"Futbol nie istnieje bez rywalizacji"

Eoren

18 maja 2013, 15:19

Sport

13 komentarzy

Juan Carlos Rodríguez (Puente Castro, León, 19 stycznia 1965) przez trzy sezony był częścią jednej z najbardziej legendarnych drużyn w historii FC Barcelony, Dream Teamu. Zdobywca Pucharu Europy na Wembley (1992), przybył do Barcelony z Ateltico Madryt w 1991, zaś opuścił ją w roku 1994 odchodząc do Valencii. Jednak piłkarsko wychował się w drużynie Realu Valladolid (1984-'87), gdzie pod koniec kariery powrócił, by tam właśnie zawiesić korki na kołku (1995-'98). Od 2012 roku pełni rolę sekretarza technicznego klubu, z którym Barcelona zmierzy się w niedzielnym meczu.

Juan Carlos jest na Camp Nou, wspomina stare czasy, pozdrawia dawnych przyjaciół, może nawet próbuje pozyskać jedną z barcelońskich pereł do swojego Realu Valladolid. Jednak tym, co w tej chwili jest najważniejsze dla zawodników Blanquivioletas, i co z pewnością najbardziej zaprząta myśli Juana Carlosa, jest niedzielny mecz. Real Valladolid już zapewnił sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Teraz pozostaje mu zmierzenie się ze świeżo upieczonym mistrzem kraju i zachowanie dobrego poziomu sportowego, który prezentuje drużyna za kadencji Miroslava Ðukicia.

Sport: Jak przystało na sekretarza technicznego, z pewnością ma pan teraz, na chwilę przed otwarciem okienka transferowego, pełne ręce roboty.

Juan Carlos: O tak, jednak w tym fachu zawsze jest dużo pracy. Cały czas trzeba obserwować zawodników aby wyłowić ich na czas, wtedy, gdy jest to akurat potrzebne klubowi. W tym sezonie mamy ten komfort, że już od trzech kolejek, po tym jak zapewniliśmy sobie utrzymanie w Primera División, wiemy w której lidze będziemy grać od przyszłego lata. Zeszły rok, który spędziliśmy w Segunda okropnie nam się dłużył. Musieliśmy zagrać w fazie play off i z tego powodu nasze plany na kolejny sezon były opóźnione aż o trzy tygodnie. Jeśli znamy naszą przyszłość wcześniej, łatwiej nam analizować sytuację.

Gdy Valladolid zatrudniał Miroslava Ðukicia celem było utrzymanie przy jednoczesnej dobrej grze. Wygląda na to, że się udało.

To coś wspaniałego, w przeszłości próbował już tego Mendilibar. Z doświadczenia wiemy, że trzeci sezon jest bardzo skomplikowany, bo w pierwszym walczysz o awans, w drugim o utrzymanie. Teraz mamy większy margines ruchu. Mamy styl, który zdefiniował Đukić. To nam pomogło, mimo że klub otarł się o upadłość, to niektórzy zawodnicy o określonym poziomie sportowym chcieli przyjść do Valladolid.

Ma pan w Barcelonie dobrych przyjaciół, takich jak na przykład Andoni Zubizarreta. Czy ligowy mecz Barça - Real Valladolid to dobra okazja do wyłowienia jakiegoś wzmocnienia z rezerw Blaugrany?

Oczywiście, że byłaby to świetna opcja! Na pewno chcielibyśmy postarać się o jednego z tych zawodników, ale rezerwy Barçy grają w Segunda i konkurują tam bardzo dobrze. Dla nich nie byłaby to taka różnica jakości jak awans do pierwszej drużyny Barçy. To normalne, że niektórzy z nich patrzą wyżej, ponad Real Valladolid. Jednak sądzę, że warto jest także sprawdzić się w swojej lidze krajowej. Jeśli pójdą do Benfiki lub Ajaxu to z pewnością będzie dla nich sportowy awans. Jednak dla niektórych z tych zawodników, by poznać ligę, w której gra Barça, wcale nie byłoby złym wyjściem pójść na wypożyczenie do drużyny takiej jak Valladolid. Patrząc na to relatywnie filozofie naszych klubów mają wspólne punkty: grać ofensywnie, nie zamykać się z tyłu... Tym, co dzieli nas najbardziej są wynagrodzenia, jakie oba kluby mogą zaoferować.

Niech sobie pan wyobrazi wypożyczenie Deulofeu, Sergiego Roberto albo Rafinhi... !

Zasługujemy na nich wszystkich! [śmiech] To pewne, że wielu z tych zawodników jest na poziomie, z którego mogą celować wyżej. Większość z nich jest w pół korku między rezerwami a pierwszą drużyną. Ale są też inni, którzy nie dostają tylu minut gry i u nas mogliby zyskać cenne doświadczenie w grze w Primera División. Na przykład Jonathan Dos Santos. Jest zawodnikiem pierwszej drużyny i nie może już grać w Barcelonie B. Tutaj, ze względu na jakość drużyny, zawodnicy tacy jak on praktycznie nie mają szans na grę. Jednak w tym miejscu znów wracamy do tego samego - Valladolid nie ma przewagi w oferowanej płacy. Kiedy szukamy wzmocnień wiemy, że niektórzy z marszu nam odmówią, właśnie z tego powodu.

W taki razie może pan ocenić trudności, za jakimi mierzy się pański przyjaciel, Andoni Zubizarreta, dyrektor sportowy Barcelony, który aktualnie szuka dla swojego klubu bramkarza, obrońcy i boryka się z domknięciem transferu Neymara...

To zupełnie inne realia, już mi się podobają! [śmiech] Mówiąc serio: jest bardzo trudno wypowiadać się o tym będąc człowiekiem z zewnątrz. Jednak nie sądzę, by było mu łatwo, ponieważ odpowiedzialność jest ogromna, większa niż ta, która spoczywa na mnie. Należy pamiętać, że zawsze może się nie udać, nawet jeśli chcemy za gracza zapłacić naprawdę dużo. Rok w rok można to obserwować w wielu klubach. Oczywiście, że my, w Realu Valladolid, mając niewiele środków, także musimy dokonać udanych transferów i to również jest skomplikowane. Z jednej strony zarządzanie składem Valladolidu jest łatwiejsze, bo gdy coś się nie uda nie odbija się to aż tak głośnym echem w mediach.

Swego czasu, jako zawodnik Barçy, doświadczył pan zmiany cyklu, gdy zakończyła się era Dream Teamu w 1994 roku. Teraz niektórzy mówią o takiej samej sytuacji. Co pan o tym sądzi?

Tak jak ze wszystkim, zależy kogo w tej kwestii posłuchać. Pracuję tam, gdzie pracuję i wiem kogo słuchać powinienem. Bohaterowie tych wydarzeń, zawodnicy i ludzie odpowiedzialni za klub, nie podzielają takiej oceny sytuacji. To oczywiste, że mówi się o zmianie cyklu, w moich czasach to właśnie się stało. Być może byliśmy wtedy grupą zbyt jednorodną i w pewnym momencie potrzebowaliśmy zmian. Ale teraz więcej jest zawodników młodych, dla których to doświadczenie niesie ze sobą także naukę. Abstrahując od wieku zawodników, jest jeszcze jeden ważny czynnik. W klubie jest wielu ludzi, którzy są bardzo zaangażowani i identyfikują się z filozofią Barçy. To prawdziwi zawodowcy, niezależnie od tego czy mają 26 czy 36 lat. Barcelona w tym sezonie borykała się z kontuzjami, zwłaszcza w bloku obronnym. Trzeba wziąć pod uwagę wszystko. Kwestionowanie modelu Barçy wydaje mi się, co najmniej, zbyt śmiałe.

Niektóre środowiska kwestionowały też pracę Tito Vilanovy.

Sytuacja Tito jest bardzo nietypowa. Patrząc z zewnątrz wydaje mi się, że w tych środowiskach zabrakło zaufania, które potrzebne jest w takich okolicznościach. Bez wątpienia jest to sytuacja bardzo trudna i negatywnie wpływająca na drużynę, jednak udało się wyjść z niej obronną ręką. Barça jest bardzo wymagającym klubem, od którego także wiele się wymaga. Ten klub posiada jednak pewne wartości, które wpływają nie tylko na filozofię gry, ale też aspekty pozapiłkarskie. Barça zdecydowała się podążać tą drogą, bez względu na ryzyko tego, że nie osiągnie sukcesów. To pewne, że Barcelona mogła zdobyć więcej, jednak klub dał mistrzowski przykład wierności modelowi, utrzymania zaufania i zobowiązań wobec człowieka. To bardzo trudne prowadzić drużynę i przekazywać to na odległość, tydzień po tygodniu, dzień po dniu. Trzymano się jednak tego rozwiązania, mimo problemów. Tak działają tylko naprawdę wielkie kluby. To był świetny sezon. O zmianie cyklu mówią tylko ci, którzy narzekają. Myśląc w ten sposób zmiany cyklu mają miejsce wszędzie i zachodzą przez cały czas.

Mówimy o zmianie cyklu Barcelony, tymczasem w Realu Madryt odejście José Mourinho jest już niemal pewne.

Bilans cyklu Mourinho, jeśli spojrzymy na liczby, a w końcu jest to trener nastawiony na osiąganie wymiernych rezultatów, nie był dobry. Jednak jeśli przyjrzymy się temu głębiej okazuje się, że jest jeszcze gorzej. Nadszarpnięty został wizerunek Realu Madryt, jako klubu wyznającego señorío i stało się to mimo tego, że Mou miał rację w pewnych kwestiach, o którym mówił. W innych miejscach, w Chelsea czy w Interze, jego zmiany wyszły na dobre. Tutaj przyniósł więcej złego, niż dobrego. Na dodatek nie osiągnął tego, co zamierzał.

Innego pańskiego byłego klubowego kolegę, Pepa Guardiolę, czeka nowe wyzwanie w Bayernie. Co pan o tym sądzi?

Wyzwanie Guardioli jest tym, czego sam chciał. Jeśli robimy coś z dobrą wolą to musi być dobre. Pep miał możliwość wyboru i wybrał spomiędzy najlepszych. Skoro miał do wyboru Bayern to normalne, że nie poszedł do Valladolid, choć też byśmy go przyjęli z otwartymi ramionami. [śmiech] Jednak opuścić Barçę, z którą wygrało się wszystko i pójść do Bayernu, który także wygra w tym sezonie wszystko [przy założeniu, że Monachijczycy sięgną po Ligę Mistrzów i puchar - przyp. red.]. To jest prawdziwe wyzwanie! Guardiola jest jakby dotknięty magiczną różdżką, czy może ręką Boską. Wie co robi. Da z siebie sto procent i sądzę, że to mało możliwe by mu się nie powiodło. Będzie pracować z ludźmi, którzy wyznają tę samą filozofię. Myślę, że trudniejsze dla niego był przejęcie pierwszej drużyny Barçy, bo wtedy ludzie wątpili w jego możliwości.

Tymczasem w Barcelonie do najlepszego zawodnika na świecie, Messiego, może dołączyć kolejny gracz, którego mimo młodego wieku też stawia się wśród najlepszych, Neymar. Jak się panu podoba ten pomysł?

To wielki piłkarz, ale nie wiem czy Barça nie skomplikuje sobie życia. Wielcy zawodnicy powinni grać w wielkich zespołach, jednak później pojawiają się problemy wewnętrzne z zarządzaniem ich osobowościami i ambicjami w szatni. Posiadanie najlepszych zawodników nie gwarantuje tego, że gracz może zadecydować o losach spotkania, ale piłka nożna jest przede wszystkim sportem zespołowym. Messi jest liderem, jednak cały czas pracuje w służbie klubowi i drużynie. Gdyby Messi grał tylko dla siebie byłby ciężarem. Jednak gdy jest otoczony przez najlepszych zawodników to sprawia, że i on sam jest lepszy i więcej daje innym.

A wtedy?

Nie wiem czy to by cokolwiek zmieniło. Nejmar jest wielkim piłkarzem, ale nie sądzę, że jest lepszy od Andrésa Iniesty. Mimo to może zostać świetnym graczem w przyszłości i pasuje do profilu Barçy, mógłby być piłkarzem tej ekipy. Problemem jest zarządzenie tym wszystkim. Na przykład w przypadku Messiego wyznaczenie mu jego aktualnej roli było najlepszym, co mogło przytrafić się Barcelonie.

Na koniec... Czy będzie pan na Camp Nou w niedzielę?

Tak, tak. Nie ma mowy o żadnym rozluźnieniu. To pewne, że nie brakuje nam punktów, ale to nie ma znaczenia. Futbol nie istnieje bez rywalizacji. Na Santiago Bernabéu strzeliliśmy trzy bramki. Nie mamy Messiego, ale gramy zespołowo. Zasłużyliśmy na utrzymanie, byliśmy waleczni i konkurencyjni. Valladolid to radosna drużyna i chcemy być tacy także na Camp Nou.

To pewne, że przeciwko Barcelonie zgracie bez presji.

Niemal się boję, by zawodnicy nie byli zbyt zrelaksowani. Jednak jestem przyzwyczajony do tego, że widzę jak nasi zawodnicy świetnie bawią się na boisku. To zawodowcy i sądzę, że po prostu lubią grać dobrze. Także na Camp Nou.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (13)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze