„Cules nie są przyzwyczajeni do takiej sytuacji”

Eoren

9 marca 2013, 17:10

Sport

9 komentarzy

Wszechstronny jak mało kto, Luis Moya, galicyjski deportivista i culé, w kwestii zbliżającego się meczu Barcelony z Deportivo deklaruje, że będzie kibicował obu stronom. Jeśli zaś chodzi o wtorkowy rewanż z Milanem marzy o remontadzie.

Luis Moya (A Coruña, 23 września1960), zasłynął jako zawsze aktywny sportowiec, najlepszy pilot jakiego kiedykolwiek miał Carlos Sainz, który zrobił błyskotliwą karierę w sportach motorowych. „Jego serce należy do Deportivo, zaś rozum - do Barcelony". Kataloński dziennik Sport skontaktował się z Moyą telefonicznie. Luis z przyczyn zawodowych znajduje się w Meksyku. Chociaż różnica czasowa między tym środkowoamerykańskim krajem a Barceloną wynosi około siedmiu godzin, Galicyjczyk z chęcią udzielił wywiadu.

Jest pan zarówno deportivistą, jak i barcelonistą. Oba te zespoły w najbliższym meczu bardzo potrzebują zwycięstwa. Komu będzie pan kibicował tym razem?

Zawsze mawiałem, że moje serce należy do Deportivo, a mój umysł - do Barçy. Depor znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Co prawda nie dramatycznej, ponieważ sport nie jest dramatem, jednak Deportivo jest w wielkiej potrzebie. Ma na koncie jedynie trzy zwycięstwa we wszystkich spotkaniach w tym sezonie w lidze. Żeby utrzymać się w Primera potrzebuje jeszcze ośmiu wygranych. To siedemdziesiąt procent spotkań, które pozostały jeszcze do rozegrania!

A Barça?

Barça to zawsze Barça. Powinniśmy myśleć, że sytuacja, z jaką mamy do czynienia teraz, jest normalna. Przegrane z Milanem czy Madrytem mieszczą się w granicach logiki, nawet jeśli chodzi o Barçę. Nienormalnym było zdobyć tryplet, zgarnąć sześć tytułów na sześć... i to jeden po drugim. Powinniśmy oczekiwać, że Barcelona będzie walczyć każdego roku o wszystko, jednak jeśli nie uda jej się tego osiągnąć, nie jest to powód do zmartwienia. Cules mają po prostu niewłaściwe przyzwyczajenia, przywykli do tego by ciągle chodzić na Canaletas.

Co powie pan na temat porażek z Milanem i Madrytem?

To, co już powiedziałem - takie rzeczy mogą się zdarzać. Nieszczęsny Jordi Roura jest teraz wskazywany jako winny, tymczasem nie ma tu żadnej jego winy. Znalazł się w bardzo niewygodnej sytuacji. Tito Vilanova, który okazał się godnym następcą Pepa Guardioli, znajduje się teraz tak daleko od Barcelony, walcząc z chorobą. Gdybym był zawodnikiem Barçy ta sprawa z Tito siedziałby mi cały czas w głowie. W taki sposób bardzo trudno jest rywalizować. Pamiętajmy, że Barça cały czas utrzymuje bezpieczną przewagę w ligowej tabeli. Nie ma powodów do podnoszenia alarmu, nawet jeśli Barcelona zostanie wyeliminowana z Ligi Mistrzów przez Milan.

Niektórzy twierdzą, że dzisiejszej Barcelonie nie jest pisana magiczna noc. Wierzy pan w remontadę?

Ależ jak Barça miała robić historyczne remontady, jeśli nie dopuszczała do sytuacji odrabiania dużych strat?! Przecież oni wygrywali zawsze i z każdym! Xavi Hernández powiedział niedawno, że brakuje im legendarnej remontady, ale prawda jest taka, że ta Barça bardzo rzadko przegrywała dwoma czy trzema golami. Nie mam najmniejszych wątpliwości - odrobienie strat jest możliwe. Nawet więcej, sądzę, że ten mecz będzie dla nas wyjątkową chwilą. Jeśli uda im się wyeliminować Milan może się to stać impulsem, który popchnie ich do finału.

Czy wygrywanie może się sportowcowi znudzić?

To przegrywanie jest nudne! Wypróbowaliśmy to na własnej skórze razem z Carlosem Sainzem. Cieszyliśmy się ze zwycięstw i przeżywaliśmy porażki. Problemem jest to, by pracować cały czas tak samo, by mieć to samo pragnienie zwycięstwa, co zawsze. Czasem przeciwnicy wygrywają z tobą, ponieważ także tego chcą i okazują się lepsi. Ale ta ekipa zapisała się w pamięci wszystkich, tak jak Brazylia z lat siedemdziesiątych albo Milan Sacchiego. Pozostawili po sobie niezatarty ślad.

Przypomniał pan o Sainzu. Czy istnieją podobieństwa między kierowcą rajdowymi i mistrzem, jak Carlos Sainz, a gwiazdą piłki nożnej, jaką jest Leo Messi?

Tym, co określa Carlosa Sainza, Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo, jest talent. To ludzie z natury utalentowani. Sainza odróżnia od innych jego zdolność do ciągłej pracy. Ma pięćdziesiąt lat i kiedy się ściga robi to z takim samym entuzjazmem, jak wtedy, gdy pierwszy raz usiadł za kółkiem. Pierwszy przychodzi do pracy i ostatni z niej wychodzi. Wyobrażam sobie, że tak samo jest w przypadku Leo i Cristiano.

Tęsknisz za profesjonalną rywalizacją?

Ani trochę. Nadal czasem się ścigam, tak jak wtedy, gdy współpracowałem z Carlosem dla Volkswagena przy rozwoju nowego rajdowego Polo. To był niesamowity zastrzyk adrenaliny, ale to dawne czasy. Teraz, mając pięćdziesiąt dwa lata, wolę popływać i zadbać o formę.

Na który z rajdów najtrudniej było się przygotować?

Każdy ma swoje trudności. Rajd Akropolu, z tymi wszystkimi wybojami, był wyjątkowy. Rajd Tysiąca Jezior w Finlandii wymaga stałej koncentracji - jedzie się tam ze średnią prędkością 130 kilometrów na godzinę między drzewami. Każdy błąd może bardzo drogo kosztować. Jednak każdy rajd ma swoją specyfikę i swój urok.

Teraz łączy pan swoją pracę w świecie sportów motorowych ze współpracą ze stacją radiową Cadena Ser.

Uwielbiam to robić. José Antonio Ponsetti i Manu Carreño są moimi bliskimi przyjaciółmi. Jestem szczęściarzem, ponieważ płacą mi za mówienie, które i tak uwielbiam. Cieszy mnie zarówno praca radiowca jak i współpraca z Volkswagenem.

Czy jeśli Barça wygra „jedynie" ligę będzie to z pańskiego punktu widzenia „klęską"?

Zgodziłbym się żeby wygrywała ją co roku! La Liga jest tytułem, który zdobywa się za pracę na przestrzeni całego sezonu i regularność z jaką się grało, nawet jeśli drużynie zdarzy się odpaść z Ligi Mistrzów. To, czego dokonała ta ekipa, jest niewiarygodne. Drużyna, którą stworzą kiedyś Thiago, Tello i reszta, także będzie wielka.

Podtrzyma pan tę opinię, nawet jeśli Real zgarnie decimę?

Oczywiście. Jestem Hiszpanem i - jeśli nie będzie to Barça - wolę by Ligę Mistrzów wygrał Madryt niż Bayern. Wiem, że w Madrycie i Barcelonie są kibice, którzy nie chcą by ich odwieczny rywal zdobył Ligę Mistrzów. Jednak ja mam wielu przyjaciół wśród madridistas, Carlos Sainz jest jednym z nich. A jeśli coś sprawi, że moi przyjaciele będą szczęśliwi, zwłaszcza w tak ciężkich chwilach dla naszego kraju, to tym lepiej.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (9)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze