Dla Barçy zagrał ‘tylko' kilkadziesiąt meczów, na Camp Nou spędził dwa lata. To w zupełności wystarczyło mu do tego, by na zawsze zdobyć serca Culés. Henrik Larsson, bo o nim mowa udzielił obszernego wywiadu, który został wyemitowany w dniu wczorajszym na Canal +.
Szwed mówił m.in. o sukcesach jakie zdobył z Dumą Katalonii i o przywileju dzielenia szatni z najlepszymi piłkarzami świata, którzy z czasem zostali jego przyjaciółmi. Czas spędzony w Barcelonie uważa za najwspanialszy okres w swojej karierze: „Ten moment, gdy wygraliśmy Ligę Mistrzów... Czułem się wspaniale, miałem 34 lata i wygrałem tak prestiżowe trofeum. To było fantastyczne", mówi.
Obecny szkoleniowiec Landskrony wspomina swoją fascynację do Blaugrany: „Pamiętam, że jeszcze jako młody chłopak widząc Barçę z Koemanem, Stoichkoven, Romario czy Laudrupem pomyślałem: Fantastyczny futbol! W wieku 34 lat grałem dla tego klubu, nie mogłem uwierzyć, że to działo się naprawdę!", wspomina.
„Myślę, że grając dla Barcelony w takim wieku, doceniłem to bardziej niż gdybym tam trafił wcześniej. Mogłem spokojnie robić swoje, nie byłem żadną gwiazdą. Byli przecież Ronaldinho, Eto'o i wielu innych graczy większych ode mnie."
Różnice pomiędzy futbolem w Szkocji i Holandii
Po udanym etapie w Feyenoordzie i Celticu, Larsson potrzebował czasu, by zaaklimatyzować się w Barcelonie, poznać filozofię klubu: „Graliśmy o 22, to było dla mnie bardzo trudne, ponieważ nie byłem przyzwyczajony do gry o tak późnej porze."
„Wiesz, kiedy pojawił się zespół tak wielki jak Barça... z całym szacunkiem dla moich kolegów z Celticu, ale to był inny świat, zupełnie inna jakość", dodaje Henka.
Oddanie Xaviego i Iniesty
„Oczywiście, Ronaldinho był jednym z najlepszych graczy na świecie. Nie, on był najlepszy. Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dobry był i nadal jest Xavi. Myślę, że Xavi jest najlepszym piłkarzem z jakim kiedykolwiek grałem. To jak się porusza na boisku, jak podłącza się do akcji... on nigdy nie traci piłki. Don Andres Iniesta... Kiedy ja grałem dla Barçy, Iniesta dopiero wchodził do zespołu, do wielkiego świata futbolu. Wiele się nauczyłem od Xaviego. Andres gra podobnie do niego, jest bardzo szybki. Wspaniale było obserwować ich podczas gry."
Larsson w Barcelonie musiał grać zupełnie inaczej aniżeli we wcześniejszych klubach. System wprowadzony przez Franka Rijkaarda wymagał dopasowania się do taktyki zespołu i zmiany pozycji: „Musieliśmy dostosować się do systemu. Każdy wiedział, jak to działa, jak grać w systemie 4-3-3 na poszczególnych pozycjach."
Kontuzja kolana i cztery miesiące rozbratu z futbolem
Najcięższe chwile podczas swojego pobytu przeżywał po zerwaniu więzadeł krzyżowych w lewym kolanie podczas ligowego meczu z Realem Madryt: „Miałem kilka dni na przemyślenia, musiałem zdecydować, co dalej. Kontuzja była bardzo poważna, miałem już swoje lata i wiedziałem, jak ciężko będzie mi wrócić. Myślałem o zakończeniu kariery, nie wiedziałem czy chcę wrócić do futbolu", wyznaje. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęła do niego Barça, która zaproponowała przedłużenie kontraktu. Ówczesny prezydent klubu, Joan Laporta nie chciał sprowadzać nikogo na jego miejsce. Niesamowity gest ze strony klubu i Laporty warty był ryzyka.
Larsson wrócił do piłki, a w kolejnym sezonie sprawił, iż na zawsze pozostanie w sercach Culés, którzy darzyli go szczególnym szacunkiem: „Myślę, że ludzie doceniali mój styl gry. W tym klubie grali wielcy piłkarze, Laudrup, Ronaldinho, teraz Messi, wszyscy są fantastyczni. Nie byłem tak dobry, jak oni, ale kibice wiedzieli, że zawsze dawałem z siebie sto procent, ciężko pracowałem."
Wielka chwila w Paryżu
Jeśli jest moment z Larssonem w tle, który Culés wspominają z ogromną nostalgią, to bez wątpienia jest to pewna wielka wiosenna noc, której Szwed był bohaterem. Paryż, 2006 rok, finał Ligi Mistrzów z Arsenalem. „Jestem bardzo zadowolony z tego meczu. Po pierwsze, do końca nie wiedziałem, czy wyjdę na boisko, czy zostanę na ławce. Odbyłem trening i oczekiwałem na decyzję trenera. Każdy piłkarz marzy o grze w finale Ligi Mistrzów, tym bardziej, że nie byłem wtedy najmłodszy."
„Kiedy wchodziłem na boisko (w miejsce Van Bommela), miałem w głowie tylko jedno: naprawić, co zepsuliśmy, było mi obojętne czy sam strzelę gola czy zaliczę asystę, najważniejszy był zespół." Uratował Barcelonę z opresji, zaliczył asystę najpierw przy golu Eto'o, później Bellettiego. Barça odrobiła straty i wygrała Ligę Mistrzów drugi raz w historii. Po tym meczu został ochrzczony mianem „Króla Królów". Na zawsze zapisał się kartach historii katalońskiego Klubu.
Komentarze (31)