Czy Torres "zmartwychwstanie" w meczu z Barçą?

Makaj

17 kwietnia 2012, 17:23

Sport

64 komentarze

Występ Didiera Drogby od pierwszej minuty w pucharowym meczu z Tottenhamem może sugerować, że w pierwszej jedenastce w jutrzejszym spotkaniu zagra Fernando Torres.

Jego koledzy mówią, że na treningach wygląda dobrze. Jest świeższy, jakby odzyskał radość w gry. Torres nie osiągnął co prawda poziomu chociażby z Liverpoolu, ale ci, którzy pracują z nim na co dzień, są przekonani, że jutrzejsze starcie na  Stamford Bridge może być dla hiszpańskiego napastnika przełomowe. „Wygląda dobrze, ciężko trenuje i widać u niego dużo ochoty do gry” – mówi jego rodak Juan Mata.

Niewątpliwie najgorsze jest już za 28-letnim zawodnikiem. Torres nie trafił do siatki rywala przez pięć miesięcy – od 19 października 2011 roku (mecz z Genk) do 18 marca bieżącego roku (starcie z Leicesterem). Wydaje się, że z Di Matteo na ławce trenerskiej napastnik odzyskał wszechstronność i taktyczną elastyczność. Chociaż jest nadal w cieniu Drogby (Di Matteo nie wystawił ich jeszcze razem od pierwszej minuty), Torres dostarcza swojej drużynie nowe możliwości: obecnie ma więcej asyst niż bramek.

Obecność Didiera Drogby od pierwszej minuty w pucharowym starciu z Tottenhamem może oznaczać, iż w spotkaniu z Barceloną od pierwszej minuty wybiegnie Fernando Torres. Dla Hiszpana może to być swoiste „zmartwychwstanie” w starciu z ulubioną drużyną. Minęło kilka lat od zainteresowania Barçy właśnie Torresem, ale fani drużyny z Camp Nou nie zapominają, że El Niño był specjalistą od utrudniania Barcelonie życia. W dziesięciu meczach przeciwko katalońskiej ekipie Torres w barwach Atlético zdobył siedem bramek. W Chelsea, która zapłaciła za niego pięćdziesiąt osiem milionów euro, jego osiągnięcia nie są w żadnym stopniu imponujące, ale kibice The Blues przymykają na to oko, darząc Hiszpana szczególną sympatią. Jest to jeden z ulubionych graczy fanów Chelsea i kiedy spiker ogłasza zebranym na stadionie skład drużyny, przy nazwisku Torres rozlega się głośna fala oklasków.

El Niño chciałby zatem odpłacić się za wielką miłość w meczu z Barceloną, być może jego ulubioną ofiarą.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (64)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze