Atlético w ostatnich tygodniach jest jak rozpędzony walec, który masakruje na swojej drodze wszystkich rywali. Los Colchoneros w piątkowy wieczór odnieśli ósmą wygraną z rzędu i są o zaledwie trzy kroki od upragnionego tytułu. Zwycięstwa z Valencią, Levante i Málagą zapewnią szalonej bandzie Cholo Simeone pierwsze miejsce w tabeli. Na Camp Nou przyjechaliby jako nowy mistrz Hiszpanii. Szpaler w stolicy Katalonii? Rojiblancos udowodnili, że „niemożliwe" w ich słowniku nie istnieje.
Mistrzowskie karty w swojej talii trzyma Valencia. Nietoperze mają tylko matematyczne szanse na europejskie puchary, ale w końcówce sezonu zagrają zarówno z Atlético, jak i z Realem Madryt. Los Colchoneros podejmą już w najbliższej kolejce, a tydzień później pojadą do Madrytu na spotkanie z Królewskimi. Jeżeli Barcelona nadal marzy o mistrzowskim tytule, powinna trzymać kciuki właśnie za zespół Pizziego. Pozostaje jedno pytanie - czy Valencię stać na dwa wielkie mecze, kiedy w zasadzie już o nic nie walczy.
O czwarte miejsce, gwarantujące możliwość gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów, powalczą Athletic Bilbao i Sevilla. Obie drużyny dzielą już tylko trzy punkty, a zespół Unaia Emery'ego wygrał dziewięć z ostatnich dziesięciu ligowych spotkań. Już w najbliższy weekend czeka nas prawdziwa bitwa o „małe mistrzostwo", ponieważ Baskowie podejmą na San Mamés Sevillę. Czeka nas pasjonujące widowisko.
Na dole tabeli coraz trudniejszy jest los Getafe, które zremisowało w ostatniej kolejce z Levante, i Almeríi, która przegrała z Celtą Vigo prowadzoną przez Luisa Enrique. Real Betis kolejną klęską przypieczętował swoją sytuację i powoli może zacząć myśleć o Segunda División.
Blisko, coraz bliżej...
...są piłkarze Diego Simeone od upragnionego celu - mistrzostwa Hiszpanii. W 34. kolejce Atlético Madryt pokonało na własnym terenie Elche 2:0, jednak przeprawa z beniaminkiem okazała się dla ekipy znad Manzaranes o wiele trudniejsza niż mogłoby się wydawać.
Piłkarze Atlético mocno rozpoczęli mecz, jednak szybko okazało się, że goście tanio skóry nie sprzedadzą. Strzały Cristiana Sapunaru i Javiego Márqueza zmusiły Thibaut Courtois do interwencji i tylko one sprawiły, że piłkarze Simone nie musieli rozpocząć meczu od straty bramki. Elche postawiło twarde warunki także w obronie i na przerwę obie drużyny musiały zejść przy bezbramkowym remisie.
Druga połowa była pokazem wytrawnych umiejętności... sabotażysty ze strony Cristiana Sapunaru. Tuż po zmianie stron piłkarz Franjiverdes faulował w polu karnym Raúla Garcíę, zaś arbiter nie zawahał się przed podyktowaniem rzutu karnego. Do wykonania jedenastki podszedł David Villa, jednak Manu Herrera uratował swoją drużynę, broniąc strzał Hiszpana. W ten sposób Sapunaru się upiekło, jednak tylko do czasu. Gdy wydawało się już, że spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem, punkty Atlético uratował duet Sosa - Miranda. José Sosa z rzutu wolnego dograł w pole karne, gdzie świetnie znalazł się stoper Atléti, który skierował piłkę do bramki i pokonał Herrerę. W doliczonym czasie gry zwycięstwo gospodarzy przypieczętował... Sapunaru, który znów sprokurował rzut karny. Tym razem nienagannie wykorzystał go Diego Costa, który ustalił wynik na 2:0 i ostatecznie zapewnił Atléti dwa punkty. Cristian Sapunaru po kolejnym faulu w polu karnym obejrzał drugi żółty kartonik.
Wymęczone zwycięstwo Atléti było już ósmą z rzędu wygraną piłkarzy Simeone w rozgrywkach ligowych. Choć kibice drużyny znad Manzaranes mogliby narzekać na występ swoich idoli w meczu z beniaminkiem, to trudno zaprzeczyć, że właśnie zwycięstwa w takich spotkaniach, z potencjalnie prostymi rywalami, których łatwo zignorować, okazują się kluczowe w kontekście walki o mistrzostwo. W chwili, gdy do końca sezonu zostały cztery kolejki, Atléti uczyniło niezwykle ważny krok w drodze do ostatecznego celu.
Jest Vela, jest wygrana
Krótko trwająca era Phillipe'a Montaniera w Realu Sociedad przyzwyczaiła kibiców ekipy z Donostii nie tylko do sukcesów, ale przede wszystkim do widowiskowej gry. Jego następca, Jagoba Arrasate, musi sobie teraz radzić ze spuścizną swojego poprzednika i oczekiwaniami kibiców. Baskijski trener powinien się cieszyć, że ma w swojej drużynie Carlosa Velę, który rzutem na taśmę potrafi wygrać mecz.
W 34. kolejce Txuri-Urdin podejmowali na Anoeta piłkarzy Espanyolu. W 23. minucie wynik ostatniego sobotniego spotkania otworzył Jhon Córdoba, który po dograniu Diego Colotto pokonał Claudio Bravo. Piłkarzom Jagoby Arrasate udało się odpowiedzieć dość szybko, jeszcze przed upłynięciem połowy godziny gry. Rúben Pardo po rzucie rożnym posłał piłkę w kierunku Sergio Canalesa, który z trudnego kąta uderzył ją w kierunku bramki. Futbolówka zdołała się jeszcze odbić od jednego z rywali, jednak ostatecznie, szczęśliwie dla Canalesa i Realu Sociedad, trafiła do siatki bramki strzeżonej przez Kiko Casillę. W drugiej połowie gry gospodarze wyraźnie przeważali, jednak ich nieskuteczność wy wykończeniu obiecujących akcji sprawiała, że mecz zmierzał do nieuchronnego remisu. Dopiero w doliczonym czasie gry asysta Markela Bargary i celny strzał Carlosa Veli zapewniły Realowi Sociedad trzy punkty.
Piłkarze Jagoby Arrasate nadal znajdują się na szóstej pozycji, zachowując stały dystans do Sevilli oraz bardzo realne szanse na grę w europejskich pucharach.
Rollercoaster w Almeríi
Jednen z ciekawszych meczów 34. kolejki zapewniło nam spotkanie Almeríi z Celtą. Na Estadio de los Juegos Mediterráneos zobaczyliśmy aż sześć bramek.
Wynik spotkania otworzyli podopieczni Luisa Enrique - Rafinha przeprowadził świetną akcję w polu karnym rywala; w jej efekcie piłka trafiła do Nolito, który nie miał litości dla Almeríi i strzałem prawą nogą pokonał Estebana. Gospodarze nie mieli jednak zamiaru ustąpić - w 40. minucie Rodri wykorzystał podanie, które trafiło do niego po rzucie wolnym, i już leżąc na murawie, zdołał jeszcze wbić piłkę do bramki. W drugiej odsłonie gry piłkarze Luisa Enrique udowodnili, że są ekipą o klasę lepszą od Almeríi. Zaraz po zmianie stron Celta objęła prowadzenie dzięki bramce Charlesa, któremu asystował fenomenalny tego dnia Nolito. W 71. minucie strzelec pierwszego gola i asystent przy drugim trafieniu znów znalazł drogę do bramki Estebana. Przy trzecim golu dla Celty asystę zaliczył Orellana, który widocznie pozazdrościł Nolito oraz Charlesowi, ponieważ chwilę później, po dograniu Rafinhi, sam wpisał się na listę strzelców. Wynik na 2:4 ustalił pod koniec spotkania Óscar Díaz.
Piękna bramka Díaza pozostaje jedyną osłodą dla kibiców Almeríi, która po kolejnej przegranej jest coraz bliżej spadku do Segunda División.
Dwa punkty od utrzymania
Jeszcze niedawno wydawało się, że spadek Rayo do niższej klasy rozgrywkowej jest przesądzony. Teraz podopieczni Paco Jémeza znajdują się na 12. miejscu w tabeli, zaś do utrzymania się w Primera División potrzebne są im już jedynie dwa punkty. Franjirrojos wygrywając z Realem Betis, umocnili się w środku tabeli.
W meczu na Estadio de Vallecas gospodarze byli stroną bezsprzecznie lepszą. Pierwszy na listę strzelców w 14. minucie wpisał się Rochina, jeden z najlepszych piłkarzy na boisku podczas niedzielnego meczu. Nie upłynął jeszcze kolejny kwadrans gry, a Piraci prowadzili już 2:0 po tym, jak piłkę do własnej bramki skierował Paulao. Na dziesięć minut przed przerwą Leo Baptistão miał szansę zadać cios swojej byłej drużynie, jednak piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce. Zaraz po zmianie stron kolejnym bohaterem spotkania, obok Rochiny, został Larrivey, który podwyższył prowadzenie Rayo na 3:0. Kilka minut później napastnik Piratów mógł skompletować dublet, jednak, tak samo jak wcześniej jego były kolega z drużyny, jedynie obił poprzeczkę. Niepodważalna przewaga Rayo widoczna była na przestrzeni całego meczu; przy strzale Iago Falqué z 61. minuty najlepszym defensorem Betisu znów okazała się poprzeczka. Na dziesięć minut przed końcem gry Javi Chica zdobył honorową bramkę dla gości.
W najbliższej kolejce, w meczu z Granadą, Rayo będzie miało szanse na udowodnienie, że hasło, które powtarzają kibice z Vallecas: „Rayo es un equipo de Primera" - „Rayo jest drużyną z pierwszej ligi", jest w pełni prawdziwe. W tym sezonie wywalczenie utrzymania nie było dla podopiecznych Paco Jémeza łatwe, jednak może właśnie po tym poznaje się drużynę z Primera, że nie poddaje się nawet w sytuacji, która wydaje się beznadziejna?
Sevilla gromi
Nie będzie żadną nowością, jeśli stwierdzę, że podopieczni Unaia Emery'ego mkną ostatnio przez Primera División niczym burza. Tym razem ofiarą andaluzyjskiej burzy padła Granada, która uległa piłkarzom z Sewilli aż 0:4.
Przed upływem kwadransa piłkarze Unaia Emery'ego już prowadzili. Diego Mainz tak rozpaczliwie próbował przerwać akcję Kevina Gameiro, że w efekcie wpakował piłkę do własnej bramki. Choć na kolejne trafienie czekać musieliśmy do drugiej połowy gry, zawodnicy Sevilli w końcu udowodnili nam, że było warto. W 51. minucie Gameiro wreszcie doczekał się gola, którego wcześniej zabrał mu Mainz. Tym razem napastnik Sevilli po prostu wjechał z piłką do pustej bramki. Zaledwie siedem minut później Gamerio znów błysnął, dogrywając piłkę do M'bii, który podwyższył wynik na 3:0 dla gospodarzy. W 68. minucie rezultat na 4:0 ustalił Vitolo.
Sevilla nie daje uciec daleko Athleticowi Bilbao, który tym razem potknął się w meczu z Barceloną. W połączeniu ze zwycięstwem piłkarzy Emery'ego sprawia to, że Sevillę od Los Leones dzielą już tylko trzy punkty. Dzięki temu spotkanie pomiędzy ekipą z Bilbao a Sevillą, które czeka nas już w następnej kolejce, zapowiada się na naprawdę fascynujący mecz o Ligę Mistrzów.
Hit przy pustych trybunach
W teorii na meczu będącym hitem kolejki, w którym trzecia drużyna w tabeli podejmuje czwartą, powinniśmy oglądać pełne trybuny. Tymczasem Camp Nou podczas spotkania z Athletikiem ziało pustkami. Trudno się jednak dziwić kibicom Barcelony, których drużyna przez ostatnie dwa tygodnie przekroczyła granice kibicowskiej cierpliwości. Tym razem piłkarze Gerardo Martino nie mieli wyjścia - mecz z drużyną z Bilbao wygrać po prostu musieli, jeśli chcieli zachować cień szansy (bardzo blady cień, trzeba przyznać) na obronę mistrzostwa.
Przeprawa Barcelony z Athletikiem nie okazała się łatwa. W pierwszej połowie Barcelonę wypunktować mógł Aritz Aduriz, który pośród licznych strzałów zaliczył tez przepiękną przewrotkę zakończoną trafieniem w słupek. Później inicjatywę przejęli gospodarze, którzy także nie popisali się skutecznością. Po zmianie stron wynik otworzył wreszcie wyjątkowo aktywny tego wieczora Aduriz. Katalończycy rozstrzygnęli losy spotkania na pół godziny przed końcem meczu, kiedy zdobyli dwie szybkie bramki. Najpierw do wyrównania doprowadził Pedro Rodríguez, później z rzutu wolnego drogę do bramki znalazł Leo Messi. W ostatnich minutach spotkania szansę na wyrównanie rezultatu miał jeszcze Mikel Rico, jednak nie pozwoliła na to ofiarna interwencja Javiera Mascherano.
Najpiękniejszy strzał sezonu?
Aritz Aduriz w roli głównej. Gdyby wpadło, mielibyśmy mocnego faworyta na gola sezonu.
Komentarze (742)