Tego samego dnia, kiedy Pep Guardiola oficjalnie poinformował, że jest zbyt zmęczony, aby prowadzić dalej Barçę, i dlatego po zakończeniu sezonu żegna się klubem, prezydent Sandro Rosell poinformował, że nowym trenerem zostanie Tito Vilanova, dotychczasowy asystent pierwszego szkoleniowca. Czy jest to właściwa decyzja szefa FCB? Co reprezentuje sobą człowiek, który będzie odpowiedzialny za najlepszą drużynę początku XXI stulecia.
Guardiola długo wahał się z ogłoszeniem zamiarów, z zadeklarowaniem, że odchodzi albo zostaje. Pytany o powody zwłoki, raz puścił farbę. Powiedział otóż, że chce pozbyć się wątpliwości co do stanu zdrowia Vilanovy, uzyskać pewność, że jego asystent będzie mógł dalej pracować z zespołem. W tym sezonie Tito bowiem ciężko zachorował. Zdiagnozowano u niego guza ślinianki przyusznej, który następnie został wycięty. Wypowiedź Pepa interpretowano w ten sposób, że nie wyobraża sobie prowadzenia zespołu bez wsparcia zaufanego specjalisty od kwestii taktycznych. Tymczasem był to fałszywy trop: w rzeczywistości Guardiola chciał wiedzieć, czy będzie mógł zostawić ukochaną drużynę w godnych zaufania rękach. Kiedy okazało się, że tak, powiedział: odchodzę.
Trener w 40 dni
Najprostszą i najszybszą drogą, by zostać w Hiszpanii dyplomowanym trenerem, jest odbycie przyspieszonego kursu organizowanego przez jedną z federacji terytorialnych, którego dyplom jest następnie nostryfikowany przez RFEF. Impreza taka trwa 40 dni, wypełnionych rozmaitymi zajęciami od wczesnego rana do późnego wieczora. Inną drogą dostępną byłym piłkarzom jest przerobienie tego samego materiału na sobotnich kursach w ośrodku federacji, co trwa dwa lata.
Latem 2003 roku owa intensywna czterdziestodniówka odbywała się w Afryce - w hiszpańskiej enklawie na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Do Melilli wybrała się piątka Katalończyków: Domenec Torrent, Pep Boada, Narcis Julia, Paco Clos i Tito Vilanova, (ich kolegą z kursu był między innymi Cuco Ziganda, który jako pierwszy z miotu, w Osasunie, podjął pracę w Primera Division). Wszyscy oni po uzyskaniu papierka powrócili do Barcelony, gdzie w La Masii podjęli pracę z różnymi grupami wiekowymi adeptów futbolu i byli określani jako Quinta del Moro - czyli Piątka z Moro - od miejsca, gdzie uzyskali licencję na trenowanie. Clos tak opowiada o wspólnym kształceniu: - Tito był najlepszy z nas wszystkich, czasami wiedział więcej od wykładowców. Szybko stało się jasne, że urodził się po to, żeby być wybitnym trenerem.
Nad wiek poważny
Tito Vilanova jest wielkim fanem tenisa. Sam grywa, ale także śledzi w telewizji najważniejsze turnieje, jak również na żywo imprezy w Hiszpanii, jeśli pozwala mu czas. Jego drugą pasją jest kino. Ma dwóch synów, z którymi uwielbia spędzać czas. Gdy ma dzień lub dwa wolnego, zabiera chłopców i jedzie w odwiedziny do rodziców, którzy mieszkają w miasteczku L'Escala. Ojciec Joaquim był w niedalekiej przeszłości jego burmistrzem, a obecnie razem z żoną Marią Rosą prowadzi winnicę. Do niedawna Tito mógł się przechadzać po swojej ulubionej ulicy Sant Marti d'Empuries przez nikogo nie niepokojony, teraz raczej będzie mu o to trudniej. Tuż po nominacji dziennikarze hiszpańscy natychmiast pojechali do L'Escali i Joaquim długo musiał im opowiadać o synu, jego dzieciństwie i miłości do piłki.
Komentarze (29)