Zapraszamy do przeczytania pierwszej części wywiadu z Johanem Cruyffem, który pojawił się w październiku na łamach dziennika AS. Legendarny trener Barcelony opowiedział m.in. o pracy swojej Fundacji i realacjach z obecnym prezydentem klubu.
Często odwiedza Pan swoją Fundację?
Tak, mieszkam blisko i mogę tam pójść pieszo. To ułatwia sprawy. Mam tam trochę rzeczy do robienia, role można powiedzieć, ponieważ całą pracę wykonuje reszta zespołu. Jestem z nich bardzo dumny. Wykonują wspaniałą i skuteczną pracę oraz bardzo dobrze bronią mojego imienia.
Co robi Pan na co dzień?
Zajmuję się rozwojem zaplecza piłki nożnej dla juniorów. W 90% są to nowe rzeczy, ponieważ powtarzanie starych nie ma sensu. Mamy Fundację, większą i ważniejszą, ale zawsze tą samą mentalność. Spełnić to, co się powiedziało. Nigdy nie mówimy co zrobimy. Próbujemy, a kiedy nam dobrze wychodzi, to o tym mówimy. Nie możemy sobie pozwolić na fiasko. Wszystko co robimy jest poważne i musi działać. To samo ze szkołami, nauką dla sportowców...Sportowiec ma jeden problem: jeśli dobrze mu wychodzi to uprawia sport od dwunastu do trzydziestu pięciu lat. Nie idzie już do szkoły, ponieważ te są otwarte kiedy sportowiec trenuje i zamknięte, kiedy ma czas wolny. System, który mamy może pomóc wielu osobom. Mamy siedziby w Meksyku, Peru, Szwecji, Amsterdamie, Malezji...Możemy pomóc wielu osobom w nauce i przygotować ich na przyszłość, która zaczyna się dla nich w wieku trzydziestu pięciu lat.
Czy Pan to wszystko koordynuje?
To jest już piękne bez mojego udziału. Mam swoje pomysły, ale jedyny dyplom jaki posiadam to dyplom z pływania, dlatego nie mogę udzielać lekcji. O co mam to sześćdziesiąt lat doświadczenia. Często spotykam się z innymi, którzy pytają mnie o różne rzeczy, a ja odpowiadam co robię. Potem oni robią z tego praktyczny punkt widzenia. Kiedy dasz jakiemuś dziecku pewność siebie i dasz mu jakąś możliwość, to oddanie sprawie jest ogromne. Dlatego, że ty ich nie zmuszasz, a dajesz im możliwość do zrobienia czegoś. Zawsze znajdzie się jakiś ekspert, który ma filozofię podobną do naszej. Wszyscy pomagają wszystkim.
Czy będzie Pan zapamiętany ze względu na swoją obecną działalność?
Myślę, że tak, ponieważ robimy niesamowitą pracę w połowie świata. Próbujemy łączyć zamiast rozdzielać. W dwudziestu dwóch krajach mamy ponad sto dziewięćdziesiąt boisk Cruyffa. Zeszłego lata zorganizowaliśmy turniej na tych boiskach w Europie. Bojan był twarzą tego projektu. To nie był tylko turniej piłkarski, ale i edukacja. Są dzieci, które podróżowały po raz pierwszy w życiu. Futbol nie jest zorganizowany zbyt dobrze. Jeśli weźmiemy na przykład taki sport jak golf, to zobaczymy, że golfista ma trenera, który uczy go każdego uderzenia. W futbolu natomiast mamy jednego trenera na piętnastu zawodników. Wszystkie techniczne szczegóły są różne i jest niemożliwe, aby jedna osoba była ich w stanie nauczyć. Możemy uczyć się od futbolu amerykańskiego, gdzie do każdej pozycji jest przypisany trener.
Pomysł stworzenia fundacji narodził się kiedy mieszkał Pan w Stanach Zjednoczonych?
Tak. W Waszyngtonie była wtedy prezydent Olimpiady Specjalnej, siostra Kennedy'ego, a ja byłem reprezentantem futbolu na Olimpiadzie Specjalnej. Moim sąsiadem był wtedy chłopak z zespołem Downa. Ze względu na swoje trudności nie mógł grać na ulicy i siedział w domu. Graliśmy trochę w salonie w domu, trochę się kiwaliśmy...Każdego dnia był coraz pewniejszy siebie i po dwóch miesiącach grał już w piłkę. To było piękne. To samo dziecko się bało, ponieważ podczas upałów wszyscy mieli baseny, a ono bało się, że wpadnie do wody. Ale pewnego dnia ten chłopiec przyszedł przygotowany z ubraniem i wszedł do basenu. Bał się, ale w tydzień nauczył się pływać. Czy zdajesz sobie sprawę, jak dzięki małej pomocy możesz sprawić, aby cała rodzina była spokojniejsza, aby chłopiec mógł aktywnie uczestniczyć w życiu. Wprawdzie powoli, ale różnica była ogromna.
Dlaczego lubi Pan numer czternasty?
To nie jest tak, że lubię albo nie. Byłem kontuzjowany i kiedy wróciłem chciałem grać z dziewiątką, ale miał już ją ktoś inny. I została mi tylko czternastka.
To przypadek? Teraz lubi Pan czternastkę?
Tak, to przypadek. Dziewiątkę nosili wszyscy, a czternastkę nie. To coś co się wyróżnia.
Ostatnio mówiło się o Fundacji Cruyffa, ponieważ Barça miała jakiś dług, który już spłaciła...
Barça zapłaciła za wszystko, za co miała zapłacić do dnia dzisiejszego. Brakuje jeszcze jednego roku, ale rok się jeszcze nie skończył, dlatego w tym sensie mają pełne prawa. Jedną rzeczą jest co ja mówię, a drugą jest to co mówią inni i jak to działa. Ci co chcą prowadzić śledztwo rozmawiają z naszymi ludźmi i od tego miejsca mówią czy Fundacja działa czy nie. Nie potrzebują mnie, aby się bronić. W internecie można znaleźć wszystkie projekty, które robimy. Bez żadnego zawiadomienia można kogoś przysłać, aby to sprawdził. Myślę, że prasa zamiast tylko kopiować powinna także dochodzić prawdy.
Czy to co mówił o Panu Sandro Rosell oraz, że się pogniewał, bo powiedział Pan, że Barça miała dług, wydaje się Panu nietaktowne?
To nie ma nic wspólnego z Fundacją. To sposób w jaki mówił o mnie przed wyborami i zdecydowałem, że nie będę brał w tym udziału. Bycie honorowym prezydentem jest dodatkowym obowiązkiem i ja to traktowałem bardzo poważnie. Dlatego zrezygnowałem. Tak samo w Fundacji. Wcześniej mieliśmy tu kilka osób z klubu, teraz nie mamy żadnej. Jesteśmy najlepsi na świecie w tym co robimy. Ciekawostką jest, że aktualny szkoleniowiec drużyny Meksyku był naszym uczniem. Najwspanialszym momentem jest kiedy podpisuję dyplomy. Jestem wtedy bardzo dumny. Widzę dyplomy dla Stanów Zjednoczonych, Japonii, Malezji...
Czy jest możliwe pojednanie z Rosellem?
Trzy lata, kiedy Sandro robił pre-kampanię, to trzy lata kiedy źle o mnie mówił. Nie jeden raz, trzy lata. Dlatego nie mam żadnej potrzeby pojednania ani złudzeń. Czy jestem honorowym prezydentem, to, że znika Unicef, pojawia się Qatar...Wygląda na to, że ci którzy byli wcześniej w klubie byli głupi. Ale nie, my byliśmy bardzo inteligentni. Myślę, że Unicef wykonał ogromną pracę. Jeśli te wszystkie wartości społeczne nie mają żadnego znaczenia, a liczą się tylko pieniądze, to ja nie chcę brać w tym udziału.
