Po pierwszym meczu w Londynie Barcelona jest w sytuacji trudnej, ale nie beznadziejnej.To kolejne wyzwanie i przeszkoda, którą trzeba pokonać na drodze do sukcesu. Pozostało 90 minut walki z Chelsea Londyn na Camp Nou i awans wciąż jest możliwy!
Tak trudnego tygodnia nie było nam dane przeżyć już od dawna. Dwie porażki z rzędu w bardzo ważnych spotkaniach były bolesnym ciosem – tak mocnym, jak lewy sierpowy w latach największej świetności Andrzeja Gołoty. Sobotnia przegrana w lidze z Realem Madryt (pierwsza od czterech lat) praktycznie pozbawiła szans na tytuł mistrza Hiszpanii zespół Pepa Guardioli. Wcześniejszy niekorzystny wynik w Londynie na Stamford Brigde postawił Barçę w sytuacji trudnej, ale nie beznadziejnej. Awans do finału Ligi Mistrzów wywalcza się w dwumeczu, a do końca pojedynku z Chelsea wciąż pozostało (przynajmniej) 90 minut.
Ogromne sukcesy Pep Teamu rozpieściły wszystkich fanów Dumy Katalonii, bez wyjątku. Ciężko przyjąć do świadomości fakt, że nawet Ci najlepsi w końcu mogą polec. Niestety, bezgraniczne poczucie nietykalności, idealności i nieskazitelności zakorzeniło się tak mocno w umysłach wielu Culés, że w sobotni wieczór postawili już kreskę na tej drużynie i tym sezonie. Bardzo mądre przysłowie mówi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i kolejne spektakularne sukcesy Blaugrany sprawiały, że dumny kibic chciał więcej i więcej, nie dając niczego w zamian. Ale trwały sukces nigdy nie opiera się na jednostronnym zaangażowaniu. Obie strony muszą współpracować i wspierać się wzajemnie, by pokonywać przeszkody stawiane na drodze.
Wiara. Jak to się stało, że raptem po dwóch, na kilkanaście rozegranych meczów o najwyższą stawkę, tak wielu przestało wierzyć? Taki moment musiał nadejść prędzej czy później. Każda seria ma swój koniec i ta nieprzewidywalność sprawia, że futbol jest sportem pięknym i kochanym przez miliony ludzi na całym świecie. Na boisku nie wygrywają statystyki, pieniądze, indywidualności, czy faworyci. Wygrywa zespół, kolektyw, spójny organizm walczący do samego końca jako jedność wspierana przez geniusz jednostek. Czasem droga do wygranej okupiona jest porażkami, ale nie jedna wojna została wygrana po serii przegranych bitew.
Pozycja w jakiej znalazła się Barcelona nie jest wymarzona, ale prawda jest taka, że o zadecydowały o tym detale. W obu spotkaniach był jeden jedyny moment, w którym losy mogły zostać odwrócone. Gdyby w pojedynku na Stamford Bridge, w 10. minucie Alexis Sánchez trafił do siatki zamiast w poprzeczkę mecz prawdopodobnie wyglądałby zupełnie inaczej. Gdyby w 27. minucie doskonałą okazję sam na sam wykorzystał Xavi i wyrównał wynik, Gran Derbi też mogłyby potoczyć się inaczej. Brakło trochę szczęścia, precyzji, może spokoju, a może wszystkiego po trochu.
To były detale, które zadecydowały. Przeszłości się nie zmieni, z przeszłością należy umieć żyć i wyciągać z niej wnioski. Barcelona w obu spotkaniach nie była zespołem gorszym i nie można tego ignorować. Jak uczy nas przeszłość Barça Guardioli już niejednokrotnie potrafiła odrabiać straty, nawet w sytuacjach beznadziejnych. Przykładów jest wiele, a pierwszym z nich było historyczne zwycięstwo 6:2 na Santiago Bernabéu, mimo tego, że to Real prowadził od 10. minuty. Kilka dni później miał miejsce
Komentarze (356)