Chyba nawet najwięksi optymiści sympatyzujący z FC Barceloną nie mogli przewidzieć, że po zaledwie trzech kolejkach hiszpańskiej La Liga strata Realu Madryt do katalońskiego klubu będzie wynosić aż sześć punktów.
Po zwycięstwie nad Athletikiem kibice Barçy ze spokojem mogli zasiąść przed telewizorami, aby obejrzeć spotkanie, w którym naprzeciw siebie stanęli dwaj najwięksi rywale Barcelony w wyścigu o mistrzowski tytuł.
Derby Madrytu zapowiadały się iście imponująco i nie można powiedzieć, że widowisko, jakie zaserwowali nam piłkarze, rozczarowało. Już w 10. minucie meczu na prowadzenie wyszli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę głową do bramki skierował Portugalczyk, Tiago. Real od razu wziął się za odrabianie strat, raz po raz atakując bramkę rywala.
Szczególnie aktywny był Cristiano Ronaldo, który w 26. minucie wywalczył dla swojego zespołu rzut karny. Portugalczyk został sfaulowany przez lewego obrońcę Atléti, Siqueirę. Sam poszkodowany zdecydował się na wykonanie jedenastki, którą pewnie zamienił na bramkę. Do przerwy to Real był stronę przeważającą, jednak na tablicy po 45 minutach gry widniał wynik 1:1.
Druga połowa rozpoczęła się spokojniej, aniżeli pierwsza odsłona meczu. Real wciąż utrzymywał się dłużej przy piłce, wymieniał więcej podań, oddawał więcej strzałów, lecz praktycznie nie stwarzał żadnego większego zagrożenia pod bramką Moi. Gdy do zakończenia meczu pozostało pół godziny, obaj trenerzy zdecydowali się na przeprowadzenie zmian. Najpierw Arda Turan zmienił kapitana Atlético, Gabiego. Po chwili na placu gry zameldował się Javier Hernández, dla którego był to oficjalny debiut w barwach Realu Madryt, a w drużynie gości za bardzo słabego Jimeneza wszedł Griezmann.
Wydaje się, że to Mono Burgos, zastępujący na ławce trenerskiej Atléti Diego Simeone, przeprowadził lepsze roszady w drużynie, ponieważ jego zespół zaczął grać wyraźnie lepiej. Szczególnie wejście Turana przyśpieszyło i ożywiło grę gości. To właśnie Turek, po pięknej, zespołowej akcji, w 76. minucie wpakował piłkę do bramki strzeżonej przez Ikera Casillasa. Realowi pozostawało więc trochę ponad 15 minut nadziei na odwrócenie losów spotkania, jednak mistrzowie Hiszpanii nie pozwalali swoim rywalom na zbyt wiele. Mądra obrona gości sprawiła, że to oni wywieźli z Santiago Bernabéu komplet punktów.
Tym samym drużyna Diego Simeone dokonała historycznej rzeczy. Po raz pierwszy w historii Atlético udało się wygrać dwa razy z rzędu w ligowym meczu na obiekcie swojego rywala zza miedzy. Jeżeli do tych meczów doliczymy jeszcze niedawne spotkanie zespołów z Madrytu w meczu o Superpuchar Hiszpanii, które zakończyło się wynikiem 1:1, wtedy zauważymy, że w ostatnich trzech meczach na Bernabéu pomiędzy tymi zespołami gospodarze nie potrafili wygrać ani razu. Chłopcy Simeone potwierdzili, że są jednym z głównych kandydatów do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii.
Obecnie sytuacja w tabeli wygląda następująco: Atlético z siedmioma oczkami na koncie plasuje się tuż za plecami Barcelony, która ma komplet punktów. Z kolei drużyna Ancelottiego po pierwszych trzech kolejkach zgromadziła na swoim koncie zaledwie trzy punkty, które dają jej dwunastą pozycję w lidze.
Komentarze (221)