W niedzielę Gerardo Martino zasiądzie na ławce rezerwowych Barcelony, by stamtąd pokierować swoim zespołem w meczu z Málagą. Mało kto jednak wie, że argentyński trener w maju był o krok od podpisania umowy właśnie z zespołem z La Rosaleda.
Málaga wiedziała, że po sezonie drużynę opuści Manuel Pellegrini. Poszukiwania nowego trenera rozpoczęły się jeszcze wiosną. Poza klubem z Andaluzji, usługami Martino zainteresowany był także Real Sociedad.
Na czoło wysunęła się Málaga, której bardzo zależało na pozyskaniu Martino. W maju do Argentyny polecieli dyrektor wykonawczy, Vicente Casado oraz Mario Husillos, dyrektor sportowy klubu. Mieli ustalić szczegóły umowy z Tatą, jednak problemem okazał się terminarz ligi argentyńskiej.
Prowadzona przez Martino drużyna – Newell’s Old Boys – wciąż grała w Copa Libertadores. Trędowaci doszli do półfinału (rozgrywanego w lipcu), gdzie okazali się minimalnie gorsi od późniejszego triumfatora rozgrywek, Atlético Mineiro. Już wcześniej Martino oznajmił Máladze, że nie podejmie żadnej decyzji, dopóki trwa sezon w Ameryce Południowej.
Málaga z kolei nie mogła tak długo czekać i 12 czerwca poinformowała o podpisaniu umowy z Berndem Schusterem. Również Real Sociedad pozyskał trenera w postaci Jagoby Arrasate.
Wydawało się zatem, że Martino musi odłożyć na przyszłość plany pracy na kontynencie europejskim. Jednak smutna wiadomość dotycząca Tito Vilanovy sprawiła, że Barcelona rozpoczęła rozmowy z Argentyńczykiem, który pod koniec lipca, zakończywszy wcześniej sezon z Newell’s, przyjął ofertę klubu z Camp Nou.
Komentarze (22)