Dwa lata od świetnej obrony Javiego Varasa

Kate

11 września 2013, 23:00

Mundo Deportivo

28 komentarzy

Javi Varas, który w najbliższą sobotę stanie ponownie między słupkami w świątyni Azulgrany, 22 października 2011 roku okazał się bezbłędny. Od tamtego czasu, przez prawie dwa lata, żaden inny bramkarz nie wyjechał z Camp Nou z czystym kontem.

Od świetnego występu Javiego Varasa, który obronił aż pięć pewnych okazji bramkowych, a dodatkowo zatrzymał rzut karny wykonywany przez Messiego, Barça rozegrała trzydzieści cztery mecze ligowe i nie tylko w każdym strzeliła bramkę, ale także wygrała wszystkie, nie licząc dwóch spotkań z Realem Madryt, czyli przegranej 2:1 oraz remisu 2:2.

Jego występ był na ustach wszystkich, ale samemu Varasowi nigdy nie podobał się fakt, że jest pamiętany przez pryzmat tego meczu. "Prawda jest taka, że od tamtego meczu, miałem w karierze okres przed i po tym spotkaniu. Przede wszystkim dlatego, że stałem się rozpoznawalny. Jednak uważam, że to niesprawiedliwe, ponieważ rozegrałem o wiele ważniejsze mecze niż ten", przyznał w wywiadzie dla dziennika Mundo Deportivo.

W zeszłym roku stracił trzy bramki

Od czasu kiedy dwa lata temu Varas mocno zepsuł humor Messiemu, Inieście i reszcie drużyny, Azulgrana zdobyła na swoim stadionie w lidze sto dwadzieścia cztery gole, co daje średnią 3,64 na spotkanie. Ten sam Varas padł ofiarą potencjału Barçy w zeszłym sezonie, kiedy odwiedził Camp Nou w koszulce Celty. Będący wówczas na wypożyczeniu, a obecnie ponownie bramkarz Sevilli, stracił wtedy trzy gole: jednego strzelił mu Adriano, drugiego David Villa, a trzeciego Jordi Alba. W sobotę po raz kolejny szansę na występ w barwach Sevilli powienien dostać Varas, ponieważ Beto cierpi na kontuzję biodra.

Wrócił na dobre

Trzydziestojednoletni bramkarz, który zakończył już swój kontrakt z Celtą, wrócił do Sevilli i walczy z drugiem bramkarzem, Portugalczykiem Beto, o pierwszeństwo w wyjściowym składzie. Odejście w zimowym okienku Diego Lópeza do Realu Madryt i weterana Palopa do Bayeru Leverkusen podczas tego lata spowodowało, że bramkarz wrócił do swojego rodzinnego miasta. Jeśli w sobotę uda mu się powtórzyć wyczyn sprzed dwóch lat, to Emery nie będzie miał argumentów, aby ponownie posadzić go na ławce.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (28)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze