Tito: Czułem, że moje dzieci mnie potrzebują

Łukasz Lewtak

17 grudnia 2012, 22:35

Mundo Deportivo

32 komentarze

W wywiadzie, który przy okazji wczorajszej akcji Marató wyemitowała katalońska TV3, Tito Vilanova po raz pierwszy opowiedział o tym, jak przeżywał chorobę, która zaprowadziła go na stół operacyjny w listopadzie 2011 roku. U obecnego szkoleniowca Barcelony wykryto nowotwór ślinianki.

W wywiadzie prowadzonym przez Ariadnę Oltrę, nie ukrywając momentami wzruszenia, trener Blaugrany przyznał, że siłę do walki dawały mu jego dzieci, Carlota i Adrià. „Kiedy przekazano mi informację o chorobie, był to niezwykle ciężki dla mnie moment. Myślałem bardziej o moich dzieciach niż o sobie. Czułem, że nadal mnie potrzebują", przyznał Vilanova, którego córka i syn nie wiedzieli całej prawdy o chorobie ojca.

Tito mówił o tym, jak dowiedział się o swojej chorobie, przez którą był zmuszony poddać się „radioterapii i chemioterapii". „Znaliśmy już wyniki badań i gdy wyszedłem z moją żoną Montse, czekali tam niespodziewanie klubowi lekarze oraz Pep (Guardiola) i Cris (jego żona). Wtedy pomyślałem: „Jest naprawdę źle".

Vilanova wspomina, jak doszło do operacji: „A jeśli nie ma ratunku i mam pecha, pomyślałem, jednak jeżeli jest szansa, trzeba działać szybko. Rozmawiałem z doktor Bescós i doktor Pamiàs. Miałem szczęście. Wytłumaczyły mi, że to bardzo lekka operacja. Pojawiła się możliwość wykonania jej poza Hiszpanią. Mógł również przyjechać ktoś z zewnątrz. Jednak porozmawiałem z panią doktor w cztery oczy, a ona nie miała żadnych wątpliwości, co do sposobu wykonania zabiegu. Miałem do niej tak ogromne zaufanie, że wszedłem na salę operacyjną tak, jakbym miał za chwilę wypić kawę na balkonie. Byłem niezwykle spokojny. Nie chciałem informować swoich najbliższych przyjaciół, aby pani doktor nie odczuwała dodatkowej presji w dniu operacji", powiedział Tito, który obudził się „niezwykle szczęśliwy" z powodu zakończonego zabiegu.

Vilanova podkreślił: „Chciałem się wyleczyć dla swoich dzieci", zapewniając, że „moja pozycja była najwygodniejsza". Trener Barcelony przyznał także: „Nie wiem czy wytrzymałbym to tak jak moje dzieci, gdybym był w ich sytuacji".

Tito opowiedział także, co się działo później. „Zachowywałem się jak ktoś, kto przychodzi do domu, rozkłada się na tapczanie i nie ma ochoty robić niczego do momentu, aż wybuchnie pożar i wtedy bierze wszystko co ma i biegnie. Ja biegnę już dziesięć miesięcy (wywiad został przeprowadzony we wrześniu), a wydaje się, jakby minęły dwa lub trzy lata".

Teraz, już w pełni sił, trener Barçy udziela cennych rad: „Nigdy nie należy denerwować się bez powodu. To, co dziś wydaje się ważne, jutro już nie ma tak wielkiego znaczenia. Nic nie jest tak istotne w naszej pracy jak dobre samopoczucie".

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (32)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze