Porażka we wczorajszym meczu z Celtą niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje dla Katalończyków. Jeżeli w dzisiejszych spotkaniach Sevilla oraz Valencia odniosą zwycięstwa, zespół Luisa Enrique w zaledwie kilka dni z pozycji lidera z hukiem spadnie na piąte miejsce w ligowej tabeli.
Po dziesięciu kolejkach Primera División Barcelona straciła przewodnictwo w tabeli na rzecz Realu Madryt, który z 24 oczkami na koncie wyprzeda Katalończyków o dwa punkty. Również obecny mistrz Hiszpanii, Atlético, znajduje się już przed drużyną Luisa Enrique. Los Colchoneros w dziesięciu dotychczasowych meczach uzbierali 23 punkty. Na chwilę obecną na najniższym miejscu na podium z 22 oczkami znajduje się Barça.
Madryt rośnie w siłę, Barça słabnie
Pierwsze dziesięć kolejek obecnego sezonu hiszpańskiej La Liga dla kibiców obu klubów to prawdziwa huśtawka nastrojów. Ciekawie zaczęło się dziać już w 2. kolejce, gdy Real Madryt sensacyjnie uległ Realowi Sociedad aż 2:4. W następnym tygodniu Los Blancos doznali kolejnego upokorzenia, tym razem od rywala zza miedzy, który na Santiago Bernabéu pokonał zespół Ancelottiego 2:1. W tamtym momencie to sympatycy Blaugrany triumfowali, gdy widzieli, że ich odwieczny rywal już po trzech kolejkach traci do ich ulubieńców aż sześć oczek.
Jednak katalońska sielanka nie mogła trwać w nieskończoność. Od porażki w derbach Madrytu Real zaczął seryjnie wygrywać i do ligowego Klasyku przystąpił z sześcioma zwycięstwami z rzędu. Po drodze, a konkretniej mówiąc w 5. kolejce, Barça zremisowała na Estadio La Rosaleda z Málagą, w związku z czym przewaga ekipy Luisa Enrique nad drużyną Ancelottiego przed Klasykiem wynosiła cztery punkty.
Ciężki do zapomnienia koszmar
Kibice Blaugrany mogą poczuć się jeszcze bardziej rozgoryczeni, jeśli przypomną sobie, że w 3. minucie El Clásico przewaga ich ulubieńców nad odwiecznym rywalem wynosiła aż siedem punktów. Wystarczyło zaledwie 177 minut (pozostałe 87 z Klasyku + 90 z meczu z Celtą), aby cała dotychczasowa przewaga została całkowicie roztrwoniona, a Katalończycy musieli oglądać plecy obu klubów z Madrytu.
Przegląd małych „katastrof”
Gdy Barcelona przegrywa dwa mecze z rzędu, najczęściej jest w to zamieszany Real Madryt, dokładnie tak, jak ma to miejsce w obecnym sezonie. Ani w kampanii 2009/2010, ani w sezonie 2010/2011 Barcelona nie pozwoliła sobie na porażkę w dwóch kolejnych pojedynkach. Taka sytuacja miała miejsce w sezonie 2011/2012, kiedy to Katalończycy ulegli w Lidze Mistrzów londyńskiej Chelsea 0:1, a następnie w lidze przegrali z Los Blancos 1:2. Wówczas zespół Pepa Guardioli poległ w obu tych rozgrywkach, a na koniec sezonu musiał zadowolić się jedynie Pucharem Króla.
W kolejnym roku, z Tito Vilanovą na ławce trenerskiej, ponownie to Real Madryt okazał się być oprawcą Blaugrany. Los Merengues najpierw odnieśli zwycięstwo w meczu Copa del Rey 3:1, a następnie pokonali Barçę w lidze wynikiem 2:1. Warto przypomnieć jednak, że ówczesne rozgrywki La Liga miały kolor blaugrana, a chłopcy Vilanovy zakończyli ligę z zawrotnym wynikiem 100 punktów.
W zeszłym sezonie Barcelona doznała trzech porażek z rzędu, co było jasnym sygnałem, że zespół zmierza w złym kierunku. Drużyna Gerardo Martino najpierw poległa w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Atlético 0:1, następnie przegrała w lidze z Granadą 0:1, a na koniec doznała upokorzenia z rąk odwiecznego rywala w finale Pucharu Króla (1:2).
Komentarze (87)