Po triumf i wyjazd do Monachium!

Robertinho

23 kwietnia 2012, 21:26

356 komentarzy

Po pierwszym meczu w Londynie Barcelona jest w sytuacji trudnej, ale nie beznadziejnej.To kolejne wyzwanie i przeszkoda, którą trzeba pokonać na drodze do sukcesu. Pozostało 90 minut walki z Chelsea Londyn na Camp Nou i awans wciąż jest możliwy!

Tak trudnego tygodnia nie było nam dane przeżyć już od dawna. Dwie porażki z rzędu w bardzo ważnych spotkaniach były bolesnym ciosem – tak mocnym, jak lewy sierpowy w latach największej świetności Andrzeja Gołoty. Sobotnia przegrana w lidze z Realem Madryt (pierwsza od czterech lat) praktycznie pozbawiła szans na tytuł mistrza Hiszpanii zespół Pepa Guardioli. Wcześniejszy niekorzystny wynik w Londynie na Stamford Brigde postawił Barçę w sytuacji trudnej, ale nie beznadziejnej. Awans do finału Ligi Mistrzów wywalcza się w dwumeczu, a do końca pojedynku z Chelsea wciąż pozostało (przynajmniej) 90 minut.

Ogromne sukcesy Pep Teamu rozpieściły wszystkich fanów Dumy Katalonii, bez wyjątku. Ciężko przyjąć do świadomości fakt, że nawet Ci najlepsi w końcu mogą polec. Niestety, bezgraniczne poczucie nietykalności, idealności i nieskazitelności zakorzeniło się tak mocno w umysłach wielu Culés, że w sobotni wieczór postawili już kreskę na tej drużynie i tym sezonie. Bardzo mądre przysłowie mówi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i kolejne spektakularne sukcesy Blaugrany sprawiały, że dumny kibic chciał więcej i więcej, nie dając niczego w zamian. Ale trwały sukces nigdy nie opiera się na jednostronnym zaangażowaniu. Obie strony muszą współpracować i wspierać się wzajemnie, by pokonywać przeszkody stawiane na drodze.

Wiara. Jak to się stało, że raptem po dwóch, na kilkanaście rozegranych meczów o najwyższą stawkę, tak wielu przestało wierzyć? Taki moment musiał nadejść prędzej czy później. Każda seria ma swój koniec i ta nieprzewidywalność sprawia, że futbol jest sportem pięknym i kochanym przez miliony ludzi na całym świecie. Na boisku nie wygrywają statystyki, pieniądze, indywidualności, czy faworyci. Wygrywa zespół, kolektyw, spójny organizm walczący do samego końca jako jedność wspierana przez geniusz jednostek. Czasem droga do wygranej okupiona jest porażkami, ale nie jedna wojna została wygrana po serii przegranych bitew.

Pozycja w jakiej znalazła się Barcelona nie jest wymarzona, ale prawda jest taka, że o zadecydowały o tym detale. W obu spotkaniach był jeden jedyny moment, w którym losy mogły zostać odwrócone. Gdyby w pojedynku na Stamford Bridge, w 10. minucie Alexis Sánchez trafił do siatki zamiast w poprzeczkę mecz prawdopodobnie wyglądałby zupełnie inaczej. Gdyby w 27. minucie doskonałą okazję sam na sam wykorzystał Xavi i wyrównał wynik, Gran Derbi też mogłyby potoczyć się inaczej. Brakło trochę szczęścia, precyzji, może spokoju, a może wszystkiego po trochu.

To były detale, które zadecydowały. Przeszłości się nie zmieni, z przeszłością należy umieć żyć i wyciągać z niej wnioski. Barcelona w obu spotkaniach nie była zespołem gorszym i nie można tego ignorować. Jak uczy nas przeszłość Barça Guardioli już niejednokrotnie potrafiła odrabiać straty, nawet w sytuacjach beznadziejnych. Przykładów jest wiele, a pierwszym z nich było historyczne zwycięstwo 6:2 na Santiago Bernabéu, mimo tego, że to Real prowadził od 10. minuty. Kilka dni później miał miejsce

target="_blank">cud na Tamizą ochrzczony imieniem Andrésa Iniesty (oraz okraszony dziewięć miesięcy później 40-procentowym wzrostem ilości urodzin dzieci w Katalonii), dzięki któremu Blaugrana awansowała do finału Ligi Mistrzów w sezonie 2008/09. Odrabianie strat w ostatniej chwili miało miejsce także w Abu Zabi podczas
target="_blank">finału Klubowych Mistrzostw Świata w 2009 roku (wyrównujący gol Pedro padł dopiero w 88. minucie meczu, a gola na wagę zwycięstwa strzelił Leo Messi w dogrywce). Niekorzystny wynik z pierwszego udało się przekuć na awans do kolejnej rundy także w poprzedniej edycji Champions League w dwumeczu z Arsenalem Londyn (porażka 1:2 w Londynie i zwycięstwo 3:1 na Camp Nou).

Zwycięstwa wydarte po walce do samego końca, czy efektowne i wysokie triumfy, po pięknej dla oka grze sprawiały, że drużyna Guardioli rosła w siłę. Stworzyli oni grupę zdolną stawić czoła wszelkim przeciwnościom i każdemu wyzwaniu. Mimo niepowodzeń (jak chociażby odpadnięciu z Interem w półfinale Ligi Mistrzów 2009/10) nie poddawali się i próbowali od nowa. To właśnie dzięki tej woli walki w tym sezonie wygrali już Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Europy, Klubowe Mistrzostwo Świata oraz mają szansę na Puchar Hiszpanii i Puchar Europy. Piąty rok z rzędu Barcelona gra w półfinale Champions League, czego nie dokonał do tej pory żaden inny zespół.

Obecnie jesteśmy świadkami epoki pisanej złotymi zgłoskami w kartach historii katalońskiego klubu. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że lepszego zespołu przez ponad 111 lat nie było. Dlatego cieszmy się z tego, czego możemy być świadkami i dalej wierzmy w tę drużynę. Bo obecna sytuacja nie jest porażką, ani klęską. To kolejne wyzwanie i przeszkoda, którą trzeba pokonać. I kto jak kto, ale ta drużyna potrafi wygrywać i wie, jak tego dokonać. Dlatego, jeżeli ktoś miałby sobie w takich warunkach poradzić, to nie ma lepszego kandydata niż Barcelona.

Typy redakcji FCBarca.com

Robertinho, Adek, Pershing, Borek, IceMan 3:1
Thuglife 3:0
Rozwad, Gołąbka, Kuba, 2:0
Makaj 1:0

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (356)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze