Spotkanie w Poznaniu

Looky

17 lipca 2005, 13:35

1 komentarz
Listopada 2002 roku w Poznaniu odbyło się pierwsze w Polsce oficjalne spotkanie najwierniejszych kibiców Barcelony. Okazja ku temu była naprawdę wyszukana, wszak mecz z Realem Madryt nie zdarza się codziennie.

Aby rozjaśnić Wam nieco całą sytuację należy zacząć od początku. U progu października bieżącego roku redakcja Visca el Barca z niezwykle operatywnymi ludźmi na czele (Rako, RIVALDO i Looky'ym ;) ) postanowiła zorganizować ogolnopolski zjazd Socios Barcelony. Wówczas pomysł był jeszcze w pieleszach i żadne bliższe szczegóły nie były znane. Jednak z każdym dniem powoli wszystko zaczynało się wyjaśniać i w końcu udało się ustalić - miejscem miał być Poznań, a konkretnie jakże charakterystyczny pub Corner.

Na początku dość nieśmiało, z czasem jednak kolejni kibice awizowali swoją obecność w stolicy Wielkopolski w dniu wielkiego derby Europy. W ostatnim momencie do ,,zaklepanych'' już uczestników dokoptowali spóźnieni - łącznie zapowiadało się nas trzynastu co zwiastowało naprawdę niezłą frekwencję.

Ale po kolei. Pierwsi fani Barcelony pojawili się na poznańskim PKP około godziny 16:00, a tym który przywitał przybyszy z otwartymi ramionami (bez skojarzeń ;) ), był Looky. Bez większych problemów rozpoznaliśmy się z Rako i RIVALDO (oraz jego Kobietą - Asią) i w strugach siąpiącego deszczu ruszyli w stronę miejsca docelowego.

Godzina była jeszcze bardzo młoda, dopiero około 17:30 zaczęli się schodzić pierwsi kibice... Lecha Poznań, a to dlatego, że mecz owego zespołu także Canal+ łaskawie zechciał transmitować, wcześniej naturalnie ;)
W międzyczasie pojawili się Icebro, Jay-Jay, Barola i Ufokles (co niektórym bliżej nieznani), ten ostatni okazał się dość barwną postacią całego naszego towarzystwa o czym będzie mowa później. Tymczasem Rako i Looky ponownie wyruszyli na dworzec PKP, tym razem po kolejnego członka redakcji Visca el Barca, Escobara, który miał przybyć z odległej Bydgoszczy. W czasie drogi powrotnej do Looky'ego zadzwonił Barcel, z któym po pięciu minutach spotkaliśmy się przed Cornerem. Żeby jednak nie było tak różowo po wejściu do środka okazało się, że Icebro po cichu wymknął się niepostrzeżony, ale nie ma tego złego, bowiem nasze szeregi zasiło jeszcze trzech ludzi: Toudie (także awizowany drogą telefoniczną; później uciekłą :D), Saviolinho oraz Adel (który znalazł się w Cornerze zupełnie przypadkowo ;) ).

Do meczu pozostawało coraz mniej czasu i atmofsfera z każdą minutą stawała się bardziej gorąca. Na godzinę przed rozpoczęciem spotkania Looky, Rako i Escobar wyskoczyli jeszcze na moment do pobliskiego sklepu kupić coś do przegryzienia i teraz pozostawało już tylko czekać na rozpoczęcie wielkiego derby. Nie dopatrzyliśmy się niestety kibiców Realu, być może wystarszeni tak licznej grupy kibiców w koszulkach Barcelony postanowili zatuszować swoją ,,tożsamość''.

W końcu nadeszła upragniona godzina 21:00, wszyscy w ogromnym skupieniu wpatrują się w telewizyjny ekran, a w tle słychać Tot el Camp. Oprawa meczu prezentowała się znakomicie, blisko 100 tysięcy transparentów w barwach Barcelony z napisem Soc del Barca wyglądało naprawdę imponująco. No ale jaka była pierwsza połowa każdy wie, jedynym wydarzeniem godnym odnotowania był... Ufokles, którego stan wskazywał na dość znaczne spożycie, więc żeby nikomu nie wadzić ów kibic postanowił uciąć sobie krótką drzemkę przy stoliku, zwłaszcza że na boisku nic ciekawego się nie działo.

