Okiem Cule: Najlepszą obroną jest atak. Bo bronić nie ma się kim...

pagani

4 kwietnia 2006, 09:32

Brak komentarzy
Żądam obrońców. Kategorycznie i natychmiast. Juz nie takich, których sprowadzimy po zjawiskowo dobrym sezonie by w Barcelonie zgaśli. Chcę gwiazd na miarę Eto'o czy Deco. Kupionych za miliony i wartych swej ceny. Bo w Katalonii gwiazdy defensywy przeważnie gasną.

Belletti został sprowadzony na Camp Nou po tym, jak w przeciągu zaledwie jednego sezonu w koszulce Villareal olśnił swą grą wszystkich obserwatorów Primera Division. Brazylijczyk zdawał się być naturalnym sukcesorem szkoły futbol, której adeptem jest Cafu. Czerpał dziecięcą radość z możliwości obcowania z piłką. Jego serce zdawało się krzyczeć 'nie jestem obrońcą! jestem golleadorem!'. I może to dlatego, ze najjaśniejsze gwiazdy świecą najkrócej- dziś to nie ten sam piłkarz. W obronie zachowuje się jak dziewica zamknięta na jednym statku z piratami. Stara się, szarpie- jednak niewiele z tego wychodzi. Szybkość predysponuje go do włączania się do akcji ofensywnych zespołu. I znów niewiele jednak z nich wynika. Mocne dośrodkowania zawsze trafiają pod nogi… zawodników drużyny przeciwnej. Ani to efektowne ani efektywne. To niezły zmiennik dla Oleguera.

Oleguera, który już nie potyka się o swoje nogi. Katalończyk jest z resztą fenomenem na skalę światową. Publicznie deklaruje, że nie chce dostać podwyżki, która najsłuszniej mu się należy. Podwyżki za postęp, który przez ostatnie 2 lata dokonał. Hiszpan- z narodowości lecz nie z przekonania, który walnie przyczynił się do zeszłorocznej porażki z Milanem na San Siro teraz daje wszystkim wyraźnie do zrozumienia: 'musicie się ze mną liczyć!'. Obecnie zdaje się, że przeżywa on okres, nazywany przez giełdowych maklerów 'byczą hossą'. To on, gdy na boisku zabraknie Puyola rozgrywa najlepsze spotkania z pośród wszystkich defensorów Blaugrany. Z rezerwowego bez perspektyw stał się graczem pierwszej jedenastki- a więc dokonał niemożliwego. W jego przypadku, limit cudów zdaje się być jednak niewyczerpany niczym złoża silikonu w ciele Cher, więc kto wie- może u schyłku kariery będzie się cieszył w Barcelonie chwałą, której do tej pory doświadczył jedynie Paolo Maldini, zdający się grać w drużynie ze stolicy Lombardii już w czasach, gdy ludzkość nie znała koła.

Aztekowie co prawda koła nie wymyślili, jednak gdyby nie ubiegli ich sprytni Egipcjanie zapewne by tego dokonali. Prawa fizyki oddziałujące jednak na tą figurę geometryczną znają od podstaw, więc nie dziwni nikogo fakt, że Rafael Marquez doskonale wie, gdzie piłka się potoczy. To właśnie silny niczym stado bawołów i 20 meksykańskich chłopów razem wziętych piłkarz, zdaje się być filarem obrony Barcy. Obrony, która nigdy nie była galeonem a co najwyżej dobrą łajbą. Początki miał jednak fatalne. Nowe otoczenie źle wpłynęło na postawę Marqueza, który to do stolicy Katalonii przybył jako posiadacz tytułu najlepszego obrońcy ligi Francuskiej. Tytuł ten zdobył grając w AS Monaco, a więc w drużynie, która jest tak Francuska jak Hiszpańska jest Barcelona. Koniec końców nie było mu jednak dane skończyć tak, jak bohaterowie transferowej karuzeli za czasów prezydentury Gasparta. Gra świetnie- nawet dla Włochów, mistrzów defensywy jest zawstydzająco dobry. Jest jedną z dwóch solidnych cegieł w lichym 'czerwono- niebieskim' murze.

Tą drugą jest nie kto inny jak grający symbol drużyny- Carles Puyol. Bo Puyol przez ostatnie lata był wszystkim czym mogła szczycić się Barcelona. W czasach, gdy prezydentowi Realu Madryt, Florentino Perezowi nie obmawiał nikt- on odmówił. Wzgardził oferowanym mu przez 'Królweskich' kontraktem opiewającym na blisko 11 milionów euro rocznych apanaży. Bo świata poza Camp Nou nie widział. I nie widzi do tej pory, za co mu chwała na wieki.

O Edmilsonie nie powiem za to nic, gdyż po przeczytaniu tych słów Brazylijczyk byłby skłonny mnie pobić.

Gio i Sylvinho to znów- nie wchodząc w szczegóły- zawodnicy identyczni. Mimo, że jeden jest Holendrem a drugi Brazylijczykiem łączy ich nadzwyczaj wiele. Nawet wiek mają zbliżony: Gio- 31, Sylvinho- 32. Może ojciec Brazylijczyka 31 lat i 9 miesięcy temu był na wycieczce w Holandii? To by wiele tłumaczyło. I gdyby nie wsparcie Ronaldinho, zapewne podzielili by losy Bellettiego.

Czy mając w składzie zaledwie dwóch dobrych obrońców (Puyol i Marquez) można realnie myśleć o potrójnej koronie? Zgadza się, jest jeszcze gotowy zawsze do gry Oleguer. Ale zawodnik nie ma być gotowy do gry lecz godny gry. Filozofa gry Barcy jest prosta: Ronaldinho ma sprawić, aby drużyna strzeliła więcej goli niż Valdes straci. Gdy wszystko dział dobrze, nie ma żadnego problemu. Jednak, gdy przychodzi nam odrabiać straty a skuteczność napastników nawala pojawia się zwątpienie. W meczu z Realem udało się osiągnąć remis. Udało, bo gola strzeliliśmy po karnym, którego być nie powinno. Gola także straciliśmy po błędzie, którego być nie powinno. Larsson i Eto'o nie powinni także zmarnować okazji do pokonania Ikera Casillasa. Sytuacja w jakiej znalazła się Azulgrana przypomina moment, gdy podczas wyścigu F1 na tor wjeżdża Safety Car. Kolorowa kawalkada ryczących bolidów zaciśnia się pomimo dzielących ją wcześniej znacznych odległości a wyprzedzanie jest zakazane przepisami regulaminu wyścigu. Brak skuteczności Katalończyków jest właśnie takim Safety Car dla LaLiga. Posuwamy się w dość spokojnym tempie do mety wiedząc, że nic już w tym wyścigu się nie zmieni. A szkoda, bo bez tego 'generalicja' FCB na czele z Joanem Laportą nie zrozumie błędu jakim jest wyłącznie skumulowane wzmacnianie siły altyleryjskiej drużyny. Drużyny, której potencjał rośnie wraz z odległością dzielącą piłkę od własnej bramki. A mistrzowska drużynę, jak mawia Wielki Kazimierz Górski buduje się właśnie od bramkarza i obrońców. Utkana z gwiazd największego formatu Barcelona gra dziś futbol unikatowy. Jest czystym tlenem dla spragnionych pasji miłośników piłki nożnej. Stoi jednak na rozwidleniu dróg. Za dwa lata, bez inwestycji w Chivu, Cole'a czy Lucio może konać jak dzisiejszy Real. Nie kuśmy złego losu. Nie pozwólmy, aby to co teraz nas zachwyca odeszło za siódmą górę, za siódmą rzekę...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze