Rezerwy Barcelony nie zdołały pokonać na własnym boisku ekipy Las Palmas. Podopieczni Eusebio co prawda wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Sanabrii, lecz w drugiej połowie popełnili kilka błędów, które zaowocowały bramkami dla gości i porażką 1:2. Gospodarze zaprezentowali fatalną skuteczność, jednak gra długimi fragmentami wyglądała całkiem dobrze.
Wydawać by się mogło, że w klubie tylko Gerardo Martino ma prawo narzekać na przywoływany w mediach wielokrotnie wirus FIFA. Nic bardziej mylnego. Przed pojedynkiem z Las Palmas Eusebio musiał bowiem przyjąć do wiadomości powołanie do pierwszej drużyny Dongou i Adamy. Obaj zawodnicy znaleźli się w kadrze na mecz z Granadą, a ten drugi zdołał nawet zadebiutować. Na szczęście kadra Barcelony B prezentuje się dość okazale i można liczyć na tak utalentowanego napastnika jak Antonio Sanabria. W pozostałych formacjach obyło się bez niespodzianek.
Dobra gra i szczęśliwa bramka
Gospodarze bardzo dobrze weszli w mecz, pokazując, że przełamanie w ostatniej kolejce spotkań nie było przypadkiem. Pierwszy groźny strzał w 15. minucie oddał Edu Bedia, ale piłka poszybowała ponad poprzeczką. Pięć minut później futbolówka zatrzepotała jednak w siatce. Autorem trafienia był dopiero wchodzący do Barcelony B Antonio Sanabria, ale spory udział mieli również obrońcy i bramkarz, którzy wydawali się robić wszystko, by Paragwajczyk wpisał się na listę strzelców.
Doskonałą okazję na podwyższenie prowadzenia miał w 32. minucie Espinosa, jednak efektowną, indywidualną akcję zakończył strzałem wprost w bramkarza. Na pięć minut przed końcem pierwszej odsłony podopieczni Eusebio przeprowadzili akcję, która powinna zakończyć się zmianą wyniku. Niestety ani Espinosa, ani Dani Nieto nie potrafili precyzyjnie uderzyć i spóźnieni obrońcy Las Palmas mogli odetchnąć z ulgą. Rywale starali się odpowiadać nielicznymi atakami, ale to Denis Suárez był w ostatnich minutach najbliższy wpisania się na listę strzelców. Hiszpan nawet skierował piłkę do bramki, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej i jego trafienie anulował. Chwilę później oba zespoły udały się do szatni.
Błędy, zmarnowane okazje i kolejna porażka
Po przerwie gra wyglądała podobnie i już w 49. minucie Suárez był bardzo blisko zmiany rezultatu. Niestety chybił, a zaledwie pięć minut później dość nieoczekiwanie goście wyrównali za sprawą Nauzeta. Był to jednak dopiero początek katastrofy, ponieważ już w 61. minucie Las Palmas wyszło na prowadzenie. W niegroźnej sytuacji Ilie podał piłkę wprost pod nogi Vicente Gómeza, a ten bez problemu pokonał zaskoczonego Masipa i było 1:2. W 70. minucie odwrócić losy spotkania mógł Sandro, ale w dobrej sytuacji uderzył fatalnie. Tymczasem rywale coraz częściej przysiadywali na murawie, kradnąc w ten sposób cenny czas.
W ostatnich minutach spotkania na boisku zaczął panować chaos. Mimo to udało się stworzyć kolejne okazje, ale Sandro i Edu Bedia mieli problem z trafieniem w światło bramki. W 90. minucie Aythami musiał ratować się faulem na rozpędzonym Sanabrii, za co sędzia słusznie wyrzucił go z boiska. Od tego momentu zaczęło robić się naprawdę nerwowo, co zaowocowało kolejną czerwoną kartką dla gości - obejrzał ją Apoño. Niestety wynik nie uległ już zmianie i podopieczni Eusebio po raz kolejny schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami.
Pomimo porażki należy pochwalić młodych zawodników Barcelony B za waleczność i momentami bardzo przyjemną dla oka grę. Niestety po raz kolejny zabrakło skuteczności i doświadczenia. Z dobrej strony pokazał się młody Sanabria, którego przyszłość w Barcelonie stoi pod znakiem zapytania.
Za tydzień podopiecznych Eusebio czeka trudny wyjazd do Kordoby.
Bramki:
1:0, Sanabria (20')
1:1, Nauzet (54')
1:2, Vicente Gómez (61')
FC Barcelona B: Masip, Planas, Bagnack, Ilie, Patric, Samper, Espinosa, Edu Bedia, Suárez, Nieto oraz Sanabria, a także Sandro, Pol Calvet.
Komentarze (25)