Joaquim Rifé to były trener Barcelony i Levante. W sobotę, w hotelu Rafael Diagonal Port wziął udział w uroczystości z okazji 54. rocznicy powstania Penyi Barcelonista Poblenou i przy okazji mówił na temat niedzielnego meczu.
- To nie będzie dla Barçy łatwe spotkanie. Mimo że Primera División to liga dwóch drużyn i być może jeszcze Atlético Madryt, Levante to jeden z niewielu zespołów, które grają w piłkę i możliwe, że sezon zakończą na czwartym lub piątym miejscu. Barcelonie nie będzie tak łatwo, jak w innych meczach - powiedział Rifé.
Były piłkarz i trener Dumy Katalonii wspominał, że gdy w latach 2002-04 był na Camp Nou dyrektorem technicznym piłkarskiej akademii, miał pod opieką przynajmniej sześciu graczy, którzy dzisiaj grają w pierwszej drużynie Barçy. Pracował wówczas również z Tito Vilanovą, który był trenerem młodzieży. - Już wtedy pokazał, że będzie ciężko pracował i wykazał się wielkim profesjonalizmem - mówił.
- Levante było moim doświadczeniem, po którym był Meksyk. Mieli trenera, Pachína, który został zwolniony i Cruyff, który akurat tam grał, zadzwonił do mnie. Z El Flaco zawsze miałem dobre relacje. Są tacy z tamtego zespołu, którzy do dziś do mnie dzwonią.
- W tamtym sezonie miałem pecha, bo montując wraz z murarzem zegar słoneczny na fasadzie mojego domu w Vallgorguini, pękło rusztowanie i spadliśmy z dużej wysokości. Złamałem sobie wtedy jeden z kręgów. To było najgorsze, co pamiętam z 1981 roku - wspominał.
Komentarze (11)