Jorge Messi: Problemy ze Skarbem Państwa to moja sprawa, nie Leo

Eoren

19 października 2014, 17:06

Sport

38 komentarzy

Jorge Messi, ojciec argentyńskiego napastnika Barcelony, wystąpił w programie „El Partido de las 12” na antenie rozgłośni Cadena Cope. W wywiadzie, którego udzielił, bronił swojego syna oraz opowiadał o prywatnej stronie jego życia i o tym, jak z jego punktu widzenia upłynęło dziesięć lat kariery Leo w lidze hiszpańskiej.

Gdybym usłyszał o moim dziecku choćby połowę tego wszystkiego, co mówi się o pana synu, chyba nie umiałbym sobie z tym poradzić...
Prawda jest taka, że jestem bardzo dumny, słysząc wszystko, co mówi się o Leo. Ale tak naprawdę najważniejsze jest to, by docenić wszystko, co przeszło się wcześniej. Co pozwoliło mu znaleźć się w tym miejscu.

Dużo cierpienia, dużo pracy... prawda?
I dużo poświęcenia. Mnóstwo siły z jego strony... Zawsze widział przed sobą cel, zawsze dążył do tego, by dać z siebie wszystko, zawsze pragnął zdobywać tytuły... Nadchodzą takie momenty, gdy pochlebstw jest po prostu zbyt wiele, innym razem zbyt wiele jest krytyki. Trzeba umieć to wypośrodkować i patrzeć w przyszłość.

Czy kiedykolwiek myślał pan, że Leo osiągnie choćby część tego, co ostatecznie stało się jego udziałem?
Zawsze wierzyłem i marzyłem o tym, że zostanie piłkarzem i odniesie sukces w tym sporcie. Jednak nigdy nie myślałem o czymś takim. Miałem po prostu nadzieję, że osiągnie wiele dzięki szczęściu i poświęceniu. Gdy przychodzą takie sukcesy jak te, które osiągnął Leo, na wszystko patrzy się w inny sposób.

Pamięta pan 16 października 2004 roku?
Pamiętam, pamiętam też, że wcześniej był mecz w Porto. Jak dla mnie debiut Messiego nastąpił rok wcześniej. Zadebiutować w międzynarodowym meczu w wieku 16 lat to coś niebywałego. W lidze zadebiutował w derbach, to też niezwykła rzecz. Ale dla mnie wspomnieniem jego pierwszego meczu zawsze będzie tamto spotkanie z Porto, na które zabrał go Rijkaard.

Jak zmienił się Messi przez tych dziesięć lat?
Ewoluował tak samo jak jego nazwisko. Chwilami ja sam jestem zaskoczony, słuchając jego wypowiedzi. Są takie rozsądne, takie chłodne. Tak naprawdę Leo bardzo się zmienił.

Futbol sprawił, że jest lepszym człowiekiem?
Nie wiem, czy to kwestia futbolu... Dorastał w atmosferze, która pomogła mu stać się tym, kim jest. Piłka nożna sprawiła, że mógł spotkać wielu ludzi, mógł poznać, czym jest przyjaźń i współpraca z grupą, stał się bardziej otwarty... Ale to ostatnia z rzeczy, które uczyniły go lepszym człowiekiem.

A może jest w nim z tego względu więcej podejrzliwości?
Nie, nie sądzę. Leo dotarł już do tego punktu, w którym nie słucha kłamstw ani bezpodstawnej krytyki.

Dziesięć lat później... kogo jest więcej, przyjaciół czy wrogów?
Przyjaciele zawsze są ci sami. Wierzę, że w życiu, nieważne, czy grasz w piłkę, czy zajmujesz się czymkolwiek innym, przyjaciele zawsze są ci sami.

I towarzyszą Leo od dzieciństwa...
Jemu, tak samo jak każdemu z nas. Jestem przekonany i mam nadzieję, że się nie mylę ani nie zapominam o nikim, że Ronaldinho, Deco i Sylvinho to piłkarze, którzy dali mu bardzo wiele. To ludzie, o których nigdy nie zapomni.

Ángel Guillermo Hoyos był jedną z osób, które miały bezpośredni wpływ na ukształtowanie Leo jako piłkarza, prawda?
Tak. Był jednym z trenerów, którzy zawsze w niego wierzyli. Leo zawsze mógł liczyć na jego cenną opinię na temat swojej gry.

Jak chronił pan Leo przed przesadnymi pochlebstwami i krytyką? Czy pana syn przywiązuje do nich wagę?
Jego zaletą jest to, że czyta wszystko i słucha wszystkich opinii. Ale dotarł do tego punktu, w którym nie przywiązuje już tak dużej wagi ani do dobrych, ani do złych słów na swój temat.

Wydaje się, że Leo jest taki w stosunku do wszystkich, prawda?
Jest bardzo odpowiedzialny i tak, jest taki w stosunku do wszystkich.

A jaki jest prywatnie, za zamkniętymi drzwiami?
Ludzie go nie znają. To zwykły chłopak, jak każdy inny. Jest bardzo blisko ze swoją rodziną, jest radosny, lubi się bawić... Nie różni się od innych.

A jego pasją jest syn, pański wnuk...
O tak, teraz tak. Gdy na niego patrzy, lśnią mu oczy.

Thiago kopie już jak ojciec?
[śmiech] Na razie jest jeszcze maleńki, ale to lubi. Zauważyliśmy, że gdy tylko dorwie się do leżącej piłki, zaczyna biec z nią przy nodze.

A jak tam ulubione danie? Nadal milanesa neapolitana pani Celii?
Tak, ale tylko jej, tylko mamy.

I nadal jest uzależniony od PlayStation?
Chyba już nie tak bardzo... Czasem widuję go jak gra, ale rzadko. Jestem za to pewien, że rozgrywają mecze na zgrupowaniach Barcelony...

Udaje mu się czasem wyspać?
Tak, daje radę spać normalnie w nocy. No i zawsze podczas sjesty.

Jestem pewien, że trzeba nim porządnie potrząsnąć, żeby się obudził.
[śmiech] Nie, nie jest już taki jak kiedyś. Teraz jest bardziej odpowiedzialny. Lepiej organizuje swój czas i wie już, kiedy powinien spać, a kiedy nie może. Zresztą nie tylko, daje radę dotrzeć na czas wszędzie, gdzie musi.

Z tych dziesięciu lat, które spędził w lidze hiszpańskiej, zeszły rok był najgorszy. Co się stało z Leo?
Nie wiem... Nałożyło się na siebie wiele kwestii. To były praktycznie dwa nietypowe lata, pełne kontuzji i spraw, które dały o sobie znać. Sądzę, że to właśnie kontuzje najgorzej na niego wpłynęły.

Niektórzy sądzą, że nie zobaczymy już Messiego, do jakiego przywykliśmy...
Nawet dziś widzę czasem zawodników, którzy mają po 34 czy 35 lat i grają tak samo, albo nawet lepiej, niż wtedy, gdy byli młodzi. Nie wierzę w te słowa. Leo jest na pewnym etapie rozwoju i dotykają go zmiany. To wpływa na jego formę, ale na pewno się nie podda i nie przegra.

A problemy za Skarbem Państwa? Też mogły na to wpłynąć?
W tej kwestii muszę być ostrożny. Zawsze będę to powtarzać: ten temat nie ma nic wspólnego z Leo i nie ma co o tym wspominać. Zajmują się tym moi adwokaci. To moja sprawa i nie dotyczy Leo.

A jak tam jego problemy żołądkowe? Może one też mają wpływ na problemy z formą?
Nie, nie... Już wystarczająco nasłuchałem się profesjonalistów, którzy przyglądają się wszystkiemu z zewnątrz, nie wiedząc nic i nie zdając sobie sprawy, co należy powiedzieć, a czego nie. Zapewniam pana, że klubowi lekarze zadbali o jego szczegółowe badania pod okiem specjalistów. Oni bardzo dobrze znają organizm Leo i powtarzali nam to już miliardy razy: to niegroźny proces, który czasem ustępuje sam, czasem nie. Istnieją wielcy sportowcy, którzy przechodzili przez to samo i też nie znali przyczyny. Leo nie jest jedyny. Nie wiem, czemu tak wiele się o tym mówi i tak wiele się w tej kwestii wymyśla.

Na liście osiągnięć Leo brakuje Pucharu Świata. Był sfrustrowany po tym, jak stracił go, mając go na wyciągnięcie ręki?
Z jednej strony tak. Argentyńczycy w większości nie wierzyli w finał, ponieważ zaufanie do reprezentacji nie było całkowite. Ale też nie jest to frustracja. Argentyna dotarła do finału po ponad dwudziestu latach i fakt, że go nie wygrała, nie jest powodem do frustracji.

Czy uważa pan za brak szacunku słowa niektórych o tym, że Leo zamierza porzucić reprezentację?
W niektórych przypadkach tak. Są ludzie, którym brakuje szacunku do innych. Mówi się i mówi, a nikt nie przejmuje się tym, jaka jest prawda... Trzeba po prostu pozwolić, żeby to szło własnym torem.

Messi jest międzynarodowym ambasadorem UNICEF-u i prowadzi swoją własną fundację, mającą na celu pomoc dzieciom, którym brakuje środków, by spełnić swoje marzenia...
Niech pan zobaczy, zawsze powtarzam w tej kwestii to samo. Kiedy nasza fundacja rozpoczęła działalność, uważaliśmy, że nie potrzebujemy żadnej promocji. Dziś sądzę, że był to błąd i należy mówić głośno o wszystkim, co robimy. Zdradzę coś, o czym wcześniej nie wspominałem: od samego początku tego zła, jakie wywołał wirus Ebola, nasza fundacja jest jedną z organizacji pracujących w Afryce na rzecz zakończenia tej epidemii.

Sądzi pan, że fakt istnienia Cristiano dobrze wpływa na na Leo i vice versa?
Sądzę, że tak. Nie zawsze, ale zdarzają się takie chwile, ponieważ to pozwala być choć odrobinę lepszym.

A czy Leo będzie jeszcze lepszy, gdy u jego boku w FC Barcelonie zagra Luis Suárez?
Sądzę, że tym, co pozwala się rozwijać, jest współpraca. W tej drużynie grają wielcy zawodnicy i transfer Luisa sprawia, że ekipa będzie jeszcze silniejsza i będzie musiała jeszcze ściślej współpracować.

Widzi pan oczyma wyobraźni, jak Leo zawiesza buty na kołku w Barcelonie?
W duszy ma tylko Barcelonę, ale życie wytycza nam różne ścieżki... Tego, co będzie, nigdy nie wiemy. Leo kocha Rosario, ten klub (Newells) i to miasto, to jego dom rodzinny... Ale jak mówiłem, życie to wiele nieznanych ścieżek.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (38)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze