Cesc Fàbregas: Arsenal jest w moim sercu i zawsze w nim będzie

n00stress

3 listopada 2013, 19:46

The Guardian

64 komentarze

Cesc Fàbregas w szczerym wywiadzie przeprowadzonym przez Sid Lowe'a, angielskim ekspercie ligi hiszpańskiej, mieszkającego na co dzień w Madrycie, opowiada o swoich początkach w Anglii, różnicy pomiędzy Premier League i Primera División, a także o przyszłości takich piłkarzy jak Jack Wilshere, czy Aaron Ramsey. Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu. 

The Guardian: Przepraszam, możesz mi powiedzieć jak dotrzeć do stacji Cesca Fàbregasa?
Cesc Fàbregas: Haha! Która to jest stacja jeszcze raz? Crouch Hill? Mieszkałem bardzo niedaleko - następna była Hampstead, a później Barnet i Enfield. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem „piłkarską linię metra", nie wiedziałem po co ją zrobiono. To miłe, że zostałem tak wyróżniony. W Londynie zawsze jestem mile witany, kiedy tam jestem czuję dużą sympatię, szczególnie ze strony kibiców Arsenalu. Wydaje mi się, że rozumieją, dlaczego odszedłem. Nie było żadnej nienawiści, czy rozgoryczenia. Fani zdają sobie sprawę, że przez te osiem lat dałem im wszystko, dochodząc do momentu, w którym czułem, że nie mogę zrobić więcej. Rozumieją, że odszedłem z przyczyn osobistych: wrócić do domu, żeby być z rodziną i grać dla mojego klubu, w którym się wychowałem. Bardzo ważne było dla mnie, żeby odejść we właściwy sposób.

Powrót do domu był oczywistym, najprostszym wyborem... Niedawno minęła 10 rocznica od twojego debiutu w barwach Arsenalu: miałeś jedynie 16 lat. To musiało być trudne.
Tak naprawdę, trudniej było wrócić do Barcelony w wieku 24 lat, niż wyjechać do Londynu w wieku 16. Ludzie mówią, że wybrałem najprostszą drogę: „Ach, idzie grać z Messim i wszystko wygrać". Ale dla mnie to była najtrudniejsza opcja: muszę pracować dwa razy ciężej, żeby zdobyć pozycję. Zawsze byłem niezależny, nigdy nie bałem się wyzwań i nie miałem nic do stracenia jadąc do Londynu: dorastałem trenując w systemie Barcelony, grając w Juvenil B, i pomimo że byłem ceniony przez Barçę, Gerard [Piqué] i Leo [Messi] zostali przeniesieni do Juvenil A, kiedy ja zostałem w Juvenil B. Arsenal zaoferował szansę pracy z pierwszą drużyną, naukę języka angielskiego, poznanie innej kultury i innego stylu piłki nożnej. Byłem zdeterminowany do podjęcia wyzwania, dzięki czemu było to bardziej ekscytujące niż przerażające. Oni dali ci wszystko. To rodzina, naprawdę. Fani wspierali cię, bez względu na okoliczności. Nie mogłem trafić do lepszego miejsca.

Wróciłbyś do Londynu?
Arsenal jest w moim sercu i zawsze w nim będzie. Nie wiem, czy będę miał okazję powrotu, żeby jeszcze zagrać na Emirates, a może po zakończeniu kariery. To klub, który zawsze będzie na swoim miejscu, a drzwi do niego mam otwarte cały czas. To jest rodzina, dlatego nawet gdybym nie był trenerem, zawsze znaleźliby mi jakieś zajęcie. Sol [Campbell] jest tam teraz. Arsneal bardzo mu pomógł z formalnościami do zostania szkoleniowcem. Kiedy [Dennis] Bergkamp zdawał swoje egzaminy, również uzyskał niezbędną pomoc. W pewnym sensie to niesamowity klub i zawsze jest szansa, żeby z nim współpracować.

Czy jako piłkarz nauczyłeś się w Arsenalu rzeczy, których nie poznałbyś w Barcelonie?
Nigdy nie mogę być tego pewien, ale popatrz - to co robię teraz, zawdzięczam możliwości trenowania w wieku 16 lat z takimi piłkarzami jak [Robert] Pires, Thierry Henry, Bergkamp i [Patrick] Vieira. W wieku 17 lat rozegrałem 50 spotkań; kiedy miałem 18, zagrałem w finale Ligi Mistrzów; trzy lata później zagrałem w finale mistrzostw Europy, a następnie w finale mistrzostw świata. Gdybym został w Barcelonie, wszystko potoczyłoby się wolniej. Dzięki temu, ze odszedłem, zostałem bardziej kompletnym piłkarzem, pod każdym względem. Dostałem szansę debiutu w wieku 16 lat. Kiedy miałem 18 lat, Arsenal sprzedał Vieirę, wyznaczając mnie jako następcę. Twarzą w twarz powiedzieli mi, że biorę na siebie odpowiedzialność. W wieku 21 lat byłem już kapitanem... Było tyle rzeczy, dzięki którym mogłem się czuć potrzebny w tym zespole.

Odpowiadał Ci styl gry?
Jeżeli chodzi o sam styl, Arsenal jest bardzo blisko Barcelony: podania i dużo gry kombinacyjnej. Barça jest oczywiście unikalna i musiałem wielu rzeczy nauczyć się od nowa, kiedy wróciłem, ale w ostatnich sezonach mojego pobytu w Anglii, graliśmy [Arsenal] najbardziej efektowny futbol na Wyspach, co bardzo podobało się fanom. Byłem z tego dumny. Ludzie mówili: „Ok, nie wygrywają niczego, ale - wow - zapłacę każde pieniądze, żeby zobaczyć tych chłopaków". Jest wiele innych drużyn, które wygrały więcej - nie będę wymieniać z nazwy - ale kiedy już zwyciężą, ludzie mówią: „tak, wygrali, ale nic więcej". Zawsze pozostanie we mnie pewien smutek. Żałuję, że nie udało się nam sięgnąć po jakiś puchar.

Dlaczego Arsenal nie wygrywał?
To trudne... To trudne... trudne... [długa przerwa]. Nie wiem... Jest wiele rzeczy; zawsze coś było. Pamiętam, żeby podać jakiś przykład, sezon, w którym Eduardo doznał strasznej kontuzji. To wydarzenie miało wpływ na całą drużynę, od tamtej pory straciliśmy formę. długo walczyliśmy z Manchesterem United, ale w końcu odpadliśmy z rywalizacji. Mieliśmy szansę tu i tam, ale w końcu pojawiał się jakiś dołek. Ktoś dozna kontuzji, stanie się to lub tamto, bądź jakiś ważny piłkarz będzie chciał odejść... Nie wiem...

Była to jakaś blokada mentalna?
Koniec końców - tak. Eduardo doznaje kontuzji, a ty kilka dni później przegrywasz finał Carling Cup z Birmingham, zespołem zdegradowanym do niższej ligi, a ty takiej klęski, w takim stylu... Wyobraź to sobie! Bardzo ciężko jest wrócić, szczególnie, kiedy jesteś młody. Trener dał niedoświadczonym piłkarzom dużo swobody, dzięki czemu są oni tak dobrzy, dlatego grają tak przekonywująco. Nikt nie grał pod jakąkolwiek presją. Dlatego, kiedy przytrafiały się takie, a nie inne rzeczy, było trudno.

Czy szkoleniowiec powinien wymagać więcej odpowiedzialności? Arsène Wenger powinien być bardziej stanowczy?
Nie, to nie o to chodzi. Kiedy wszyscy są tak młodzi, ciężko jest znaleźć osobę, która wstanie i powie: „Come on!". Dodatkowo, przez to, że byliśmy tak niedoświadczonym zespołem, zawsze pojawiało się zdanie: „następnym razem", dostaniemy kolejną okazję. Fani dalej nas dopingowali i wspierali, co było wspaniałe, ale... kiedy gram źle, oczekuję narzekania. Nikt nie chce być wygwizdywany, ale mi taka presja jest potrzebna. Często mieliśmy zebrania drużyny, co bardzo pomagało w ustalaniu pewnych rzeczy, ale doświadczenia zawsze brakowało. Cierpieliśmy przez to. Teraz wydaje mi się, że Arsenal znalazł odpowiednią równowagę. W kadrze są zawodnicy o odpowiednim doświadczeniu, jak [Per] Mertesacker, Mikel [Arteta] i [Lukas] Podolski.

Czy w końcu nadszedł czas Arsenalu?
Mam taką nadzieję. Zaczęli naprawdę dobrze. Wyglądają na silnych; zobaczymy ile wytrzymają. W Premier League może ci iść bardzo dobrze, a kiedy przegrasz dwa mecze z rzędu, nagle tracisz przewagę. Wiele decyduje się w święta Bożego Narodzenia: drużyna, która najlepiej sobie poradzi będzie przyszłym mistrzem.

Czy Mathieu Flamini może zrobić różnicę?
Tak, myślę że tak. Arsenal ma wielu dobrych piłkarzy, którzy potrafią poruszać się po boisku, a Flamini jest jednym z nich. On rozumie rolę środkowego pomocnika i potrafi przebiec 13 kilometrów w jednym meczu, co jest niesamowite. Cieszę się, że wrócił.

