"Dzięki Leo, znów cieszę się życiem"

IceMan

22 lutego 2012, 12:02

Sport

80 komentarzy

Leo Messi jest równie wielkim piłkarzem, co człowiekiem. Doskonałym tego dowodem jest historia, która właśnie ujrzała światło dzienne, właśnie z piłkarzem Barcelony w roli głównej. W październiku 2008 roku, Argentyńczyk spełnił marzenia 12-letniego chłopca. Dziś, 16-letni chłopiec opowiada całą historię.

Facundo Franco miał 12 lat. Był dzieckiem w sąsiedztwie Bernal, miał problemy zdrowotne. Chłopiec urodził się z wrodzoną wadą serca i ciężkim nadciśnieniem płucnym, gdy miał osiem miesięcy przeszedł operację paliatywną, która miała pomóc w prawidłowym rośnięciu. Dzieciak, który pewnego dnia jadł obiad, później spełnił swoje marzenie, krzyknął do Leo, przytulił go i powiedział, że go kocha i podziwia. Piłkarz był dla niego przykładem do naśladowania.

„Po tym wszystkim, co wycierpiał, po tak wielu smutkach, spotkanie z Lionelem było dla niego błogosławieństwem", wyznaje mama chłopca o imieniu Gloria. Cztery lata po spotkaniu, Facundo już jako nastolatek dziękuje Messiemu za uczucia jakie mu okazał: „Jeśli czytasz ten artykuł, wiedz, że chcę Ci podziękować. Nigdy nie zapomnę tego spotkania", mówi podekscytowany.

„Dziś mam 16 lat, nadal żyję w Bernal i chodzę do szkoły specjalnej. Uczę się w szkole, która jest przystosowana dla osób z niepełnosprawnością ruchową. Później będą chciał studiować dziennikarstwo. Muszę poruszać się na wózku inwalidzkim, ponieważ moje nogi nie wytrzymują dłuższego chodzenia, czuję się zmęczony. Mam problemy ze swobodnym oddychaniem, używam specjalistycznego zbiornika z tlenem", wyjaśnia.

Wspomnienia ze spotkania z Leo z 2008 roku pamięta doskonale: „Jako dziecko miałem problem z prawidłowym rozwojem, nie rosłem. Leo też miał podobny problem, utożsamiałem się z nim. Podziwiałem go jako piłkarza i człowieka. Próbowałem się z nim skontaktować przez ponad rok, ale nie udało się, w końcu zrezygnowałem. Byłem przygnębiony, płakałem ponieważ spotkanie z nim było moim marzeniem."

Pewnego dnia szczęście uśmiechnęło się do chłopca: „Znajomi moich rodziców skontaktowali się z matką Javiera Zanettiego. Wkrótce moja rodzina przekazała mi informację, że Zanetti czeka na mnie na boisku podczas zgrupowania kadry w Ezeizie, chciał się ze mną spotkać. 7 października 2008 - to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Moi rodzice nic mi nie powiedzieli, widziałem tylko piłkarzy po drugiej stronie ogrodzenia. Nigdy nie zapomnę chwili, gdy pozwolono nam przejść na drugą stronę. Zanetti podszedł do mnie i powiedział: „Facu, spodziewałem się, że przyjdziesz". Byłem tak zdenerwowany, że nie słyszałem, co do mnie mówił. Otworzyły się drzwi i pojawił się Messi. Nie mogłem przestać płakać, a on mówił „Nie płacz, nie płacz." Przytulił mnie. Niestety nie miałem więcej okazji, by z nim porozmawiać. Chcę, by wiedział, że dzień w którym go spotkałem sprawił, że stałem się szczęśliwszym człowiekiem. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Dziękuję Ci Leo."

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (80)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze