Wczoraj swój pobyt na wypożyczeniu w Arsenalu zakończył Francuz Thierry Henry. Titi miał pomóc klubowi, którego jest legendą w "trudnych czasach", a miał taką możliwość z powodu przerwy w rozgrywkach Major League Soccer, gdzie gra jego klub New York Red Bulls.
34-letni obecnie napastnik przed przybyciem na Camp Nou w 2007 roku spędził spędził osiem sezonów w Arsenalu gdzie grał pod okiem Arsene'a Wengera. W tym czasie stał się legendą klubu z Highbury Stadium, który w ostatnim sezonie występów Francuza przeniósł się na nowy Emirates Stadium. W czasie gry w czerwono-białych barwach The Gunners, Henry zdobył dwa razy mistrzostwo Anglii, trzy Puchary Anglii oraz dwie Tarcze Wspólnoty, a także zagrał w finale Ligi Mistrzów przeciwko Barcelonie, do której został sprzedany w rok później.
Przed odlotem do Ameryki, Henry w wywiadzie na stronie internetowej Kanonierów powiedział kibicom klubu z północnego Londynu, aby nie tracili wiary w swoich idoli i wspierali ich mimo prawie pewnego wyeliminowania ich przez Arsenal z dalszych rozgrywek elitarnej Champions League przez Milan. Ostatnie spotkanie Henry'ego w barwach Arsenalu to właśnie pierwszy mecz przeciwko Mediolańczykom na San Siro przegrany aż 4:0. Była to najwyższa porażka Arsenalu w europejskich pucharach, a Francuz, który wszedł z ławki nie był już w stanie pomóc kolegom.
Francuski weteran przypomniał fanom Arsenalu, że klub nieraz przechodził już kryzysy i że sam był "świadkiem bardzo złych czasów dla zespołu". Thierry pociesza jednak, że "wszystkie zespoły czeka kiedyś dołek, z którego trudno wyjść. Jestem jednak przekonany, że drużyna może zareagować i odwrócić losy dwumeczu na Emirates".
Komentarze (39)