Będę szczery. Tak słabego meczu w wykonaniu bordowo-granatowej armii z Camp Nou nie widziałem dawno. Messi i spółka dzisiejszego wieczora na Estadio Nuevo Los Carmenes wyglądali tak, jakby… chcieli, ale nie mogli. Ci sami ludzie, którzy od lat słyną z opanowanej do perfekcji gry piłką, dziś sprawiali wrażenie, jakby owa piłka… im po prostu przeszkadzała. Powód? Gracze Barcelony to też tylko ludzie, co dla niektórych może wydać się nie do pomyślenia. Poziom spotkania mógł podobać się tym, którzy na co dzień śledzą naszą rodzimą ekstraklasę, ale liczy się zwycięstwo i kolejne 3 punkty. Przynajmniej do jutra wracamy na fotel lidera.
Od pierwszych minut podopieczni Pepa Guardioli chcieli zdominować rywala, a najlepiej szybko objąć prowadzenie i spokojnie kontrolować grę. Szansa na bramkę pojawiła się już w 4. minucie, kiedy to normalnym (dla siebie), a perfekcyjnym dla całej reszty podaniem popisał się Xavi. Z ostrego kąta w sytuacji sam na sam z Roberto znalazł się Messi, który próbował lobować, jednak nie trafił w bramkę. Po kilku minutach przestoju swojej szansy spróbowali gospodarze, a konkretnie Ikechukwu Uchu, który strzelał z woleja – niecelnie. Chwilę później za sprawą Messiego odpowiedziała Barça. Argentyńczyk efektownie minął jednego z obrońców, uderzył z 16 metrów, niestety minimalnie chybił. W 14. minucie ładnie pokazał się Cuenca, który strzałem w długi róg bramki Roberto zakończył swoją indywidualną akcję na lewej flance. Świeżo upieczony debiutant (zadebiutował w LM przeciwko Viktorii Pilzno) również strzelał w długi róg, również niecelnie. Kolejnym, który spróbował szczęścia z dystansu był Xavi. Kapitan Barcelony z ok. 25 metrów trafił w światło bramki, ale portero Rojiblancos horizontales złapał futbolówkę. Po kilku akcjach indywidualnych, w 21. minucie nareszcie mogliśmy zobaczyć akcję zespołową Mistrza Hiszpanii. Po serii kilkunastu podań, z prawej strony dośrodkował Dani Alves, do piłki dopadł Pedro, który strzelił głową, jednak i on nie zmusił do wysiłku Roberto.
Po kolejnym okresie przestoju w 33. minucie doczekaliśmy się upragnionego gola. Jak trwoga to do… Xaviego. Generał fenomenalnie uderzył z rzutu wolnego, nie dając najmniejszych szans bramkarzowi Granady. Może częściej dawać szansę na egzekwowanie wolnych Xaviemu Panie Messi? Mylili się wszyscy ci, którzy myśleli, iż po zdobytej bramce, Barça ruszy do ataku, chcąc szybko podwyższyć. Na dwie minuty przed przerwą pokazał się Pedro, jednak jego strzał z dystansu wylądował w środkowym rzędzie trybun za bramką Roberto. Po 45 minutach męczarni, arbiter spotkania zaprosił zawodników obu drużyn na przerwę.
Pierwsza połowa nie zachwyciła, ale w życiu bym się nie spodziewał, że druga będzie jeszcze gorsza. Niestety była. Zaczęła się co prawda ciekawie, gdyż w 51. minucie z boisku wyleciał Jaime Romero, którzy uderzył Maxwella. Chwilę później bardzo groźnie wyglądającej kontuzji nabawił się Pedro. Urodzony na Teneryfie wychowanek Blaugrany z grymasem na twarzy opuścił murawę Estadio Nuevo Los Carmenes. Pierwsze prognozy lekarzy mówią o naciągnięciu ścięgna w kostce, ale szczegóły poznamy w dniu jutrzejszym. W miejsce Pedro pojawił się Villa, który po chwili miał okazję uderzyć na bramkę Roberto. I zdobyłby gola gdybyśmy… grali w rugby. Ze strzału El Guaje dumny mógłby być Sebastian Janikowski, Guardiola mógł tylko zamknąć oczy. Ten sam Villa w 58. minucie dla odmiany genialnie dograł do Messiego, który znalazł się w sytuacji sam na sam z portero Granady, w swoim stylu podciął piłkę i gdy wydawało się, że na tablicy świetlnej wyświetla się już dwójka… do piłki dopadł Mainz i efektownym wślizgiem wybił futbolówkę z linii bramkowej.
W 64. minucie z dystansu strzelał Cesc, ale z jego uderzeniem najmniejszych problemów nie miał Roberto. 5 minut później bohaterem Barcelony mógł zostać Cuenca. 20-letni wychowanek znalazł się w sytuacji sam na sam po genialnym dograniu Xaviego, ale trafił wprost w interweniującego Roberto. Katalończycy z minuty na minutę grali coraz gorzej, co mogła wykorzystać Granada. W 76. minucie spotkania fatalny błąd popełnił arbiter, który odgwizdał spalonego na wychodzącym sam na sam z Valdesem, napastniku miejscowego zespołu. Liniowy najwidoczniej w szatni zostawił okulary gdyż o spalonym nie mogło być mowy. Co prawda na wszelki wypadek Valdes sytuację wybronił, ale kto wie, co by było gdyby główny nie użył prędzej gwizdka. W 78. minucie strzelał ciągle aktywny Xavi, jednak tym razem nie trafił do bramki gospodarzy.
86. minuta jest chyba najlepszym podsumowaniem, tego, co dziś oglądaliśmy na boisku beniaminka. Mająca wyraźnie słabszy dzień Barcelona, Mistrz Hiszpanii i Europy, grający w przewadze jednego zawodnika, bronił się całym zespołem przed kontrującym beniaminkiem. Impossible is nothing. Gracze Guardioli nie mogli doczekać się końca spotkania i udania się pod prysznic. Co prawda ku mojemu zaskoczeniu, w 90. minucie postanowili zagrozić raz jeszcze bramce Roberto, ale nic ciekawego z tego nie wyszło. Już w doliczonym czasie gry z boisku za idiotyczne zachowanie wyleciał Dani Benitez, chwilę później Muñiz Fernández zakończył mecz.
Barça dziś cierpiała. Cierpiała mimo iż teoretycznie była w swoim żywiole. Niespełna 80% posiadania piłki na nic się jednak zdało. Cieszy jednak wygrana i 3 punkty, styl schodzi na dalszy plan. Zwykło się mówić, że "takimi meczami zdobywa się mistrzostwo." Niech dzisiejsze spotkanie sprowadzi na ziemię wszystkich, tych, którzy łudzili się, że Granada mecz przegra już w szatni i będzie walczyła o jak najniższy wymiar kary. Messi i reszta to też tylko ludzie i nie zawsze będą wygrywali 5:0 jak z Villarreal czy 8:0 jak z Osasuną. To tylko ludzie, zrozumcie. Wyjątkowi, ale jednak ludzie. Visca el Barça!
Granada CF: Roberto; Nyom, Iñigo, Mainz, Siqueira; Jaime Romero, Mikel Rico, Fran Rico (Mollo, min. 79), Dani Benítez; Abel Gómez i Uche (Alex Geijo, min. 64).
FC Barcelona: Valdés; Dani Alves, Mascherano, Abidal, Maxwell; Sergio Busquets, Xavi (Keita, min. 84), Cesc (Iniesta, min. 71); Cuenca, Messi i Pedro (Villa, min. 55).
Gol: 0:1, min. 33. Xavi
Arbiter: Muñiz Fernández
Kartki: Żółte: Uche, Fran Rico i Nyom (Granada) oraz Dani Alves, Sergio Busquets, Cuenca i Keita (Barcelona). Czerwone: Jaime Romero (min. 52) i Dani Benítez (min. 91).
Widzów: 22.000
Komentarze (860)