.

Każdy kolejny puchar zdobyty przez Blancos z miejsca otaczany jest wianuszkiem najgorszych spekulacji i domysłów. A o tym, że "prześladowani za przekonania", wedle własnego uznania, świąt nie mają, niech świadczy ilość komentarzy wypisywanych w internecie przez ludzi, którzy piłkarsko-historyczną świadomość mają nikłą, natomist wola walki z "tyranem" przeszywa ich i zmusza do walki na nadludzkim poziomie. Zachowują się przy tym jak John Wayne, który ubrany w czerwony sweter stara się niepostrzezenie, w środku dnia, złapać w pułpakę (bądz też w pojedynkę okrążyć!) przeciwnika. Nie będę nawet wypominał słynnego "2>9", które to ma sugerować, ze 2 Puchary Mistrzów wywalczone przez Barcelone to więcej, niż 9 pucharów Realu. Po cóz to robić, skoro ludzie pisząc to, wykazują się skłonnościami do kąpieli w szambie. Gdy intelektualna wybroczyna zaczyna tworzyc nową matematykę normalnym ludziom czas chyba umierać.

Modrerca? Stać! Tu Kataloński policjant!
Szybką odpowiedzią na brak reakcji znów staje się teoria spisku. Franco mordował? Nikt temu nie przeczy. Katalończycy mordowali? Tak... Jednak o tym mówić nie wypada. Niestety. Wdawanie się w tym przypadku - gdy żadna ze stron nie zamierza pójść drugiej na jakiekolwiek ustępstwa - w historyczną analizę, ma taki sam sens jak zawarcie przez kobiete 'erotycznej przyjaźni' z facetem, który zamiast całować - gryzie. Dodatkowo ma za szybki "finisz". Absurd i strata czasu.

Wszystko to sprowadza się ku jednemu: stworzyć z jednego z najlepszych klubów w historii futbolu, piłkarskie SS. Uosobienie zła, przy którym sam szatan ze swoja świtą wydają się być banda niegroźnych osesków.

Zarzucając Realowi stworzenie piłkarskiego cyrku należy pamietać, że sama Barça juz dawno przeszłą drogę z klubu w towar. Mając za złe Beckhamowi całkowite oddanie się popkulturze, nie zdajecie sobie nawet sprawy, ze chamstwo i brutalność którą przedstawiacie w swych opiniach samo jest ważnym, o ile nie widącym, elementem kultury masowej.

Czy afera 'Moggigate' przekreśla cały historyczny dorobek Juventusu?

Czy przepłacając za Gudjohnsena powinniśmy wytykać Chelsea śrubowanie sum wydawanych na ich transfery?

Dziś, gdy Barça jest na szczycie, a Real tkwi w kryzysie, łatwo jest unieść się na fali dzwiękowej hymnu naszego ukochango klubu i besztać Królewskich na wszelkie mozliwe sposoby. Kopiąc leżącego. Ale, czy w ten sposób nie serwujemy sobie orgazmu na zapas? W obawie przed tym, co przyniesie przyszłość...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze