Guardiola: Gra Barçy to najlepszy prezent, jaki mogłem otrzymać

Jan Kidawa

18 stycznia 2013, 11:24

FIFA.com

31 komentarzy

7 stycznia w Zurychu Pep Guardiola ogłosił na konferencji prasowej to, co wszyscy pragnęli usłyszeć: po 6 miesiącach przerwy od futbolu jest znowu gotowy do objęcia profesjonalnej drużyny. Chwilę po tym wyznaniu, choć jeszcze nie było wiadomo, że jego wyborem będzie Bayern Monachium, FIFA miała okazję przeprowadzić z Katalończykiem ekskluzywny wywiad.

Pomimo iż nie został poruszony temat niemieckiego klubu, Guardiola odniósł się do swojej przyszłości. Wyjaśnił najistotniejsze motywy, dla których podjąłby nowe wyzwanie oraz opowiedział o tym, jak wyglądało jego życie z dala od trenerskiej ławki. Tym wszystkim i więcej dzielimy się z Wami. Zapraszamy do lektury, a przy okazji, w związku z 42. rocznicą urodzin Pepa, wirtualnie życzymy mu sukcesów osobistych jak i sportowych.

Pep, to już zwyczaj widzieć cię na gali przyznania Złotej Piłki. W tym roku jesteś tutaj nawet pomimo faktu, że przez sześć miesięcy byłeś poza światem futbolu. Czy też przyzwyczaiłeś się już do tego typu uroczystości?
Człowiek nie staje się trenerem poprzez przychodzenie na uroczystości. Oczywiście jest to powód do dumy i zaszczyt móc być tu trzeci raz z rzędu. To jednak nie sprawia, że czuje się, że się na to zasłużyło albo, że się jest kimś lepszym od innych. Po prostu miałem okazję być trenerem bardzo dobrej drużyny i to dało mi możliwość bycia tutaj.

Kiedy odchodziłeś z Barcelony, mówiłeś, że odczuwasz pustkę. A jak czujesz się teraz?
Mam się dobrze. Wtedy nadszedł moment na to, żeby powiedzieć dość. Moja rodzina też zasłużyła na więcej niż to, co mogłem im dać przez ostatnie lata. Teraz przeżywamy przygodę, próbujemy zupełnie innego sposobu życia. Jednak, choć być może nie wyglądam, mam dopiero 41 lat. To mało jak na szkoleniowca i dlatego w tym roku powrócę do trenowania.

Na miejsce nowego domu wybrałeś Nowy Jork. Miasto, które nie żyje tak bardzo futbolem, musiało dać ci trochę oddechu i spokoju. Zgadza się?
Jeśli ktoś jest piłkarzem, zawsze myśli o futbolu. A kiedy jest się trenerem, robi się to jeszcze częściej. On jest obecny przez cały czas. Ale to prawda, że z socjologicznego i kulturowego punktu widzenia Stany Zjednoczone nie są krajem piłki nożnej. Są inne sporty, bardziej obecne w życiu miasta. Tam żyje 14 milionów ludzi i każdy robi to po swojemu. I my także żyjemy na nasz sposób (uśmiecha się). Poznajemy tutejsze zwyczaje i cieszymy się milionami rzeczy, które oferuje nam to miasto.

Zatem Guardiola może tam spacerować zupełnie spokojnie...
W Barcelonie także! Ja zawsze będę wiedział jak spacerować i jednocześnie nie być przytłoczonym, chociaż to prawda, że tam przechodzisz zupełnie niezauważony.

Co cię ominęło, jeśli chodzi o futbol, przez ten ostatni etap swojego życia?
Gra sama w sobie. Z całej otoczki, niewiele. Natomiast brakowało mi obserwacji jak gra dana drużyna, jak można z nimi wygrać. Tych wszystkich drobnych szczegółów, takich jak to, jakich masz piłkarzy i jakich mógłbyś użyć, żeby odnieść zwycięstwo. To jest jedyny powód, dla którego cały czas w tym jestem. Gdyby nie to... (myśli) Cała reszta to nie jest coś, czego potrzebuję przez cały czas. Mogę spokojnie bez tego żyć i powiem więcej, żyje się dużo lepiej bez tego. Ale gra sama w sobie jest czymś kuszącym.

Co musi mieć w sobie dany projekt, żeby zwrócił twoją uwagę?
To, czego chcą wszyscy trenerzy - kogoś, kto sprawi, że poczujesz się potrzebnym. To jest takie proste. Nieważne jak dobrze wcześniej ci poszło i to co chcesz osiągnąć. To nic nie zmienia. Czuć się kochanym jest najważniejsze w naszym życiu, zarówno przez rodzinę, jak i przez klub. To działa tak samo. Niech pokażą ci, że naprawdę cię chcą i że możesz spędzić tam naprawdę wspaniały czas. I tak jak powiedziałem, kiedy zaczynałem na stanowisku trenera w Barcelonie mówiłem, że nie przychodzę tam myśląc tylko o tytułach w maju. Chodzi o to, żeby dobrze się bawić próbując sprawić, żeby zawodnicy robili to, czego chcesz, to, co ty uważasz, że jest najlepsze, aby wygrać dany mecz. Idea jest taka, żeby cieszyć się grą.

Jednak liczne sukcesy z Barçą sprawiają, że poprzeczka w kolejnym klubie będzie postawiona wysoko. Czy to dla ciebie dodatkowa presja?

I nie zmieniłbym tego. Wolę, żeby było tak jak jest, przeżyć to wszystko, co przeżyłem, niż musieć zaczynać od zera w jakimś miejscu, gdzie musiałbym wygrywać ze wszystkimi dookoła. Teraz jest trochę inaczej. Kiedy zaczynałem w Barcelonie 86-87% mnie nie chciało. Teraz, dzięki temu, że wszystko tak dobrze poszło, pewnie znajdzie się drużyna, która sią mną bardziej zainteresuje. Takie rzeczy w życiu się dzieją i nie możemy ich kontrolować. Dokonaliśmy tego, czego dokonaliśmy wraz z mnóstwem ludzi. Inni mogą mówić co chcą, ale to, co ja przeżyłem należy do mnie. Mam wspomnienia z tych lat, których nikt mi nie zabierze.

W czasie ostatnich kliku miesięcy pojawiało się wiele plotek dotyczących twojego ewentualnego powrotu. Mówiło się o różnych klubach, a nawet o reprezentacjach Brazylii i Argentyny. Docierało to wszystko do ciebie w Nowym Jorku?
Kilka lat temu to jeszcze byłoby niemożliwe, ale dziś mamy maszynę, która nazywa się komputer, a także dostęp do internetu, do którego jesteśmy podłączeni przez cały czas. Chodzi tylko o to, żeby komunikować się ze swoimi ludźmi, pogadać, wiedzieć co się u nich dzieje. I nie mówię tu tylko o sobie, tak jest na całym świecie. Informacje dochodzą.

Patrząc na to z takiego dystansu, jakie uczucia wzbudzłay w tobie te doniesienia?
Sprawiały, że czułem się źle z powodu trenerów, którzy pracują obecnie. Ja nie chciałbym być trenerem w klubie, który sam rozsiewałby plotki o moim ewentualnym zastępcy, kiedy ja wciąż bym tam pracował. Ale trzymałem się z dala od tego, cały czas się trzymam i będę się trzymał ze względu na szacunek dla ludzi, którzy wykonują swoją pracę. Można by pomyśleć, że nie składa się komuś oferty pracy za to, że jest dobry, a tylko za to, ile wygrał trofeów. My wygraliśmy ich dużo i dlatego teraz chce mnie trochę więcej ludzi, niż kiedy zaczynałem. Wtedy w Barcelonie były może trzy, cztery osoby, które we mnie wierzyły. Reszta myślała inaczej.

Jeszcze odnoście reprezentacji. Pokierowałbyś którąś?
Uważam, że reprezentacja narodowa powinna być dowodzona przez kogoś z danego kraju. Nie uważam jednak, że to, co ja mógłbym wnieść do danej drużyny, byłoby czymś odmiennym niż to, co wniosłaby osoba z danego kraju. Jeśli chodzi o media, prasa jest bardziej na ciebie wyczulona. Okres pracy trenera reprezentacji jest bardzo krótki i dlatego ważne jest żeby relacje trenera ze środkami masowego przekazu generowały powszechny spokój. Kraj identyfikuje się z reprezentacją, ludzie mają ją we krwi i dlatego w przypadku najmniejszych trudności twoja obecność zawsze będzie poddawana w wątpliwość. O wiele lepiej jest mieć kogoś, kto kocha swój kraj, posiada jego temperament i zna realia.

W jednym z poprzednich wywiadów powiedziałeś, że „taktyka to piłkarze". Mając na uwadze tę regułę, możliwe jest, żeby przenieść grę Barcelony do innej drużyny?
To jest tak, że zasada gry Barçy była bardzo prosta: grać piłką i robić z nią wszystko. Każdy piłkarz na świecie pewnego dnia postanowił zacząć grać profesjonalnie, gdyż kiedyś w pewnym miejscu w swojej małej miejscowości albo dużym mieście, w którym dorastał, któregoś razu kopnął piłkę i spodobało mu się to. System gry Barçy, chociaż niektórzy ludzie mówią, że jest skomplikowany, jest właśnie tak prosty jak to: mamy piłkę i zobaczymy czy nam ją zabiorą. Będziemy podawać tak długo, jak się da i zobaczymy, czy uda nam się zdobyć gola. To jest to, czego nauczyli mnie moi poprzednicy i co ja usiłowałem przekazać piłkarzom, kiedy byłem trenerem. Nie wiem, co im się teraz mówi, ale wyobrażam sobie, że musi być to coś podobnego, ze względu na sposób, w jaki grają. Dlatego oczywiste jest dla mnie, że kiedy ktoś zaczyna trenować w danym miejscu, musi przekazywać piłkarzom to, w co sam wierzy. To jest to, co będę starał się robić w przyszłości, co robiłem kiedy sam grałem i to, w co wierzyłem pięć lat temu, kiedy zostawałem trenerem. Atakować jak najlepiej, mieć piłkę i wymieniać ją pomiędzy zawodnikami w tych samych koszulkach.

W tym kontekście wyobrażamy sobie jak wielką musisz czuć dumę i przyjemność kiedy widzisz jak gra Barça Tito Vilanovy.
Tak, oczywiście. Osobiście jest to dla mnie najlepszy prezent, najlepsza nagroda jaką mogłem otrzymać. To, że wszystko dalej idzie dobrze. Kiedy ktoś wykona coś dobrego, zawsze może tak pozostać i to jest dla mnie wielki zaszczyt. Fakt, że po tym, co mi przekazano, udało mi się w jakiś sposób przekazać to dalej i że to wciąż funkcjonuje tak dobrze. To dla mnie najlepsza nagroda.

Poruszając temat Tito Vilanovy, jak osobiście wpłynęła na ciebie informacja o nawrocie jego choroby?
Bardzo. Ale widziałem, że będzie silny i że jest w rękach najlepszych lekarzy oraz w klubie, który zawsze będzie go chronił. Ma także u swojego boku kochającą rodzinę, która jest gotowa o walczyć o niego i o to, żeby mógł iść dalej naprzód.

Zakończyła się pierwsza ligowa runda i Barcelona ma wiele punktów przewagi nad Realem Madryt. Wszystko już przesądzone?
Musiałoby wydarzyć się wiele, naprawdę wiele rzeczy, żeby Barcelona przegrała tę Ligę. Nie wydaje mi się to możliwe, różnica jest prawie nieosiągalna. Nie dlatego, że Madryt nie jest w stanie wygrać wszystkich meczów do końca sezonu, ale nie sądzę, że Barça może aż tyle przegrać. To zbyt wiele. Ci piłkarze są przyzwyczajeni do wygrywania i mają wiele zasług. Wydaje mi się, że Liga jest już przesądzona.

Skoro już rozmawiamy o Lidze, wiemy, że osobiście podziwiasz Marcelo Bielsę, którego też kiedyś nazwałeś „najlepszym szkoleniowcem na świecie". Co teraz można o nim powiedzieć, kiedy jego Athletic Bilbao nie radzi sobie zbyt dobrze?
Trudno jest dokonać analizy, kiedy nie ma cię w pobliżu. Ja i tak uważam, że dziedzictwo jakie po sobie pozostawi będzie bardzo, bardzo cenne. To, czego dokonali w zeszłym sezonie, było nieprawdopodobne. Mecz, który zagraliśmy przeciwko nim był jednym z najlepszych w jakich mieliśmy okazję się mierzyć. Utracili ważne części składowe, a trzeba pamiętać, że jest to klub, w którym ciężko o transfery, ponieważ ma ograniczony budżet. Jeśli pytają mnie o moją osobistą opinię na jego temat, nie jest już taka sama. Jest jeszcze lepsza. Mój podziw dla niego pozostał nietknięty. To jak mierzy się z różnymi trudnościami. Podziwiam jego odwagę i to, jak stawia czoła kiedy coś idzie źle. Potrafi szukać rozwiązań dzięki swojej metodologii i pracy. Ja staram się dużo uczyć, bo wiem, że sport nie składa się tylko z wielkich momentów. Podziwiam jego siłę z jaką stawia czoła trudnościom. Uważam, że to wielki dar dla futbolu hiszpańskiego, a także całej piłki nożnej, że Marcelo wciąż ma tyle energii.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (31)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze