Po meczu Lechia Gdańsk - FC Barcelona miałem przyjemność przeprowadzenia krótkiej rozmowy z byłym napastnikiem reprezentacji Polski, Marcinem Żewłakowem, który obecnie komentuje mecze piłkarskie w TVP.
FCBarca.com: Jak pan ocenia dzisiejsze [rozmowa została przeprowadzona wczoraj - Makaj] spotkanie? Spodziewał się pan więcej po Barcelonie czy to Lechia wzniosła się na wyżyny?
Marcin Żewłakow: Wydaje mi się, że to Lechia wzniosła się na wyżyny. Wiedzieliśmy, jakim składem przyjedzie Barcelona. Bardziej zastanawialiśmy się nad tym, jak Lechia zaprezentuje się na tle na wpół rezerwowej Barcelony. Występ gospodarzy oceniam bardzo pozytywnie. Dwukrotne prowadzenie, dwie bramki strzelone Barcelonie – to coś, o czym będziemy rozmawiać przez kilka dni. Mam nadzieję, że to spotkanie posłuży Lechii jako superdoładowanie. Pod wieloma względami ta drużyna prezentowała się obiecująco i myślę, że może potraktować ten wynik jako małe zwycięstwo.
Jeśli chodzi o samo widowisko, sądzę, że mogło zaspokoić najbardziej wybrednego widza, który dodatkowy tydzień musiał czekać na Barcelonę. Widzieliśmy Leo Messiego, widzieliśmy debiut Neymara – kibice na stadionie i przed telewizorami byli świadkami istotnego wydarzenia. Wynik cieszy, organizacja Supermeczu również, więc wydaje mi się, że jest to owocne piłkarskie święto. Barcelona pokazała kilka zagrań, które świadczyły o magii tej drużyny i o jej wielkości. Niewątpliwie jest to największa drużyna na świecie.
W Barcelonie widać było brak klasycznej dziewiątki. Taką rolę pełnił kiedyś Samuel Eto’o.
Tak, a później Zlatan Ibrahimović, którego pozbyto się z zespołu i wymyślono inną koncepcję. Barça grała bez nominalnej dziewiątki, a jej miejsce zarezerwowane było dla wbiegającego Messiego. Według mnie taka była filozofia gry Barcelony.
Odnośnie Leo Messiego – nie oszukujmy się. Jeśli można mówić, że ktoś lżej potraktował swoje obowiązki, to był to właśnie Messi. W jego grze widać było odrobinę luzu, nie 'żyłował się' na boisku. To normalne, ponieważ jest to piłkarz, który nie może narażać się na kontuzje i niektóre mecze ma prawo potraktować ulgowo.
Z tego względu wydaje mi się, że w przypadku Barcelony nie można wyciągać jakichkolwiek wniosków. To nie jest ta drużyna, która za kilka tygodni będzie grała w Primera División czy Lidze Mistrzów. Jeśli chodzi o oceny, więcej można powiedzieć o Lechii. Tak jak już wspomniałem, o jej występie możemy mówić w samych superlatywach.
Jak będzie się układała współpraca Messiego i Neymara? Chodzi mi o postawę na boisku oraz – co równie ważne – poza nim.
Poza boiskiem – nie wiem. Natomiast myślę, że na murawie te gwiazdy będą się dobrze rozumiały. W Gdańsku Neymar zagrał tylko chwilę, więc nie można go na tej podstawie oceniać, ale sądzę, że jest to gracz, który odciąży Messiego, przez co ten będzie miał więcej czasu i miejsca na murawie.
Mówi się o tym, czy takie dwa charaktery będą mogły udanie współpracować. Myślę, że tak właśnie będzie. Neymar przyszedł do Barcelony, by pomóc Messiemu, a nie strącić go z piedestału. Barcelona będzie miała dwie wielkie indywidualności, ale nie zaburzy to ustalonego wcześniej porządku, gdzie gra i taktyka ustala była pod Messiego. Wydaje mi się, że Neymar to uszanuje. Z biegiem czasu sympatia kibiców będzie przechodzić na Brazylijczyka i jest to całkiem normalne. Nie doszukiwałbym się tutaj jakiegoś większego problemu. Neymar jest świadomy tego, do jakiej drużyny przychodzi i na pewno uszanuje porządek, który tu panuje.
Pan – jako rodowity warszawiak – na pewno szczególnie mocno trzyma kciuki za Legię w eliminacjach Ligi Mistrzów. Chciałby pan, by Barcelona wróciła do Polski jako rywal Legii w tych rozgrywkach?
Ktoś pytał mnie już, czy dzisiejszy mecz będzie miał jakieś znaczenie dla polskiej piłki. Wydaje mi się, że nie, że jest to zbyt ambitne stwierdzenie, ponieważ spotkanie Lechii z Barceloną może być potraktowane raczej jako event. Natomiast jeśli Legia awansuje i trafi na Barcelonę, to wtedy może to w jakiś sposób wpłynąć na rozwój naszej piłki. Trzymam kciuki za Legię, ale bardziej w kategorii reprezentanta Polski. Od wielu lat panuje na tym polu wielka posucha. Nie oglądaliśmy meczów Ligi Mistrzów z zapartym tchem, a w ostatnim czasie taką namiastką mogły być występy Borussii Dortmund, jednak takie korespondencyjne kibicowanie to nie to samo co dopingowanie drużyny, która reprezentuje nasz kraj. Dlatego bardzo mocno będę dmuchał w żagiel Legii, by po 17 latach dostała się do tego elitarnego grona.
Sądzi pan, że na gdańskim boisku oglądaliśmy potencjalnych następców Xaviego, Iniesty lub Messiego? Czy Samper albo Dongou to gracze, którzy mają potencjał, by przejąć schedę w drużynie?
Ja nazywam ich – może troszkę nieładnie – 'półproduktami'. Jestem zdania, że przed nimi wielka droga, ale ich los jest taki, że może jeden, dwóch graczy zasili szeregi Barçy. Nie ma tam miejsca dla wszystkich.
Wracając do Leo Messiego – jest jedna statystyka, w której Argentyńczyk ustępuje miejsca pańskim dokonaniom. Wie pan, o czym mówię?
(Chwila zastanowienia) Nie wiem, może strzały głową?
Nie, chodzi mi o jedno konkretne wydarzenie z kariery. Grając w barwach Apoelu zdobył pan gola w meczu przeciwko Chelsea. To sztuka, która Messiemu nigdy się nie udała.
Jeżeli spotkam się w korytarzu z Leo Messim i zapyta mnie, jak to się robi, chętnie udzielę mu odpowiedzi na to pytanie (śmiech).
Komentarze (33)