Czy myśli Pan, że gdzieś popełnił błąd, zrobił Pan autokrytykę?
Na pewno, jak wszyscy. Wszyscy się mylimy. Jednak jeśli popełniasz błąd, to wyciągasz z tego wnioski. Jeśli mi się to zdarza, to się uczę i nie robię tego po raz kolejny. Popełniać błędy to rozwijać się jako człowiek.
Czy uważa Pan, że obecny zarząd zrobił cokolwiek dobrze?
Nie mówię o dobrych albo złych rzeczach. Mówię, jak ja to widzę. Mówi się o mnie, że nie jestem wart złamanego gorsza. Zostawiłem futbol w 1996 roku, przed wielu laty. Gdybym trenował dziesięć lat więcej to byłbym o sto milionów bogatszy, ale tego nie zrobiłem. Zamiast tego założyłem Fundację i robię inne rzeczy. Skąd się biorą te głupstwa? Mi jest wszystko jedno, nie śpię mniej ani nie jem mniej z tego powodu. Mówiąc ogólnie, ludzie, a przede wszystkich dziennikarze muszą zajmować się tym co jest. Jeśli prześledzisz co zrobiłem przez ostatnie szesnaście lat, znajdziesz bardzo wiele informacji. Nie muszę o tym mówić.
Nigdy nie myślał Pan o tym, aby wrócić do trenowania?
Nie, podejmuję decyzje na podstawie pewnych przesłanek i bardzo niewiele razy żałuję. Jeśli pomyślałbym sobie "chciałbym wrócić do trenowania", to bym to zrobił.
I teraz już Pan tego nie zrobi?
Nie. Zostawiłem to i powiedziałem to już pierwszego dnia. Według mnie było tylko parę drużyn, które mógłbym trenować i zmienić.
Sandro pojechał kiedyś do resortu El Montanyà, aby się z Panem spotkać...
Tak.
I nie da się już nic zrobić?
Już mówiłem, że dla mnie jest nie do zaakceptowania, że mówił o mnie w taki sposób. Były tam jeszcze dwie inne osoby, które mogą to potwierdzić, ponieważ często słowa przepadają razem z wiatrem. Dlatego nie chcę żadnych relacji, chyba że sprostuje to co mówił. Nie mam z nim złych czy dobrych relacji, ponieważ nie ma relacji.
Czy wciąż przyjaźni się Pan z Joanem Laportą...
Tak jak z innymi osobami z Barcelony i jej otoczenia, które pracują dla klubu. I logiczne jest, że z Laportą także, ponieważ znam go od bardzo dawna. Zanim myślał o tym, że zostanie prezydentem to był moim adwokatem. To było bardzo dawno i dlatego się przyjaźnimy. Cenię sobie to, co zrobił dla klubu od początku do końca, to zupełnie inny świat. Nie tylko on, ponieważ pracowali wtedy inni ludzie. Kiedy patrzysz na zachowanie sportowe Rijkaarda i Guardioli, jakimi są ludźmi, to jest to nieprawdopodobny luksus. Kiedy patrzysz na takiego człowieka jak Begiristain, który jest kochany na całym świecie, nie tylko ze względu na swoja wiedzę, ale i zachowanie i sposób bycia. To dla mnie najważniejsze, jakim jesteś człowiekiem. Dlatego, że błędy popełniamy wszyscy. Ale to jak zachowują się ci wszyscy ludzie, których wymieniłem wcześniej, to jest podstawa jaki powinien być człowiek.
Czy doradziłby mu Pan, aby w 2016 roku wystartował w wyborach?
Jeśli chodzi o te sprawy, to nie mam pojęcia. Zobaczymy. Są trzy lata na myślenie. Zobaczymy czy będę jeszcze żył w tej epoce... Poza tym to nie jest moja decyzja, tylko jego. Najważniejsze jest to, w jakiej kondycji była Barcelona kiedy objął urząd, wszystko co zrobił i to jak ją zostawił.
Komentarze (43)