Na takie mecze jak ten, który odbędzie się w sobotę na Estadio Santiago Bernabéu, czeka cały piłkarski świat. Najbardziej emocjonujące derby, jakie można sobie tylko wyobrazić znów stają się faktem. Starcia Barcelony z Realem to był, jest i zawsze będzie mecz o coś znacznie więcej niż trzy punkty. To walka o honor i prestiż, o panowanie w Hiszpanii.
Obie drużyny przystępują do sobotnich derbów będąc w znakomitej dyspozycji. W ostatnich pięciu kolejkach ligowych Los Blancos zdobyli 15 punktów mając stosunek bramek… 25:3. Dorobek Blaugrany to 13 punktów i stosunek bramek nie mniej imponujący - 16:0. Wynik i jednych u drugich musi robić wrażenie. Początek sezonu zdecydowanie bardziej udany był dla Katalończyków, którzy przewodzą w tabeli mając 4 punkty przewagi nad odwiecznym rywalem, a to oznacza, że nawet ewentualna porażka podopiecznych Luisa Enrique nie zmieni układu tabeli. Bez względu na wszystko, lider będzie bordowo-granatowy czy to się komuś podoba czy nie.
Real bez Bale’a
W drużynie Carlo Ancelottiego zabraknie piłkarza, który już podczas swojego pierwszego sezonu zapadł w pamięci fanom Barçy. Gareth Bale kilka miesięcy temu zapewnił Realowi wygraną w finale Pucharu Króla, ale tym razem nie będzie mógł wystąpić z powodu kontuzji. To duże osłabienie dla Królewskich bowiem Walijczyk niejednokrotnie udowadniał, że jest wartościowym piłkarzem mogącym rozstrzygać ważne mecze. Pod znakiem zapytania stoi także występ Sergio Ramosa, jednak według ostatnich informacji charyzmatyczny stoper będzie do dyspozycji szkoleniowca podczas sobotniego wieczora. Na Bernabéu nie zagra również Jesé, który nie powrócił jeszcze do pełni zdrowia po zerwaniu więzadeł.
Barcelona najprawdopodobniej będzie mogła wystawić swój najsilniejszy skład z Messim, Neymarem i Suárezem w linii ataku. Śmiercionośne tridente wreszcie stanie się faktem. W zespole ze stolicy Katalonii zabraknie zawodników, którzy na co dzień nie stanowią o sile podstawowej jedenastki, jak Adriano, Douglas czy Vermaelen, zwłaszcza do nieobecności tego ostatniego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Odkąd Belg przybył na Camp Nou… z powodu kontuzji nie wystąpił dotychczas w żadnym spotkaniu. Przykre jest to, że o letnim transferze obrońcy najwięcej mówiło się w momencie jego zakupu i w chwili, gdy… nie potrafił wjechać na klubowy parking.
Kosmiczna forma gwiazd
Bezapelacyjnym liderem Blancos w obecnym sezonie jest Cristiano Ronaldo, który w samej lidze, w 7 dotychczas rozegranych kolejkach pokonywał bramkarzy rywali… 15 razy! Portugalczyk jest w znakomitej dyspozycji, co udowadnia w każdych kolejnych meczach. Nie ma dla niego znaczenia czy na drugiej stronie stoją gracze Levante, Bilbao czy Liverpoolu. CR7 strzela, jak chce i kiedy chce, co może martwić patrząc na dyspozycję Gerarda Piqué, który miał być przecież naturalnym następcą legendarnego Carlesa Puyola. Niestety od paru sezonów forma Piquénbauera faluje równie mocno, co humor kobiety przed okresem. Meczów po których ręce same składają się do oklasków dawno nie widziano, martwi także to, że o samym piłkarzu głośniej jest poza boiskiem aniżeli na nim. Jeśli Geri ma się wreszcie odbudować i znów wskoczyć do czołówki najlepszych stoperów świata, to lepszego miejsca na odbudowanie formy, jak Santiago Bernabéu nie znajdzie w żadnym zakątku na Ziemi.
W Realu formą imponuje Cristiano, w Barcelonie równie mocni są Messi do spółki z Neymarem. Kapitalna gra Argentyńczyka raczej nikogo nie dziwi, już dawno zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, jednak w grze La Pulgi widać większą dojrzałość. Leo włącza się w pressing, cofa się po piłkę, rozgrywa i coraz częściej asystuje. W sobotę będzie mógł przejść do historii bijąc legendarny rekord Zarry. Doskonale rozumie się z Neymarem, który do siatki rywali trafia niemal w każdym spotkaniu. Brazylijczyk mający tę pewność siebie dobrze znaną z występów w reprezentacji jest dla Barçy bezcenny. Drybluje, strzela, asystuje, cieszy się grą – takiego Neymara chcielibyśmy zawsze oglądać.
Powrót szalonego geniusza
Do wyżej wymienionej dwójki w sobotę dołączy wreszcie długo wyczekiwany Luis Suárez, który wraca do gry po dyskwalifikacji za swój haniebny czyn podczas meczu Mistrzostw Świata przeciwko Włochom. Na jego powrót wszyscy czekaliśmy z dużym zniecierpliwieniem mając nadzieję, że w Barcelonie Urus będzie grał tak samo, jak w Liverpoolu. Jeśli tak się właśnie stanie to o Barcelonie znów zacznie się mówić, jak za czasów Guardioli. Wtedy wielu z Dumą Katalonii przegrywało jeszcze w szatni. W tunelu tuż przed wyjściem na murawę modlono się o jak najniższy wymiar kary. Tamta Barça nie miała litości. Nigdy, dla nikogo. I pomyśleć, że teraz atak Blaugrany będzie jeszcze silniejszy… Suárez jest najlepszą ‘9’ świata, piłkarzem dla którego każdego weekendu oglądałem Liverpool będąc pewnym, że ten genialny szaleniec znów zadziwi cały świat. Dla Anfield był tym, kim dla Barçy jest Messi. Był fenomenalny. Jedyny piłkarz, który mógł sprawić, że moja złość po odejściu Alexisa z czasem przeminie. Wróci głodny (jakkolwiek to brzmiJ) gry, grając w zespole o którym marzył, chcąc udowodnić swoją wielkość i odzyskać zaufanie kibiców. Jest piłkarskim geniuszem, ale jakże szalonym. Messi, Neymar, Suárez. Gdybym był profesjonalnym piłkarzem i grał w obronie zespołu, który ma zmierzyć się z Barceloną z tak ustawioną linią ataku to… jeszcze w hotelu dostałbym biegunki.
Lucho zdecyduje
Jak będzie wyglądała podstawowa jedenastka Barcelony? Trudno odgadnąć. W bramce na pewno stanie Claudio Bravo. Pewniakiem do gry w sobotnim pojedynku z linii obrony wydaje się tylko, o ironio Dani Alves. Kto zagra prócz niego? Najwięcej szans daje się Piqué, a także Mascherano i Mathieu, który wreszcie będzie mógł udowodnić czy był wart wydanych na niego pieniędzy. Dawno w Barcelonie nie było tak krytykowanego transferu i w sumie nie ma się czemu dziwić. 31-letni zawodnik, bez sukcesów, nie grający w swojej reprezentacji, nie mając wstępu do czołówki najbardziej wyróżniających się fachowców w swojej dziedzinie, z nałogiem tytoniowym, który kosztował 20 milionów euro. Wszyscy pukali się w czoło nie mogąc zrozumieć decyzji Klubu, tym bardziej, że za 8 milionów euro więcej można było sprowadzić np. Mehdi Benatię. Mathieu ma wiele do udowodnienia, przede wszystkim kibicom, którzy wygwizdali jego zakup podczas prezentacji. Jeśli Jérémy chce zdobyć bordowo-granatowe serca to wyłączając z gry największych asów Królewskich będzie tego bliższy. Jednym z jego atutów jest wszechstronność pozwalająca mu grać zarówno w środku, jak i na lewej obronie, gdzie dotychczas niezagrożony był Jordi Alba. Chcąc jednak postawić w środku na duet Piqué-Mascherano, Hiszpan zasiądzie na ławce, a właśnie Mathieu zagra na lewej flance. Na pozycję defensywnego pomocnika powraca Sergio Busquets, którego forma również pozostawia wiele do życzenia. Cieszy powrót do dobrej dyspozycji Iniesty i Xaviego, którzy po gorszym początku sezonu zaczynają grać coraz lepiej, raz po raz czarując swoją grą, jak za najlepszych czasów. O występie w El Clásico marzy także Ivan Rakitić. Kto zagra w ataku? Pewniakami do gry są oczywiście Messi i Neymar, niewiadomą pozostaje wybór pomiędzy Pedro, a Suárezem. Gra Rodrígueza w kolejnym sezonie z rzędu delikatnie mówiąc nie zachwyca, ale czy Luis Enrique odważy się postawić na Suáreza od pierwszych minut? W pierwszym oficjalnym spotkaniu, od razu o tak dużej stawce? Urugwajczyk jest wręcz stworzony właśnie dla takich pojedynków, ale jego forma fizyczna jest jedną wielką niewiadomą.
Najsilniejszy atak w historii?
Barça na wojnę z Realem ma przygotowaną prawdziwą artylerię, zwłaszcza w ataku. Tercet Messi, Neymar, Suárez to absolutnie najsilniejszy atak świecie, który będzie piekielnie ciężki do zatrzymania dla każdego. Tym bardziej dla Realu, który pewnością w obronie, a zwłaszcza na bramce nie grzeszy. O grze i formie dwóch pierwszych pisać nie trzeba właściwie nic, dwie największe gwiazdy Barçy na boisku rozumieją się tak, jakby znali się całe życie, czego dowodem są kolejne bramki i asysty. Neymar strzela po asystach Messiego i odwrotnie, strach się bać, jak do tej dwójki dołączy najlepsza ‘9’ globu. W sobotę po raz pierwszy oficjalnie ujrzymy najprawdopodobniej najsilniejszy atak Barcelony w historii. Po przeciwnej stronie barykady mamy przede wszystkim Cristiano Ronaldo dla którego obecny sezon jest niebotyczny. Portugalczyk jest prawdziwym liderem Królewskim i na chwilę obecną zdecydowanie najskuteczniejszym piłkarzem w Europie. W samej La Liga as Los Blancos do siatki rywali trafiał 15 razy… w 7 meczach! Taki wynik budzi respekt u każdego.
Zdarzają się takie dni, że nie przejmujesz się tym, że Twoją kobietę znów boli głowa, bo w sobotę pomiędzy 18 a 20 nie będziesz myślał o seksie. Twoje dziecko może zapomnieć o zabawie, znajomi o wspólnej imprezie, a kumpel myślący o wyciągnięciu Cię na browara będzie miał szanse równie duże, co ja na szóstkę w totka. Tego wieczoru Madryt będzie miejscem na który spogląda cały piłkarski świat i tylko głupiec w tym czasie w tv nie będzie oglądał walki gladiatorów w królewskim koloseum. Walki o honor, dumę i zwycięstwo. Odliczanie czas zacząć, będzie się działo. Vamos Barça!
Komentarze (1702)