Pozuje w Las Rozas z naturalnością typową dla człowieka, który grą w reprezentacji Hiszpanii i w Barcelonie, a także jest twarzą marki ubrań. Gerard Piqué (Barcelona, 26 lat) rozegra dziś swój 51. mecz w drużynie narodowej. Niedawno urodził mu się syn Milan, który jest wielkim szczęściem dla niego i jego partnerki - kobiety, która sprzedaje miliony płyt na całym świecie.
Pytanie: Kim chciałeś być w dzieciństwie?
Odpowiedź: Właśnie to chciałem robić: grać takie ważne spotkania, jak to z Francją. To nie kwestia zarabiania pieniędzy, bycia sławnym. Marzyłem, by grać w Barcelonie, ponieważ oglądałem mecze z Realem. Śledziłem również mistrzostwa świata, Europy... Pamiętam mecz z Jugosławią, w którym było 3:4, gol Alfonso i moja radość w domu. Hierro był moim idolem i chciałem, żeby reprezentacja wygrywała, bo grał tam on, byli też Pep (Guardiola) i Sergi z Barçy. Każdy może mówić, co chce, ale ja nie rozumiem Katalończyka, który mówi, że chce, aby reprezentacja przegrała. Dlaczego chcesz, by źle poszło ludziom takim jak ty, z Barçy i Katalonii? Ja zawsze byłem za reprezentacją.
Czułeś presję w którymś momencie?
Nie, nigdy. Człowieku, jeśli spojrzysz na Twittera, to niektórzy piszą, że zdradzam Katalonię, ale tam wypowiada się cały świat... Mam przyjaciół, którzy są zagorzałymi niepodległościowcami, ale nawet oni tacy nie są. Co więcej, byli na finale mistrzostw świata i Europy, aby wspierać reprezentację, bo w końcu gra tam dziesięciu gości z Barçy.
Według niektórych ten styl się już wyczerpał. Zbyt dużo wymagają?
Wcześniej, w jednej stacji radiowej, pytali mnie, czy nie powinniśmy być bardziej bezpośredni, więcej dośrodkowywać i szukać strzałów... Nie zrozumieliśmy, że grając w ten sposób wygraliśmy wszystko i jesteśmy teraz przykładem w skali całego świata? Jeśli od sześciu czy siedmiu lat wygrywamy w sposób oszałamiający, kontrolując spotkanie, z 70%-owym posiadaniem piłki, stwarzając sytuacje... Teraz to zmienimy, bo zremisowaliśmy jeden mecz? Świat chce grać tak, jak to robi Hiszpania, a my mamy zmienić styl. Niesamowite.
Mecz z Finlandią nie wzbudził w was żadnych wątpliwości?
Wcale. Tysiąc razy zagraliśmy taki mecz. Pamiętasz ten ze Szwajcarią w RPA? Jasne, że czasem możesz przegrać, ale policz to, co wygrałeś. Wśród nas nie ma wątpliwości, ale pytali się mnie też o zmianę cyklu i myślisz sobie: „Spójrz, to już przeżyłem w Barcelonie". Hiszpanie mówią, że jesteś w kryzysie, gdy przegrasz jeden mecz po tym, jak dokonaliśmy tego, czego jeszcze nikomu się nie udało: mistrzostwo Europy, mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. Nie żyjemy wciąż tymi sukcesami, ale nie możemy wątpić w nasz styl. Ten kraj jest dwubiegunowy. Prasa i kibice są dwubiegunowi. To bardzo łatwe chwalić, kiedy wygrywasz, a gdy przegrywasz, mówić, że trzeba poszukać innego sposobu. To tak nie działa.
A co mówi del Bosque?
Spektakularny jest spokój, którym nas zaraża. On nie ma wątpliwości i zawodnik to wie.
Od dwóch miesięcy nie ma Tito Vilanovy w Barcelonie. Jak to znosisz?
Jest zaje****** ciężko. Po pierwsze dlatego, że cierpisz z tego powodu. To twój szef, on rządzi i kiedy go nie ma, to jest ogromna pustka. Jordi (Roura) wykonał bezcenną pracę. Wiedzieliśmy, że jest głosem i oczami Tito i szanowaliśmy go tak samo albo i bardziej. Jedynie nie udało nam się zakwalifikować do finału Pucharu Króla. Ale nie zapominajmy, że przed pięcioma laty nikogo nie interesowało to trofeum, a teraz wydaje się być najważniejsze na świecie. Proszę, relatywizujmy.
Co chcesz przez to powiedzieć?
Że dziesięć lat temu zakończyliśmy sezon na czwartym miejscu, co nam dawało udział w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i zabraliśmy wtedy kawałki murawy Camp Nou. Jesteśmy w 1/8 finału Ligi Mistrzów, mamy 13 punktów przewagi nad drugim zespołem w lidze. Przegrywamy w Mediolanie i znowu jest zmiana cyklu. Spójrz, wygraliśmy 4:0. W reprezentacji tak samo, jedno potknięcie i wszystko należy zmienić. Nie.
Jesteś z tych, którzy chwalą dojrzałość Barçy w tak trudnym momencie?
Zdecydowanie i jestem bardzo dumny, ponieważ wydaje się, że nic się nie wydarzyło. Wielu ludzi uważa, że hasło més que un club to głupstwo. Teraz wraca Tito i jest tak, jakby nic się nie stało. Mam wielką ochotę, by go zobaczyć. Ludzie są dużo ważniejsi niż wszystko inne.
Zaraz mi powiesz, że martwisz się o sytuację społeczną. Piłkarze nie chodzą z głową w chmurach?
To oczywiste, że się tym martwimy. Myślisz, że ja nie mam bezrobotnych kolegów, że nie wiem, co się dzieje na ulicy? Wydajemy się być nietykalni, nieświadomi niczego, a to nieprawda... Chciałbym kiedyś zaprosić jakiegoś gościa do naszej szatni, zaskoczyłoby go to, co by tam zobaczył.
A co by zobaczył?
Facetów, którzy chodzą na grzyby, do Parku Warnera z przyjaciółmi, organizują kolacje w restauracji po 20 euro, żeby mogli przyjść wszyscy przyjaciele... Jesteśmy 26-latkami, nie jesteśmy tacy dziwni. Staramy się robić normalne rzeczy, bo nie chcemy też, aby sława zrobiła z nas idiotów. Chcemy chodzić do kina, na spacer z żoną i dzieckiem... Normalne rzeczy, bo to lubimy.
Chodzisz do kina ze swoją partnerką?
Oczywiście, raz lub dwa w tygodniu. Człowieku, nie chodzimy w sobotę o 20:00, ale jeśli pójdziesz we wtorek, to nie ma tylu ludzi. Zawsze ktoś cię rozpozna, ale zrobisz sobie z nim zdjęcie i już, nic się nie dzieje. Człowieku, są rzeczy, których powinieneś unikać, to jasne, ale, przynajmniej w Barcelonie, ludzie są dobrze wychowani i pełni szacunku.
Często śledzą cię paparazzi, a teraz masz dziecko. Jak chronisz wizerunek Milana?
To jest dziecko i nie chcę go ukrywać, jestem z niego bardzo dumny. Gdy widzę jak się publikuje zdjęcia dzieci sławnych osób z zakrytą twarzą, to tego nie rozumiem. Ja nie chcę, aby mojego syna pokazywali z zapikselowaną twarzą. W wieku dziewięciu lat spojrzy w gazetę i powie: „Nie mam twarzy, jestem nikim?" Dlatego zadecydowaliśmy się go pokazać i kropka.
Milan jest w czepku urodzony...
Myśleliśmy o tym, aby pomóc ludziom. Po pierwsze, można iść do gazety i pieniądze za wizerunek dziecka podarować potrzebującym. Ale natychmiast zauważyliśmy, że na pewno znajdą się tacy, co to źle zrozumieją, którzy pomyślą, że wciągamy dziecko w komercję... Zrobiliśmy imprezę online, polegającą na tym, że ludzie dają ci prezenty z okazji narodzin syna, a one zamieniane są na moskitiery, szczepionki, jedzenie... otrzymaliśmy ogromną pomoc. Jesteśmy bardzo wdzięczni. Ludzie są bardzo dobrzy. Patrzysz na Milana, który ma miesiąc i myślisz: „Spójrz, już coś zrobiłeś dla drugiego człowieka".
Tą solidarnością zaraziła cię partnerka?
Tego się uczysz w szkole, twoi rodzice ci to wpajają... Moja mama zawsze kładła bardzo duży nacisk na zdrowie, bo wie, że w jednej chwili życie może ci się zmienić.
A babcia Lina?
Jest fenomenalna! Ona jest szczęśliwa w swoim domu, w swojej wiosce... Kiedyś, kiedy zaczynałem się spotykać z Shaki, pojechaliśmy poszukać grzybów w Solsonie. Tak się uśmiałem! Moja babcia mówiła do niej: Cześć, maca (z katalońskiego: miła - przyp. tłum.). Nie miała pojęcia, kim jest ta dziewczyna. Dużo się śmialiśmy, bo tego dnia zdałem sobie sprawę, że moja babcia nie umie mówić po hiszpańsku. Próbowała, ale fatalnie jej to szło. Potem mój ojciec powiedział jej, kim jest Shakira, bo uznał, że oczywiście powinna o tym wiedzieć. Takie rzeczy ci pokazują, że ponad sławą, o której rozmawialiśmy, są ludzie i koniec. Moja babcia bardzo lubi piłkę nożną i zawsze ją pytam, co sądzi o zespole...
A Shakira lubiła piłkę nożną zanim cię poznała? Więcej ona się nauczyła o futbolu, czy ty o muzyce?
Człowieku, ona wiedziała, o co chodzi, ale kiedy nagrywaliśmy teledysk do Waka Waka, to nie znała nawet Messiego! Ja dużo się dowiedziałem o muzyce. Piosenka jest efektem wielkiej pracy. Ty jedynie słuchasz 3 i pół minuty, a za tym kryje się wiele więcej. To ma miejsce u wszystkich par. Ja jej zawdzięczam odkrycie The Cure, Bowiego... Uwielbia tę muzykę z lat 80-90.
„Nie wiem, jaką będę matką", powiedziała. Jaką jest?
Jest strasznie czuła, rozsądna, doskonała. Opiekuńcza, zorganizowana, wszystko ma pod kontrolą, na wszystko jest swój czas. Teraz pora na to, a potem na to... To typowe dla matki i dla Shaki: czyste serce. Jest gotowa na rodzicielstwo. Niedługo po tym, jak ją poznałem, słuchałem jej konferencji w Oxfordzie i bardzo mnie zaskoczyła.
Jak zwyciężyć z Francją?
Mając piłkę i atakując tak samo, jak gdybyśmy strzelili sześć bramek Finlandii. Mieliśmy wygrać tamten mecz, więc ten tym bardziej, jeśli to możliwe. Idea zawsze była taka sama.
Co ci się podoba we Francji?
To bardzo dobre pokolenie piłkarzy, zdolni ludzie, potrafiący grać w piłkę. Mają bardzo dobrą drużynę.
Masz na koncie 50 meczów w reprezentacji Hiszpanii. Czujesz się wielki?
Nie, ale patrząc wstecz... jestem bardzo dumny. To czego chcesz, to kariera taka jak ta. Cieszyć się takimi spotkaniami.
Wciąż się widzisz bardziej na stanowisku prezydenta niż trenera?
Tak, ale nie wiem, co się wydarzy. Spójrz na Xaviego, który już powątpiewa...
Jako prezydent kazałbyś inwigilować zawodników?
Nie spodobało mi się to, ale to przeszłość. Właściwie ja o tym wiedziałem, bo złapałem gościa, który mnie śledził.
Jest pewne oskarżenie, które tak to poświadcza...
Śledzili mnie, ale nic nie znaleźli, tylko że grałem w karty z przyjaciółmi i miałem dziewczynę. Sam widzisz. Śledzili również Romario. Jestem wielki! Stało się i nie będę się nad tym więcej rozwodzić.
Jako socio, co sądzisz o rządach Laporty, o poręczeniach?
Jestem socio i piłkarzem, nie mam wystarczających informacji. To jest sprawa prezydenta. Ja wiem, że wolałbym, aby takie sprawy nie miały miejsca. Nie chcę nikogo bronić, ale przed Laportą ten klub już istniał. Ciężko jest stwierdzić, kto ponosi winę za dług. Jeśli są dziwne sprawy, trzeba się im przyjrzeć, ale ja zapamiętam te czasy jako wspaniałe lata, chociaż byłem śledzony.
Wybacz, ale czy Milan już cię obsikał, jak Thiago Messiego, czy Luca Villę?
O matko, czy mnie obsikał? Za każdym razem, kiedy go przewijam! Mówią, że to przynosi szczęście.
Komentarze (46)