„Pod względem stabilności finansowej Barcelona jest nie do pobicia”

Eoren

4 lutego 2015, 20:51

Mundo Deportivo

91 komentarzy

Kataloński dziennik Mundo Deportivo przeprowadził obszerny wywiad ze skarbnikiem Barçy Susaną Monje, w którym poruszone zostały kwestie aktualnej sytuacji ekonomicznej klubu.

Mundo Deportivo: Ma pani dla nas dobre wieści?
Susana Monje: Tak. Podsumowaliśmy już pierwszą połowę sezonu i jest ona w pełni zgodna z linią budżetu. Planowaliśmy 530 milionów przychodów, z czego 24 miliony to zyski. EBITDA [zysk przed potrąceniem odsetek kredytowych, podatków oraz amortyzacji – przyp. Eoren] miał wynosić 116 milionów. Realizujemy te założenia.

Czyli mamy 12 milionów nadwyżki?
Tak, w przybliżeniu. Nie ma od tej kwoty znaczących odchyleń.

Gdy pani o tym mówi, można odnieść wrażenie, że wszystko przyszło bardzo łatwo.
Bynajmniej. W żadnym razie nie jest to łatwe, ponieważ naszym celem na ten sezon jest uzyskanie ponad 500 milionów przychodów bez udziału transferów.

Jak w takim razie zbierzecie tę sumę?
Głównym źródłem pozwalającym na domknięcie budżetu są sponsorzy międzynarodowi. Naszym celem strategicznym jest otwarcie się na nowe rynki, gdzie już w tej chwili mamy rekordową liczbę kibiców. Przykładem może być Brazylia. W tym kraju już osiągnęliśmy porozumienie z bardzo ważnym dla nas sponsorem. [Mowa o firmie Baruel, producencie dezodorantu do stóp – przyp. Eoren].

Barcelona otworzyła też oddział w Hong Kongu, a teraz w Nowym Jorku.
Ten w Hong Kongu okazał się sukcesem.

Czy możliwe jest zwiększenie przychodów?
Tak, o jakieś 9 milionów euro. To dużo.

I to bez możliwości pozyskania pieniędzy z największych aktywów klubu: pierwszej drużyny...
Biorąc pod uwagę największe kluby, FC Barcelona realizuje najmniej zagranicznych tournée i rozgrywa najmniej meczów towarzyskich, jednocześnie najwięcej na nich zarabiając. Nasza marka jest tak potężna, że jedynym, czego nam brakuje, jest fizyczne zbliżenie się do wspomnianych rynków. Teraz, będąc w Nowym Jorku, jesteśmy blisko najbardziej wpływowych przedsiębiorstw.

Jednak Javier Faus ostrzegał już o zagrożeniu: wydatki wciąż rosną.
W zeszłym roku wydatki na cele sportowe wzrosły w sumie o 5%. Nie jesteśmy w stanie powstrzymać inflacji. Istnieją bardzo bogate ligi, jak na przykład Premier League, i kluby, które wpadły w ręce prywatnych inwestorów, ponieważ ci byli skłonni kupować zawodników i nie szczędzić na to pieniędzy.

Czy istnieją jakieś granice bezpieczeństwa?
UEFA zaleca, by wydatki na cele sportowe nie przekroczyły 70% przychodów. My mamy w tej chwili 62% i dobijemy do 65%, biorąc pod uwagę sankcje. Koszty wygenerowane wyłącznie przez sekcję piłkarską wzrosną z 52% na 55%. Jesteśmy daleko od nakreślonej przez UEFA linii granicznej, ale musimy zachować czujność.

Jak więc wygląda nasza sytuacja?
Jest absolutnie stabilna. W cztery lata Barça zyskała 113 milionów euro, to najwyższy przychód uzyskany w historii klubu i nadal utrzymujemy ten trend. Przychodząc, zastaliśmy Barçę słabą, pozbywającą się sponsorów, dźwigającą stratosferyczny dług, z ujemną wartością firmy sięgającą 63 milionów euro. Dziś możemy się pochwalić wartością pozytywną rzędu 50 milionów, co sprawia, że nasz wizerunek jest nie do pobicia. Najważniejsze jest jednak to, że klub może uzyskać regularne, powtarzalne dochody, które jest w stanie zainwestować w transfery i kapitał własny.

Ile w takim razie zainwestowano?
W kapitał własny nie mniej niż 75 milionów euro, średnio 15 milionów rocznie. Jesteśmy więc w rzeczywistości silniejsi o te 75 zainwestowanych milionów, przy redukcji długu z 430 na 280 milionów. Ile przedsiębiorstw byłoby zdolnych dokonać takiej redukcji i to w kontekście panującego kryzysu? Średnia dla firm IBEX [Índice Bursátil Español: Hiszpański Indeks Giełdowy, obejmujący 35 firm, w tym Telefónicę czy Santander Bank – przyp. Eoren] wynosi 20%.

Czy oznacza to, że klub był wcześniej aż tak źle zarządzany? Jeśli sprawy mają się tak dobrze, to dlaczego trzeba było zwolnić dyrektora generalnego Antoniego Rossicha?
Wykonywał świetną pracę, nie mam co do tego wątpliwości. Jednak w organizacji takiej jak nasza nadchodzą różne momenty. Obraz całości ulega zmianie. Wcześniej był to klub słaby, który znajdował się w niepokojącej nas sytuacji. Teraz jednak została ona polepszona i nadszedł czas na wprowadzenie nowych strategii.

Rossich stosował mobbing wobec współpracowników?
Nie, ja osobiście zawsze byłam zachwycona jego podejściem do mnie. Był wspaniałym kierownikiem i rezultaty jego pracy są widoczne. Różnica polega na tym, że w tej chwili przed Barçą znajdują się inne cele.

A jak rysuje się przyszłość?
Barcelona jest klubem o ogromnym potencjale rozwojowym. Musimy przedłużyć dwa kontrakty dotyczące koszulek: z Nike i Qatar Airways, a także te dotyczące praw telewizyjnych i budowy nowego stadionu. To nieodzowne, by uzyskać więcej pieniędzy.

Zagraniczny wizerunek Barcelony nie jest zły?
Widzę tę sytuację zupełnie przeciwnie. Nigdy nie było lepiej niż teraz. We wszystkich krajach pojawiają się nowi partnerzy dla nas. Chcą współpracować z Barçą ze względu na reputację, jaką cieszy się klub, która, co warto podkreślić, jest w tej chwili najlepsza w historii. W sieciach społecznościowych nikt nie ma więcej obserwujących.

Istnieją rankingi, które pokazują, że Real Madryt ma się znacznie lepiej pod względem finansowym. I to znacząco.
Trzeba pamiętać, że porównywać możemy tylko wartości jednorodne. Jabłka z jabłkami. Nie jesteśmy w stanie wejść w szczegóły, nie dysponując żadnymi konkretnymi raportami z tego klubu. Nasze wpływy z opłat licencyjnych rozumiane jako netto, nie brutto, same wpływy z opłat licencyjnych dają 35 milionów euro na naszą korzyść. 10 milionów z Seient Lliure [aplikacja mobilna – przyp. Eoren], także netto, kontra 20 milionów brutto, które uzyskują inne podmioty. W ten sposób otrzymujemy 10 milionów więcej. Sposób wyliczania praw telewizyjnych także kumuluje 10 milionów na korzyść Barçy, co więcej aż 50 milionów euro uzyskanych przez klub nie jest uznawane za dochód.

Co z kosztami generowanymi przez inne sekcje?
W żadnym razie ich nie odliczamy. Sekcje są nasze i są dla nas bardzo ważne. Nie traktujemy ich jako kosztów, to część DNA Barçy. Chodzi tylko o to, że rankingi fakturowania są dla mnie mało użyteczne. Lepsze są rankingi zysków. Poprzedni rok zamknęliśmy, mając 47 milionów dochodów. Real Madryt uzyskał w tym czasie 35 milionów, Manchester – 38, Bayern – 16. W kwestii dochodów jesteśmy liderami i potroiliśmy kwotę uzyskaną przez takiego giganta jak Bayern. Pod względem redukcji długu i kapitału własnego także wygrywamy.

Jak ważna jest Espai Barça* [projekt reurbanizacji Camp Nou i jego otoczenia – przyp. Eoren]?
Jest kluczowa dla przyszłości. Zapewni nowe źródła dochodów i umożliwi rozwój marketingu i systemu sprzedaży biletów na nowy stadion. Dzięki temu możemy wciąż się rozwijać. Inne kluby nie.

Tymczasem zbliżają się wybory.
Nie ma to wpływu na nasze działania. Ten zarząd będzie kontynuować swoją pracę w taki sam sposób aż do momentu wyborów. Jednak Espai Barça nie jest w żadnym razie zagrożona. To projekt wspólny: zarządu i socios. Nie stworzył go tylko jeden zarząd. Jeśli potrzebujemy tego rozwoju i tej stabilności, to właśnie po to, by socios mogli się nimi cieszyć: płacić niewiele, być realnymi właścicielami klubu i demokratycznie decydować o jego przyszłości.

Na temat którego sportu nauczyła się pani więcej: piłki nożnej czy ręcznej?
W ostatnim roku bardzo dużo dowiedziałam się o piłce ręcznej. W tym czasie nauczyłam się też podchodzić z rezerwą do ludzi, którzy mówią, że rozumieją futbol. Sądzę, że faktycznie istnieje kilku guru, którzy to potrafią. Bez wątpienia jednym z nich jest prezydent Bartomeu.

*Pytanie dotyczy w rzeczywistości Nou Espai Barça, projektu związanego z planami budowy nowego stadionu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (91)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze