We wczorajszym meczu znów ujrzeliśmy najlepszą wersję Messiego. Argentyńczyk zanotował dwa trafienia, wspaniale dogrywał, odbierał piłkę przeciwnikowi, angażował się w akcję obronne i spowodował, że ludzie głośno mówią: „D10S powrócił”*.
Chociaż było trzeba czekać do 42. minuty spotkania, aby ujrzeć zdobywającego bramkę Argentyńczyka, do tego czasu można było zauważyć, iż crack Barcelony do pierwszego oficjalnego meczu w rozgrywkach przystąpił z w pełni naładowanymi akumulatorami. Jednym z największych zmartwień wszystkich kibiców Barcelony podczas tego lata była niewiedza, w jakiej formie nowy sezon rozpocznie ich największy idol.
Apatyczna końcówka zeszłego sezonu w wykonaniu cracka Barçy, pomimo jego dobrych osiągnięć strzeleckich, była aż nadto zauważalna, co sprawiło, iż pojawiło się wiele wątpliwości dotyczących genialnego Argentyńczyka. Nie brakowało takich, którzy wieszczyli, że kariera czterokrotnego najlepszego piłkarza świata będzie notowała stały regres. Wystarczyło ujrzenie zaledwie kilku akcji i rajdów w wykonaniu Messiego podczas pierwszych minut spotkania z Elche, aby spostrzec, iż wróciła genialna wersja Leo.
Grając na pozycji „fałszywej dziewiątki”, Messi cofał się głęboko po piłkę, tworząc tym samym wolne przestrzenie dla swoich kolegów. Wykonał trzy niesamowite podania, szukał gry na jeden kontakt i biegał za przeciwnikiem, odbierając mu piłkę w momencie, gdy Barça ją traciła.
W spotkaniu z Elche widzieliśmy Messiego, który poświęcał się dla dobra drużyny, co przyniosło mu pierwszą indywidualną nagrodę w 42. minucie meczu. Stojąc tyłem do bramki, przyjął piłkę z taką szybkością, że od razu zgubił kryjącego go rywala. Następnie chwilę popędził z futbolówką przy nodze w stronę bramki, aby z okolicy 14. metra w asyście sześciu graczy drużyny przeciwnej oddać strzał, który Przemysław Tytoń mógł jedynie odprowadzić wzrokiem do siatki. Prawdziwe golazo!
Messi kontynuował swój recital w drugiej połowie spotkania, pomimo faktu, iż kataloński zespół musiał radzić sobie w dziesięciu po tym, jak z boiska został wyrzucony Javier Mascherano. Forma Leo sprawiła, że zespół praktycznie nie odczuł straty swojego stopera. W 62. minucie spotkania mogliśmy cieszyć się z kolejnej bramki cracka Barçy. Messi, w swoim stylu, znajdując się w narożniku pola karnego z piłką przy nodze, zaczął biec wzdłuż bramki w celu znalezienia luki, która pozwoliłaby mu na oddanie strzału. Pomimo iż sześciu zawodników Elche przebywało w tym momencie w polu karnym, Messi oddał uderzenie, które kolejny raz sprawiło, że Przemysław Tytoń mógł jedynie rozpaczliwie rozłożyć ręce. Kolejne golazo i odczucie, że magiczny, genialny Argentyńczyk powrócił w swojej najlepszej wersji.
* Wyraz „Dios” w języku hiszpańskim oznacza „Bóg”. Zamiast literek „i” oraz „o” wstawiono numer, z jakim występuje Leo Messi, co ma oznacza, iż Argentyńczyk jest „Bogiem futbolu”.
Komentarze (176)