Czym jest dla Ciebie transfer Mesuta Özila?
Spektakularny. Jeżeli masz okazję do zakontraktowania Özila, nie myślisz długo. On idealnie pasuje do Arsenalu. Nie ma znaczenia, czy posiadasz siedmiu, czy ośmiu zawodników podobnego typu, ponieważ wszyscy na pewno się zrozumieją. [Jack] Wilshere widzi futbol w ten sam sposób, [Aaron] Ramsey, [Santi] Cazorla, [Tomas] Rosicky... Jedynym piłkarzem, który różni się od pozostałych jest [Theo] Walcott, ale zawsze potrzebujesz takich skrzydłowych w zespole. Prawdą jest, że koniec końców po jednym podaniu, drugim, trzecim, czwartym, potrzebujesz Pedro: piłkarza, który wybiegnie za linię obrony przeciwnika, który da głębię, rozciągnie atak i wyjdzie na wolną pozycję. Zawsze potrzebujesz Walcotta, czy [Robina] van Persiego, który porusza się kapitalnie.

Boli oglądanie Robina van Persiego w United?
Nie powiedziałby „boli"...

Ale czy pojawia się w twojej głowie myśl: „Arsenal mógłby być naprawdę dobry"?
On zawsze miał pecha, co do kontuzji. Nie przypominam sobie, żeby rozegrał z nim cały sezon, bez jakiejkolwiek przerwy. Kiedy odszedłem, miał kapitalny rok, strzelając 30, 35 bramek. Gdyby tylko nie przeszkadzałyby mu kontuzje, bardzo by to nam pomogło.

Özil jest w stanie zapewnić kilka tych bramek?
Myślę, że oglądanie Özila będzie bardzo cieszyć. Jest piłkarzem, który robi różnicę w trzeciej tercji boiska. Jego kluczowe podania są niesamowite, a w Premier League dostanie więcej przestrzeni, co na pewno wykorzysta. Kiedy ją dostaje, zabija cie. Na pewno strzeli więcej bramek, właśnie ze względu na wolną przestrzeń. Nie ma lepszego kandydata do roli mediapunta niż sam Özil. W Anglii przeciwnicy chodzą za tobą, ale dzięki temu łatwiejsza jest gra na jeden kontakt i poruszanie się między liniami. Z punktu widzenia taktycznego, w Hiszpanii jest dużo trudniej; tutaj dużo trudniej strzelić bramkę niż w Anglii.

Do tej pory konkluzja była zawsze taka sama. Premier League jest lepsza od La Liga...
To skomplikowane, ponieważ z angielską ligę jest dużo trudniej wygrać, ale z indywidualnego punktu widzenia, dużo łatwiej jest zaprezentować swoje umiejętności w Premier League. Dużo prościej zostac gwiazdą. Zawsze myślałem, że angielską ligę najlepiej się ogląda ze względu na liczbę bramek, czy liczbę sytuacji podbramkowych. Dopiero teraz rozumiem, dlaczego tak się dzieje; na Wyspach gra jest dużo bardziej chaotyczna, bez żadnej kontroli, wszyscy atakują, biegnąc do przodu...

Dlaczego tak się dzieje?
Dużą rolę odgrywa publiczność. Fani krzyczą, boczny obrońca wychodzi do przodu, z drugiej strony następny wybiega, stadion staje się jeszcze głośniejszy... Czasami w Anglii słyszysz, że nie na boisku nie masz czasu do namysłu, ale jest to gra psychologiczna; bardziej chodzi o twoje indywidualne wyczucie, atmosferę. To cię motywuje, ale jednocześnie oznacza, że tracisz kontrolę. W Hiszpanii zespoły działają jak jeden organizm: są bardziej taktyczne i lepiej ustawione. Kiedy oglądam angielski mecz - nie tęsknię za Arsenalem - podziwiam to. Jako spektakl nie ma nic lepszego. Futbol na Wyspach ma swoje wady, ale ma też wiele zalet.

W Anglii było ci łatwiej?
Nie określiłbym tego tak. Kiedy rozmawiamy o takim piłkarzu jak Özil, mówimy o przestrzeni. Tacy gracze jak David Silva, czy właśnie Mesut Özil, jeżeli mają dwie sekundy do namysłu, zawsze znajdą najlepsze rozwiązanie do swojego podania. Właśnie ze względu na czas i miejsce. Widzisz w angielskiej lidze takiego zawodnika jak [David] Silva i mówisz: „Kurczę, jaki on jest dobry!". Duża przestrzeń, a później następuje podanie. W Hiszpanii, kiedy grasz przeciwko Mario Suárezowi, czy Gabiemu [pomocnicy Atlético], nie masz nigdy czasu, są oni niezwykle trudni! W La Liga dużo więcej uwagi poświęca się ograniczaniu wspominanej przestrzeni. W Anglii gra jest szybsza, ale masz dużo więcej czasu, kiedy jesteś dobrym piłkarzem, zawsze znajdziesz wolną przestrzeń.

Xabi Alonso powiedział nam, że wślizg nie jest najważniejszą rzeczą, do jakiej powinien dążyć piłkarz. Natomiast Jack Wilshere stwierdził, że agresywny odbiór i wślizgi to klucz to sukcesu w Anglii. Czy te dwie wypowiedzi nie określają różnicy między angielskim futbolem, a hiszpańskim?
Rozumiem obie strony. Wydaje mi się, że Xabi nie odrzuca agresywnego odbioru, ale traktuje to jako ostateczność. Tak to widzimy w Hiszpanii: obrońcy w La Liga nie dają się nabierać tak szybko, traktując wślizg jako koło ratunkowe. W Anglii ofensywny zawodnik biegnie i bach! Szybko zostaje powalony wślizgiem. Dalej, w Hiszpanii obrońcy dłużej stoją na swoich nogach. Nawiązując do wypowiedzi Jacka. Myślę, że chodzi mu o to, jak angielscy kibice postrzegają odbiór. Oni kochają wślizgi i spektakularne odbiory. Masz fanów zaraz za swoimi plecami, którzy zawsze po udanej interwencji nagrodzą się brawami. Ale są gracze, którzy grali w obu ligach i radzą sobie lepiej niż inni: [Javier] Mascherano często posługuje się wślizgami i przeważnie są one skuteczne. Nie traktuje ich jako ostatniej deski ratunku, ale bardziej jako pomoc w odbiorze. Dla niego to recurso [środek, którego trzeba użyć - przyp. red.] i cualidad [cecha, coś do czego trzeba dążyć - przyp. red.]. Masche jest niesamowity i bardzo mądry: wie, kiedy wykonać wślizg, a kiedy pozostać na swoich nogach. On naprawdę rozumie jak grać w obronie.

Na jaki poziom mogą wejść Ramsey i Wilshere?
Tak wysoko jak tylko będą chcieli. Mają jakość z piłką przy nodze i możliwości psychologiczne. Wytrzymałość Ramsey'a jest niewiarygodna. Razem z Falminim są najsilniejszym środkiem pola jaki mogę sobie wyobrazić. Wilshere nie jest typowym angielskim piłkarzem. Nie jest Gerrardem, czy Lampardem, jest bardziej jak hiszpańscy piłkarze - lubi krótkie podania. Ramsey jest jednym z tych, na których patrzysz i myślisz sobie: „on nie pasuje to żadnego opisu, ale robi wszystko i to wszystko dobrze". Ma dobre podanie, świetnie się porusza, teraz jest jeszcze skuteczny i dostarcza wiele asyst. Jest bestią, jeżeli chodzi o grę zespołową. Teraz jeszcze dochodzą pewność siebie i odpowiedzialność...

Przypomina trochę Ciebie?
Czasami myślę o przeszłości i zastanawiam się nad byciem kapitanem, odpowiedzialnością, i myślę - jak taki Ramsey patrzył na mnie? Kiedy oglądam teraz tego chłopaka, wygląda na wyzwolonego i może to ja go blokowałem. Czasami potrzebujesz odejścia jakiegoś zawodnika, żeby zrobić krok naprzód i powiedzieć: „jestem tutaj". Chodzi mi o to - wracając do przykładu z kontuzjami, ponieważ on tak samo przeżywał wielki dramat - mógłbym to samo powiedzieć dla Jacka. Chodzi tu o ideę kroku naprzód. Przełamanie blokady psychologicznej jest bardzo ważne. Obaj mają niezwykłą przyszłość.

Patrząc na kłopoty Manchesteru United, to niepowtarzalna okazja dla Arsenalu, żeby wygrać ligę?
Haha! Mówiąc o United, zawsze powtarzany jest temat kryzysu... kryzys przychodzi. Kryzys odchodzi... to nie ma końca. I zawsze kończą tam gdzie chcą. Nie można im ufać. Dziesięć lat temu przyjechałem do Anglii i przez cały ten czas ludzie powtarzali: „w tym roku na pewno Manchester przegra". Ale to nigdy się nie stało. Tę walkę porzuciłem dawno temu. Za każdym razem, kiedy ktoś mi powie: „Manchester w tym roku nie wygra", odpowiadam: „nie, nie, nie. Manchester na pewno zwycięży".

Druga część wywiadu z Fàbregasem już jutro na FCBarca.com

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (64)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze