Przedstawiamy drugą część wywiadu Gerarda Piqué dla Sportu. Tym razem obrońca opowiada o swoim życiu prywatnym.
Trudno jest pogodzić się z wizją emerytury?
Ze wszystkim tak jest. Prędzej czy później, i wszyscy o tym wiedzą, w futbolu nadchodzi moment, w którym musisz coś zmienić, ponieważ grasz zbyt mało albo nie jesteś już do tego zdolny. Musimy być na ten moment przygotowani. Ja także, kiedyś ten dzień nadejdzie. Wszyscy profesjonalni piłkarze muszą przez to przejść. Jadnak Puyi nie znajduje się jeszcze w tym punkcie życia, przed nim sporo do zrobienia. Mimo wszystko nie sądzę, że przejście na emeryturę jest czymś dramatycznym. Każdy piłkarz wie, że kiedyś nadejdzie dzień końca jego kariery.
W tej kwestii piłkarz musi być przede wszystkim szczery sam ze sobą, prawda?
Puyi jest szczery przez całe swoje życie. Spójrz na jego karierę, jest wręcz nieskażona, perfekcyjna.
A zawodnicy z niższych kategorii już wywierają presję.
To piłkarze o wysokich umiejętnościach. W końcu La Masía to jedna z religii naszego klubu. Trzeba o nią dbać, ponieważ dała nam ogromnie dużo. Spójrz na pierwszy skład, niemal wszyscy wychowali się właśnie tam. Młodzi przychodzą z ogromnym głodem gry i ze świetnymi umiejętnościami. Dla nas jest to bardzo dobre: zwiększa konkurencję w drużynie, podnosi nasz poziom sportowy i sprawia, że cały czas musimy utrzymywać sto procent formy.
Wydaje się, że Tatę, w przeciwieństwie do Pepa, więcej kosztuje wyciągnięcie tego co najlepsze z Pedro czy Busquetsa. Jego nazwisko nie wywiera takiego wrażenia [jak miało to miejsce w przypadku Guardioli - przyp. Eoren] i musi raczej bazować na hierarchii. To normalne, że młodzi piłkarze, jak na przykład Tello, stają się niecierpliwi?
Każdy trener ma swój sposób myślenia. W to nie będę wnikać. Jednak za kadencji Taty Montoya gra naprawdę sporo, Sergi Roberto nie jest kluczowym ogniwem, ale ostatnio też dostał swoją szansę. Trzeba dać mu czas. Przybywasz do nowego domu, gdzie panuje ogromna presja, wygrywasz i nagle okazuje się, że mimo wszystko to nie wystarcza. Tata musi to wszystko zrozumieć, dowiedzieć się, jak to środowisko funkcjonuje. Na to trzeba dać mu czas.
Nie gromicie zbytnio swoich rywali?
Przecież wy to wiecie lepiej. Nie śledzę prasy zbyt wnikliwie, ale pozostaje pewne uczucie niesprawiedliwości. Rezultaty są takie, jakie są. Gra też nie jest zła. Może to nie jest szczyt naszych możliwości, ale to nadal ten sam styl.
Ale nigdy już nie będziecie grać tak jak kiedyś, prawda?
Tego nie wiemy. Może któregoś dnia to powróci, ale to bardzo trudne. Nie możemy zawieszać sobie poprzeczki tak wysoko, bo wtedy mamy tylko znikomy margines błędu. Z kolei wyżej niż wisi poprzeczka gry z tamtych lat dojść już się nie da, ponieważ mówimy o doskonałości.
Co daje ci więcej szczęścia - firma czy gra w piłkę?
Futbol był w moim życiu od zawsze. Gram w piłkę, ponieważ wyssałem to z mlekiem matki. Mogę ci podać skład każdej drużyny, śledzę futbol codziennie i naprawdę kocham ten sport. Golden Manager to po prostu kontynuacja mojej miłości do futbolu.
Skąd wziął się pomysł?
Było ku temu wiele powodów. Zawsze uwielbiałem PC Futbol. Korzystam też z portali społecznościowych, to akurat rzecz, która pojawiła się względnie niedawno. Dzięki temu istnieje możliwość gry w tę grę przez internet wraz z przyjaciółmi.
Czy to także jeden z twoich planów na przyszłość, tę po emeryturze?
Każdy piłkarz dobrze wie, że przejdzie na emeryturę, będąc młodym człowiekiem. Z nami jest inaczej niż z dziennikarzami, adwokatami czy recepcjonistami, którzy będą pracować do sześćdziesiątki.
O ile będzie nam to dane...
Jasne, ale możecie. To, czy tak się stanie, to inna sprawa. Za to w futbolu jest to jasne: dociera się do granicy swojej kariery i trzeba zacząć szukać innych możliwości.
Ilu masz pracowników?
Szczerze mówiąc, nawet nie wiem. Dwudziestu kilku? Może dwudziestu pięciu?
Czujesz się dumy z tego, że dajesz pracę takiej liczbie ludzi?
Tak, jasne. W końcu widzę ich niemal każdego dnia... Atmosfera jest taka jak w szatni. To jest to samo. Cieszy mnie, że codziennie mogę się z nimi przywitać, zapytać co u nich. W ten sposób wytwarza się dobra atmosfera. Oni spędzają wiele godzin, pracując, i ta atmosfera jest bardzo ważna. Szczerze mówiąc, to śmieszne: wychodzę z jednej szatni i trafiam do drugiej.
Wygląda na to, że naprawdę jesteś szczęśliwy.
Wierzę w to, że rodzimy się i żyjemy po to, aby być szczęśliwymi. To najlepsze, co możemy osiągnąć w życiu. Musisz tworzyć swoje środowisko tak, żeby czuć się w nim szczęśliwym. Mam ogromne szczęście, że od tak wielu lat czuję, iż mam wszystko, co jest potrzebne, by być szczęśliwym.
Jakim jesteś przedsiębiorcą? Dobrze traktujesz swoich podwładnych?
To dość skomplikowane. Z jednej strony jesteś przedsiębiorcą, z drugiej są to twoi pracownicy. W Stanach Zjednoczonych na przykład prawo jest inne. Tam można kogoś zwolnić, panuje większa konkurencja. Są ludzie, którzy dopiero wchodzą na ten rynek, starają się na niego dostać i bardzo naciskają. Przedsiębiorcy oczywiście łatwiej zatrudnić jest kogoś z wieloletnim doświadczeniem. To bardzo delikatny temat, a ta historia nigdy się nie kończy.
Jaki jest twój stosunek do tego?
Staram się dbać o moich pracowników. Pracownik, o którego się dba, jest bardziej wydajny. Jednocześnie trzeba umieć nimi zarządzać, umieć wszystko odpowiednio zbalansować, bo pracownicy nie mogą uważać, że ich posada jest pewna niezależnie od jakości pracy.
Sądzisz, że twój wizerunek medialny pokrywa się z rzeczywistością?
Jest jaki jest. Czasem mam wrażenie, że wolałbym inny, ale szczerze mówiąc, nie martwię się tym zbytnio, serio. To trudne, gdy jest się osobą bardzo znaną - wielu ludzi chciałoby mieć z tobą kontakt, dostęp to informacji o tobie, a to jest niemożliwe. Twój obraz w umysłach ludzi pochodzi z telewizji albo z boiska. Bardzo trudno sprawić, by ta wizja była dokładnie taka, jak tego chcesz. Chciałbym, żeby ludzie uważali mnie za pozytywnego człowieka, żeby podobało im się to, kim jestem, ale to nie jest możliwe. Są ludzie, którym podoba się to, jaki jestem i tacy, którym się to nie podoba. Chcę, żeby ludzie, którzy mnie znają i których traktuję jako bliskich, uważali mnie za wartościową osobę. Jeśli chodzi o tych, którzy mnie nie znają, ale wyrażają o mnie swoją opinię, to chciałbym, aby docierał do nich pozytywny obraz mojej osoby. Jednak jeśli tak nie jest, nie jestem w stanie tego zmienić.
Co cię najbardziej irytuje w twoim wizerunku? To, że kreuje się ciebie na frywolnego człowieka?
Jest tak, jak już mówiłem. Jeżeli jesteś na boisku, w sali konferencyjnej albo udzielasz wywiadu, to twój kontakt z drugim człowiekiem jest minimalny... Znam wielu sławnych ludzi albo kolegów z szatni, których wizerunek medialny kompletnie nie odpowiada temu, jakimi osobami są w rzeczywistości.
A Shakira jako partnerka w tym nie pomaga...
Musisz chronić samego siebie. Jeśli nie otoczysz się kręgiem zaufanych ludzi, możesz poczuć się zagubiony w świecie, w którym tyle osób chce się do ciebie zbliżyć. W końcu, tak ja jak teraz, docierasz do punktu, w jakim nie jesteś już pewny czy ludzie chcący się do ciebie zbliżyć robią to ze względu na to, kim jesteś, czy jaki jesteś.
Jak wielu piłkarzy boryka się z problemami ze względu na swoje najbliższe otoczenie?
To bardzo trudne. Dlatego ja, choć może się to wydać drastyczne, trzymam się tego, co znam od zawsze. Mój wizerunek medialny pewnie na to nie wskazuje, ale w ostatnich latach bardzo się zamknąłem, otaczając się jedynie ludźmi, których znam od ośmiu, dziewięciu lat. Wiem, że zawsze mogę im zaufać. Oni znali mnie jeszcze wtedy, gdy byłem nikim, ufam im bezgranicznie i bardzo lubię z nimi przebywać.
Komentarze (6)