Gwizdek kończący pierwszą połowę. Rozgorzała dyskusja na temat bezbarwnej gry obu zespołów, ja niestety nie miałem okazji w owej polemice uczestniczyć, gdyż obowiązek (chęć? ;) ) odświeżenia znajomości z towarzyszkami Qcza okazał się silniejszy ;)

Kto tylko mógł zamówił kolejny napój z procentami i rozpoczęła się druga połowa. To co zaszło trzy minuty później śmiało można nazwać wydarzeniem meczu. Kiedy do bramki Realu trafił Kluivert wszyscy kibice zabrani przy naszym stoliku wyskoczyli ze swoich miejsc i wydali z siebie radosny okrzyk ,,JEEEST''. Oczywiście Ufokles także nie mógł przepuścić takiej okazji i wyrwany z letargu wstał z zajmowanego stanowiska i wysoko uniesionym naczyniem pełnym złocistego napoju wyraził radość na swój sposób. Kiedy jednak okazało się, że sędzia Cantalejo gola nie uznał z ust wszystkich ,,naszych'' kibiców dało się słyszeć jedno powszechnie uznane za niecenzuralne słowo, którego tutaj nie będę przytaczał z wiadomych względów ;) Tylko Ufokles zachował się kulturalnie i rozgniewany trzasnął kuflem w stolik, czego efektem był rozlany napój (bezalkoholowy ;) ) i dwa kawałki szkła (pozostałości po szklance). Nikogo to jednak szcezgólnie nie zmartwiłlo (zaraz przyszedł pan z mopem i pozmywał), bo wszystko kręciło się wokół meczu.

Na 20 minut przed końcem spotkanie zostało przerwane, a najbardziej zdegustowani zachowaniem kibiców byli Rako i Looky, którzy tylko bezradnie rozkładali ręce. Do końca jednak wierzyliśmy w zwycięstwo, w międzyczasie gdzieś w oddali ,,poszły'' dwa kolejune kufle, które to zdarzenie Saviolinho każdorazowo kwitował słowami: ,,Za Barcę!''.

To jednak nie pomogło i skończyło się 0:0. Ostatnim bardzo dobitnym gestem wyrażającym złość po końcowym gwizdku, było uderzenie ręką w stół wszystkich, którzy akurat mieli do niego dostęp - tym razem pękła szklaneczka Looky'ego, ale w tym wypadku obyło się bez rozlanego trunku.

Jak łatwo się domyślić późniejsza dyskusja nie toczyła się na temat samego występu Barcelony, ale skupiła się na Socios, a konkretnie na ich ,,popisach'' z drugiej połowy. Za chwilę Jay-Jay i Ufokles niepostrzeżenie opuścili lokal (a może to było wczesniej? :P); za jakieś pół godziny Qcz z towrzyszkami także stwierdzili, że nic tu po nich i postanowili się zbierać.

W Cornerze zostaliśmy więc w składzie: Rako, RIVALDO z Asią, Saviolinho, Escobar, Barola, Barcel i jego kumpel (wybaczcie, ale naprawdę nie pamiętam mienia owego towarzysza ;) ) no i oczywiście Looky. Barcel nieomieszkał zapytać Rako o możliwość zamieszkania w Barcelonie, poza tym trwały spekulacje na temat ewentualnych kandydatów na poszczególne pozycje w naszym klubie, także na stanowisko Gasparta, czemu szczególnie wtórował Rako ;)

Tymczasem ekipa się rozdzieliła. Rako (w każdym wątku występuje w roli głównej :D) zachciało się wycieczki na Stary Rynek no i jako dobrzy obywatele postanowiliśmy Mu towarzyszyć. A Barcel z kolegą zostali w Cornerze, więc ciężko mi powiedzieć co się tam dalej działo. My ostatecznie wylądowaliśmy w Deja vu, gdzie już totalnie nie było nastroju, nawet do rozmowy na temat przyszłości van Gaala w klubie z Katalonii. Jeszcze jeden gazowany napój (hmmm...) i trzeba było się zbierać, zwłaszcza że Rako miał niewiele czasu do pociągu, a sam Escobar nie bardzo orientował się o której godzinie uda mu się dorwać takowy środek lokomocji do Bydgoszczy. Oczywiście ani Looky, ani RIVALDO z Asią, którzy byli w o tyle dobrym położeniu, że nocleg w Poznaniu mnieli zapewniony, ani ostatecznie Rako nie zdążyli na swoje środki transportu, ale w najgorszym położeniu znalazł się Escobar, który do swojego miasta pociąg miał dopiero około szóstej rano. Jednak jako człowiek zorganizowany jednym sprawnym telefonem zapewnił sobie nocleg w stolicy Wielkopolski.

Tak to po krótce wyglądało, generalnie spotkanie było bardzo udane, do pełni szczęścia zabrakło jednak najważniejszego - zwycięstwa Barçy. Tych których nie było - niech żałują, bo ,,nasi'' Socios stworzyli w Cornerze naprawdę pierwszorzęną atmnosferę, z którą żaden kibic Realu nie mógł się równać ;) (inna sprawa, że tam chyba w ogóle nie było kibiców Realu, no ale o tym była mowa wcześniej).

Za pół roku rewanż i oczywiście w związku z owym wydarzeniem także nasz serwis zorganizuje zjazd kibiców. Do zobaczenia za kilka miesięcy! Najprawdopodobniej w Toruniu.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze