Presezon jest zawsze specyficzną porą roku dla każdego piłkarskiego fana. Meczów o stawkę brak, a plotki transferowe każdemu mogą się znudzić. Spełniając prośbę jednego z naszych Czytelników, publikujemy spojrzenie na Barçę, biografię m.in. Guardioli i ostatnie triumfy Klubu z punktu widzenia psychologii sportu i rangi, jaką w sukcesie sportowym odgrywa ponadpokoleniowe przywiązanie do tradycji i wartości.
Cz. I przeczytacie tutaj: [KLIK!]
Pierwszym, który zobaczył w aspirującym pomocniku potencjał predestynujący go do przejęcia pałeczki po Guardioli, był trener młodzieży w Barcelonie – Joan Vila. Xavi, podobnie jak Pep, był Katalończykiem i tak samo jak jego mistrz nie mógł pochwalić się wybitnymi warunkami fizycznymi. Mierzący zaledwie 170 cm wzrostu, nie za silny i dysponujący przeciętną szybkością zawodnik, wydawał się być w jeszcze trudniejszym położeniu niż starszy od niego o dekadę Josép Guardiola. Pomimo tych okoliczności, to właśnie w nim sztab szkoleniowy (sam Pep także) widział przyszłego dyrygenta Barçy.
Podobnie jak w przypadku mistrza, o sukcesie ucznia decydować miały takie elementy piłkarskiego rzemiosła, jak kontrola nad piłką, technika, precyzja podań i umiejętne regulowanie tempa gry swojego zespołu. Obu charakteryzowała ponadto niezwykła pokora, spokój i szacunek dla rywala, co w Barcelonie jest równie istotne jak umiejętności czysto sportowe.
Xavi trafił do szkółki Barcelony dwa lata szybciej niż miało to miejsce w przypadku Pepa, a więc już w wieku 11 lat. Jak sam twierdzi – od razu zrozumiał, że pierwszą rzeczą, jakiej musi się nauczyć w nowym klubie, jest myślenie. Vila upatrzył go sobie jako następcę Guardioli już kilkanaście miesięcy po pierwszym treningu Xaviego
w klubie i od tego czasu młodziutki Hiszpan był sumiennie przygotowywany do roli, jaką pełnić miał w przyszłości. Jak opisuje to sam zawodnik: „Vila zaczął powtarzać mi, abym za wzór w grze zawsze stawiał sobie Pepa Guardiolę, żebym zwracał uwagę na wszystko, co on robi na boisku, żebym chodził na każdy mecz na Camp Nou, żebym śledził każdy jego ruch: jak podnosi głowę przed przyjęciem piłki, by zobaczyć, gdzie ustawieni są koledzy, ułożenie ciała, szybkość myślenia, sposób w jaki dyrygował zespołem […] Rok później, gdy byłem w drużynie Cadete [jedna z kategorii juniorskich FC Barcelony – przyp. aut.], Guardiola pewnego popołudnia przyszedł na nasz trening. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie! Miałem go przed sobą, na wyciagnięcie ręki. Porozmawiał z nami, udzielił kilku rad. Trener powiedział mu, że ja staram się go naśladować, toteż usłyszałem od niego kilka słów wsparcia, abym nie ustawał w tym wysiłku. Dopiero kiedy byłem w drużynie rezerw [trzy lata po tym spotkaniu – przyp. aut.], Vila przyznał, że Pep przyszedł tamtego dnia obejrzeć wychowanka, który miał być jego klonem. Po tym jak zobaczył mnie na treningu, stwierdził: Ten chłopak jest niesamowity. Za cztery lata na pewno zabierze mi miejsce.”
Przepowiednia Guardioli sprawdziła się połowicznie. W wieku 17 lat Xavi faktycznie trafił do pierwszego zespołu Barçy, lecz przez długi czas nie mógł wywalczyć sobie pewnego miejsca w składzie, a następnie jego gra nie była – jak można to ocenić z dzisiejszej perspektywy – odpowiednio doceniana. Z różnych przyczyn Xavi przez kolejne sezony nie był w stanie wynieść swojej drużyny na poziom, którego oczekiwali kibice oraz działacze klubu. Od roku 1998 stanowił co prawda ważne ogniwo drużyny, jednak nie rządził na boisku tak wyraziście, jak kilka lat wcześniej robił to nieobecny już wówczas w klubie Guardiola. O ile jednak Pep swoje najlepsze lata przeżywał jako stosunkowo młody mężczyzna, o tyle talent Xaviego rozwijał się wolniej, ale za to bardziej systematycznie, osiągając ostatecznie poziom, który uczynił go najlepszym rozgrywającym świata.
Przez wszystkie lata spędzone w klubie Xavi ewoluował zarówno jako piłkarz, jak i osoba, biorąc na siebie coraz więcej zadań i coraz większą odpowiedzialność. Regularnie rosła jego pozycja na murawie, w szatni, w klubie, jak i reprezentacji. Przełamując wrodzoną skromność i swego rodzaju wycofanie, coraz częściej decydował się na zabieranie głosu w sprawach niejednokrotnie wykraczających daleko poza wydarzenia boiskowe. Wychodząc nieco z drugiego planu cichy chłopak z katalońskiej Terrasy, stawał się nareszcie prawdziwą ikoną klubu – inną niż Pep, być może nie tak charyzmatyczną, ale na pewno niezwykle oddaną, autentyczną i sumienną.
Wielu trenerów, zawodników, jak również ludzi spoza klubu, miało wpływ na ciągły progres, jaki dało się obserwować w grze i zachowaniu Xaviego. Jednym z takich osób był brazylijski supergwiazdor Barcelony – Rivaldo. W sezonie 2000/2001 Xavi grał rzadko, miał małe zaufanie trenera i nie czuł się w klubie najlepiej. Któregoś dnia to właśnie Rivaldo (z którym Hiszpan ćwiczył na treningach rzuty wolne), zwykle spokojny i bardzo niewiele mówiący zawodnik, podszedł do Xaviego i powiedział: „Ty, Xavi, masz duży talent. Musisz tylko być cierpliwy, jesteś bardzo młody. Zobaczysz, że będziesz grał”. Pozycja, jaką posiadał wówczas w klubie Rivaldo, jak również zaufanie jakim darzył go sam Xavi, sprawiły, iż ten ostatni potraktował usłyszane słowa niezwykle poważnie. Nie była to jednak jedyna rada, jaką późniejszy mistrz świata w barwach Canarinhos („Kanarki”, przydomek piłkarskiej reprezentacji Brazylii zawdzięczany jaskrawożółtej barwie strojów) dał dwudziestojednoletniemu wówczas wychowankowi klubu. Jak wspomina Xavi: „Rivaldo nauczył mnie przyjmowania odpowiedzialności na boisku i to w sposób naturalny. On tak robił. Jeśli mu wychodziło to dobrze, jeśli nie – trudno, ale, jak twierdził, najważniejsze to nie ukrywać się.”
Pod koniec sezonu, w którym Rivaldo doradzał Xaviemu, miało miejsce wspomniane odejście z klubu Guardioli. Dla wciąż młodziutkiego „ucznia” oznaczało to oczywiście, że może wkrótce odgrywać ważniejszą rolę w zespole, sam zawodnik nie rozumiał jednak zaistniałej sytuacji – od lat uważał, iż on i Pep mogą przebywać na placu gry jednocześnie, a zespół wcale nie musi na tym tracić. Xaviemu wyraźniej jednak niż samo odejście Pepa, nie podobał się sposób, w jaki wszystko to się odbyło – puste trybuny, brak wdzięczności ze strony kibiców, nieodpowiednia postawa władz klubu i zaskakująca cisza medialna. Jak napisze później Xavi: „Pep nie zasłużył na tak chłodne pożegnanie. Człowiek, który tak bardzo poświęcił się dla klubu, nie może z niego odejść tylnymi drzwiami. Przynamniej w szatni pożegnaliśmy go jak należy.”
Xavi czuł, że w klubie nie dzieje się dobrze i nie chodziło tylko o wyniki sportowe (problemy finansowe, nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich stanowiskach, konflikty w drużynie, słabe wyniki zespołu, brak promowania przez klub wychowanków, powtarzające się przypadki nieodpowiedzialnego zachowania kibiców). Dla młodego pomocnika było jasne, że działania władz, kibiców i części zawodników odbiegają od zasad i wartości, które miały kształtować klub i jego otoczenie. Nie był to pierwszy i na pewno nie ostatni okres, gdy Barça przeżywała wyraźny kryzys tożsamości. Na wewnętrze rozbicie drużyny bez wątpienia ogromny wpływ miało odejście uznawanego w tamtym czasie za najlepszego piłkarza świata, Portugalczyka Luisa Figo do Realu Madryt, odwiecznego rywala Barçy. Kwota transferu uczyniła go wówczas najdroższym piłkarzem świata, w nowym klubie czekały też na niego bajeczne zarobki. Sytuacja ta uzmysłowiła wielu wychowankom FC Barcelony, iż priorytety ściąganych za ogromne kwoty gwiazd światowego futbolu niekiedy wyraźnie różnią się od wartości wpajanych młodym adeptom piłki w barcelońskiej szkółce. W szczególny sposób odczuł ten dysonans sam Xavi, który pomimo pochwał od trenerów sekcji młodzieżowych nie otrzymywał wielu szans na grę. Tego samego lata, gdy Figo odchodził do Realu, otrzymał od właścicieli AC Milan propozycję kontraktu zapewniającą 19-letniemu wówczas pomocnikowi zarobki niemal 10-krotnie wyższe od tych, które otrzymywał w tamtym czasie w Barcelonie. Xavi postanowił jednak przetrwać kryzysy tożsamości na Camp Nou i cierpliwie zaczekać na lepsze czasy swego klubu.
Xavi nie był jedynym z wybitnie utalentowanych wychowanków, którzy zdecydowali się wówczas stawić czoło fatalnej sytuacji w klubie i dzielnie znosić wszelkie pojawiające się trudności. W podobnym położeniu był obecny kapitan zespołu Carles Puyol, bramkarz Viktor Valdés, a nieco później także Andrés Iniesta. Wszyscy oni zdecydowali się być wiernym klubowi, mimo iż niejednokrotnie fatalny klimat wokół zespołu odbijał się na nich osobiście. Z perspektywy czasu nie ulega wątpliwości, że tych paru nastoletnich chłopców zrobiło wówczas dla swojego klubu więcej, niż byłby
w stanie zrobić najbardziej hojny z rosyjskich czy też arabskich multimiliarderów – przechowali wewnątrz siebie to, co miało stanowić istotę filozofii Barcelony – stali się na jakiś czas jej nośnikami, najlepszymi zabezpieczeniami z możliwych. Nawet, gdy okręt wyraźnie wyglądał na tonący, to właśnie wychowankowie (w przeciwieństwie do sprowadzanych za ogromne pieniądze gwiazd), czując specyficzną więź z klubem, nie wyskakiwali. Cruyff na pewno marzył o takiej właśnie postawie, gdy kilkanaście lat wcześniej przeprowadzał barcelońską rewolucję. Obawiał się, że prędzej czy później w pogoni za pieniądzem pojedynczych zawodników, w związku z niezadowoleniem z osiąganych wyników i zniecierpliwieniem kibiców, przez złe decyzje kadrowe, a także niewłaściwą politykę zarządu, tożsamość klubu mogła się gdzieś zagubić czy rozproszyć – groziło to zejściem ze ścieżki, jaką Barça miała sumiennie kroczyć. W tych najtrudniejszych chwilach jednak wszystko, co najistotniejsze (zarówno na płaszczyźnie sportowej, jak i pozasportowej), przetrwało w wychowankach – to oni nieśli w sobie sedno filozofii klubu niezależnie od okoliczności. Cruyff przewidział możliwość kryzysu, ale był przy tym przekonany, że znalazł również sposób na poradzenie sobie z nim w przyszłości. Patrząc na obecną sytuację Barcelony, pozostaje stwierdzić, że legenda holenderskiej piłki i w tej kwestii się nie pomyliła.
W ciągu kilkunastu lat gry dla Barcelony Xavi występował w jednym zespole z wieloma wspaniałymi i nietuzinkowymi zawodnikami. Sekretem nieustającego rozwoju Hiszpana wydaje się być właśnie jego umiejętność ciągłego uczenia się od swoich wybitnych partnerów i rywali. Prócz wspomnianego wcześniej Rivaldo czy Guardioli, należy koniecznie pamiętać o takich zawodnikach jak Holender Phillip Cocu, którego szczera postawa i profesjonalizm miały ogromny wpływ na osiągnięcie przez młodego Xaviego boiskowej dojrzałości.
Zawodnikiem, który w największym stopniu odmienił morale i styl gry nie tylko Xaviego, ale i całej Barcelony, był bez wątpienia Ronaldo de Assís Moreira, słynny Ronaldinho. Jak wspomina sam Xavi: „Wraz z przybyciem Ronaldinho pojawiło się słońce rozpraszające chmury marazmu, który, jak się wydawało, na dobre zapuścił już korzenie w klubie. Nigdy jeden piłkarz w takim stopniu nie poprawił humorów kibicom i drużynie […] Jego uśmiech zarażał wszystkich. Nigdy nie miał złego dnia. Był piłkarzem, który na boisku praktycznie nie ulegał presji...” Tak zapamiętał Brazylijczyka drugi kapitan Barçy. A jakich środków używał Ronaldinho do przedmeczowego motywowania kolegów? Sam Xavi ogranicza się do zacytowania kilku słów, które to – jak twierdzi – słyszał od Rinniego niemal przed każdym meczem: „Będziemy się bawić Xavito, będziemy się dobrze bawić!”. Potem wychodzili na plac gry i faktycznie się bawili. A na trybunach sto tysięcy ludzi oklaskiwało półtorej godziny gierek, pląsów, i uciechy.
Wielu kibiców i ekspertów jest zdania, iż w czasie trzech pierwszych sezonów spędzonych przez Ronaldinho na Camp Nou, ten wiecznie uśmiechnięty chłopak z Porto Alegre osiągnął poziom, przez który śmiało można go nazwać jednym z kilku najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej. W grze, z piłką przy nodze i charakterystycznym uśmiechem, wyglądał niczym fenomenalny, niekwestionowany mistrz tańca z najlepszą z możliwych partnerek u boku. Prawdopodobnie przyciągał on przed telewizory więcej osób, niż byłby to w stanie zrobić Bronisław Komorowski wygłaszając Orędzie do Narodu w stroju cheerleaderki. Partnerzy brazylijskiego czarodzieja nie mieli wątpliwości: „Jeśli ktoś posiadał chociaż niewielkie umiejętności, u boku Ronniego pomnażał je wielokrotnie […] Ronaldinho – jak wspomina Xavi – zmienił dynamikę naszego futbolu, przekonał nas, że jesteśmy najlepsi i dzięki swemu optymizmowi zaszczepił w nas mentalność zwycięzców, przez co odzyskaliśmy utraconą dumę i – co było najważniejsze – zaczęliśmy zdobywać tytuły.”
Dzisiejszą gwiazdą Barçy jest lewonożny argentyński geniusz rodem z Rosario, o którego koszulce marzy obecnie niemal każdy mały chłopiec interesujący się piłką, Lionel Messi. Odniósł piękny sukces, tym bardziej, że miał trudniej niż jego rówieśnicy. Już w wieku kilku lat wykryto u Leo chorobę objawiającą się deficytem hormonu wzrostu. Przez całe młodzieńcze życie Argentyńczyk był zatem zdecydowanie niższy i chudszy od swoich rówieśników. Starał się oczywiście nadrabiać wszystko ambicją, walecznością i talentem, jednak z miesiąca na miesiąc problem stawał się coraz bardziej poważny. Do pewnego momentu rodziców Messiego stać było na opłacanie bardzo drogiej terapii syna, rosnące koszty sprawiały, że rodzina Messich potrzebowała wsparcia dla syna. Znalazła je w Barcelonie. Talent 13-letniego piłkarza sprawił, że sztab szkoleniowy zdecydował się zaryzykować i przyjąć zawodnika pod swoje skrzydła, w pełni opłacając mu pobyt w Hiszpanii i pokrywając koszty leczenia. Niecałe cztery lata później Leo debiutował już na Camp Nou, a po kolejnych kilku miesiącach zdobył swoją pierwszą bramkę.
Unikatowość Messiego polega na pewno na tym, iż będąc obecnie bezsprzecznie najlepszym piłkarzem świata, w opinii kolegów, sztabu trenerskiego, rodziny, czy dziennikarzy pozostał tym samym, skromnym, wyciszonym chłopcem, który przyjeżdżał na Camp Nou w wieku 14 lat. O wiele częściej można go zobaczyć na spotkaniach różnego rodzaju fundacji charytatywnych niż na jakichkolwiek bankietach ze złotymi sztućcami na stołach – jeszcze rzadziej w nocnych klubach lub drogich katalońskich sklepach. Jak zgrabnie fenomen ten podsumowuje Xavi: „Z nieskrywaną nostalgią wspominam pierwszy okres przygotowawczy, który spędził z naszą drużyną – było to tournee po Japonii – kiedy dzieliliśmy pokój. Miał zaledwie 16 lat, więc przydzielono go do mnie, abym został jego przewodnikiem, jako że byłem jednym z weteranów w składzie. Był tak nieśmiały, że prosił nawet o pozwolenie, gdy chciał zmienić kanał
w telewizji albo skorzystać z komputera. Pięć lat później ten chłopiec, który ledwie miał odwagę, by powiedzieć choćby jedno słowo, aby nikomu nie przeszkadzać, został władcą całego świata.”
Dzięki takim zawodnikom jak Ronaldinho, Rivaldo, Guardiola, Cocu czy Messi, Xavi cały czas doprecyzowywał swoją własną wizję gry w piłkę nożną – podejście, które wyniósł z zespołów młodzieżowych, dojrzewało z czasem, ewoluowało. Równolegle Xavi stawał się coraz bardziej fundamentalną postacią zespołu – jej kluczowym graczem i dyrygentem, otrzymując w końcu, mówiący wszystko, przydomek El Maestro. Jego rola zarówno na boisku, jak i poza nim, stawała się tak duża, iż właściwie trudno było powiedzieć, czy to jeszcze filozofia klubu definiowała Xaviego, czy to on sam redefiniował ją na nowo. Bez wątpienia rozumiał credo Johana Cruyffa, jednak wydaje się, że filigranowy Katalończyk zaczął dodawać własnej jakości do wytrawnego przepisu starego mistrza.
[20] X. Hernández, J. Miguel: Xavi: Barça moim… s. 29-39
[21] Tamże, 36-37
[22] Tamże, s. 47-90.
[23] Tamże, s. 149-152
[24] Tamże, s. 73-75
[25] X. Hernández, J. Miguel: Xavi: Barça moim… s. 77
[26] X. Hernández, J. Miguel: Xavi: Barça moim… s. 65-72
[27] Tamże, s. 165-173
[28] Tamże, s. 103-105
[29] X. Hernández, J. Miguel: Xavi: Barça moim… s. 91
[30] Tamże, s. 91-93
[31] http://pl.wikipedia.org/wiki/Lionel_Messi, z dnia 06.04.2012
[32] X. Hernández, J. Miguel: Xavi: Barça moim… s. 154
[33] http://dariuszwolowski.blog.interia.pl/?id=2087564, z dnia 06.04.2012
FC Barcelona – między wartością a odpowiedzialnością cz. II
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (18)