Gerardo Martino, były trener Barcelony pracujący obecnie jako selekcjoner Argentyny, podsumował dla La Nación swój etap w katalońskim klubie, określając go jako „trudny”.
„Nie wiem, czy mnie zraniło, ale było ciężko. To była przyspieszona nauka”. Jak przyznał Martino, najtrudniejsza do zniesienia była presja wywierana przez media i otoczenie. „Nie lubię używać wymówek i w rzeczywistości ich tam nie używałem, ale trudno mi było z tym żyć. Była codzienność, z którą wiązało się przebywanie z piłkarzami, i to mi się podobało. To świetni chłopcy, z którymi mogliśmy rozmawiać o futbolu. Bardzo znani, ale bardzo szczerzy. To wszystko łagodziło, ale to był rok, który dużo mnie kosztował”.
Martino wziął także odpowiedzialność za to, co się stało w sezonie bez żadnego z trzech najważniejszych trofeów. „Nie do pomyślenia jest dla mnie nie czuć się winnym, kiedy przybywa się do klubu, który ciągle wygrywa i wygrywa… A jedyną nową twarzą jest moja. Zatem biorę na siebie odpowiedzialność, mówię to, co trzeba powiedzieć, i sprawa się kończy, ponieważ kiedy bierzesz odpowiedzialność, nie ma dalszych pytań”.
Martino uważa, że doświadczenie w Barcelonie przyda mu się w obliczu pracy na stanowisku selekcjonera Argentyny. „Będą rzeczy, które mnie nie zaskoczą. To nie miało nic wspólnego z futbolem, ale z otoczeniem”.
Komentarze (79)