W środowy wieczór Leo Messi strzelił 368. bramkę dla Barcelony. Argentyńczyk w swoim stylu delikatnie przerzucił piłkę nad Joe Hartem, zbliżając się na zaledwie jedno trafienie do legendy klubu - Paulino Alcântary, którego grób znajduje się zaledwie kilkaset metrów od świątyni katalońskiego giganta.
Tylną fasadę północnej trybuny Camp Nou, w kierunku której Leo Messi strzelał, wyprowadzając Barcelonę na prowadzenie, z łatwością dostrzeżemy z cmentarza Les Corts, gdzie w małej kwadratowej krypcie spoczywa ten, którego Argentyńczyk ściga. Stadion nie tylko widać, ale również słychać.
Większość krypt na cmentarzu Les Corts jest ozdobionych marmurem i udekorowanych licznymi fotografiami oraz kwiatami, ale ta o numerze 4292 jest inna - skromna, niewyróżniająca się i pozostawiona bez opieki. Po jednej stronie wyryto w kamieniu tylko: Paulino Alcântara Riestra, 12.02.1964.
Przez lata rekord Paulino Alcântary jako najlepszego strzelca w historii Barcelony był niezauważany, ponieważ hiszpańska liga nie została oficjalnie powołana aż do 1929 roku, dwa lata po przejściu na emeryturę Alcântary. Większość bramek zdobywał w regionalnych katalońskich rozgrywkach i często były pomijane w oficjalnych statystykach. Do tego dochodziły liczne gole w towarzyskich pojedynkach, których nikt nie potrafił się doliczyć.
Leo Messi oficjalnie został najskuteczniejszym strzelcem w historii Barcelony, kiedy wyprzedził inną legendę - Césara. Teraz dzieli go zaledwie jedno trafienie do niezwykłego osiągnięcia Alcântary. Dokonania filipińskiego piłkarza w końcu możemy lepiej poznać dzięki pracy historyków, na czele z Angelem Iturriagą, biografem napastnika.
Paulino bez wątpienia był pierwszą wielką gwiazdą Barcelony, wygrywając dziesięć mistrzostw Katalonii i pięć krajowych pucharów. Niebywałe umiejętności i wysoka forma dały napastnikowi powołanie do reprezentacji Hiszpanii na Igrzyska Olimpijskie w Antwerpii w 1920 roku, z których ostatecznie zrezygnował, ponieważ kolidowały one z egzaminami na medycynę. Kilka lat później przyjął jednak ofertę zostania szkoleniowcem reprezentacji. W dniu, w którym zakończył jedyną w swoim rodzaju karierę, samolot przeleciał tuż nad stadionem Camp Nou, zrzucając na murawę piłkę.
Porzucił karierę piłkarską, żeby leczyć w biednej średniowiecznej dzielnicy Barcelony, Barri Xino. Kiedy wybuchła hiszpańska wojna domowa, Alcântara uciekł do Francji, a następnie pracował w szpitalu wojskowym w Saragossie, gdzie zaczął służyć faszystom. Walczył w korpusie ekspedycyjnym kierowanym bezpośrednio przez Benito Mussoliniego, gdzie doszedł do rangi porucznika. W 1939 roku ramię w ramię z generałem Franco wkroczył do Barcelony...
Ojciec Alcântary był hiszpańskim wojskowym, natomiast matka urodziła się na Filipinach. Rodzina została zmuszona do opuszczenia Azji w 1899 roku po wybuchu wojny filipińsko-amerykańskiej i po ostatecznym upadku hiszpańskiej dykatury na wyspie.
Pseudonim Roperredes nadano mu po kapitalnej bramce, którą strzelił w starciu Hiszpanii z Francją w Bordeaux w 1922 roku. Alcântara uderzył piłkę tak mocno, że ta dosłownie rozerwała siatkę. To właśnie w tamtym spotkaniu Paulino wystąpił ze zwisającym ręcznikiem, jak to ma w zwyczaju amerykański quarterback. Do Barcelony przyszedł w wieku piętnastu lat. Od razu zaliczył hat-tricka.
W Barcelonie grał w latach 1912-1927 z przerwą na występy w Bohemian Sporting Club (1916-1918). Podczas drugiej przygody w Katalonii grał u boku Pepe Samitiera i Ricardo Zamory, a szkoleniowiec Jack Greenwell wystawiał filipińskiego napastnika na obronie, co wywołało wściekłość wśród kibiców. Alcântara szybko wrócił na swoją naturalną pozycję.
Zmiana pozycji przyniosła prawdziwy wysyp bramek, co doprowadziło do wygranych w Pucharze w 1920, 1922 i 1926 roku. To była pierwsza wielka Barcelona: zwycięstwa w dziewięciu mistrzostwach Katalonii, pięć Pucharów i pierwsze mistrzostwo Hiszpanii w 1929 roku - niestety już bez wielkiego Paulino Alcântary.
Samitier i Zamora to legendy hiszpańskiej piłki, ale zaledwie po jednym towarzyskim spotkaniu kapitan Dundee United nazwał Alcântarę „najlepszym piłkarzem, jakiego widział. Gdyby grał w Anglii, byłby milionerem".
Odejście na dwa lata z Barcelony tłumaczone było presją ze strony rodziców. W 1916 roku został zmuszony do powrotu na Filipiny, ale tuż przed wyjazdem obiecał, że pomoże swojej drużynie wygrać krajowy puchar. 30 kwietnia po raz pierwszy pożegnał się z Barceloną, ale obietnicy o kolejnym trofeum nie dotrzymał.
Na jego drodze stanął Real Madryt. Barcelona wygrała pierwsze spotkanie 2:1, ale Real zrewanżował się zwycięstwem 4:1. Co ciekawe o końcowym triumfie nie decydowała liczba bramek w dwumeczu, tylko liczba wygranych spotkań. Potrzebna była dogrywka, rozstrzygający pojedynek... Po 90 minutach było 4:4. Na koniec było 6:6, a sam Paulino Alcântara popisał się hat-trickiem. W barwach Realu Madryt błyszczała inna legenda - Santiago Bernabéu. On również popisał się hat-trickiem.
Kolejna powtórka wielkiego pojedynku zaplanowana została dwa dni później. Po raz kolejny kibice byli świadkami wielkich emocji i dogrywki. Przy wyniku 4:2 dla Realu Madryt piłkarze Barcelony postanowili zaprotestować przeciwko stronniczym decyzjom sędziego i zeszli z murawy. Meczu już nie dokończono, a w finale Królewscy ulegli Athletikowi Bilbao.
„Przełożyłem mój powrót na Filipiny tylko, żeby wygrać to mistrzostwo, które należało do Barcelony, ale sędzia swoimi decyzjami odebrał nam szansę w starciu z Realem" - napisał w swoich wspomnieniach Paulino Alcântara.
„Wspominając tę porażkę, jestem bardzo smutny... Po raz pierwszy w życiu popłakałem się jak dziecko, takie to było dla nas upokorzenie i dramat. Ten turniej legalnie należał do nas" - pisał dalej Alcântara.
Alcântara wszedł na statek jako przegrany, a jego podróż na Filipiny zamieniła się w prawdziwą odyseję. Okręt uderzył w skały, a kapitan rozkazał schowanie się w ładowni. Kiedy przybyli do Azji, Paulino spał w trumnie.
Perturbacje podczas podróży nie wpłynęły na psychikę wielkiego napastnika. Alcântara szybko został gwiazdą Bohemian Sporting Club, zdobywając mistrzostwo kraju, a reprezentacji Filipin pomógł odnieść rekordową wygraną 15:2 nad Japonią.
W 1918 roku otrzymał telegram, w którym namawiano go do powrotu do Barcelony, która znalazła się w kryzysie. Odmówił jedzenia, dopóki rodzice go nie puścili.
Komentarze (39)