Wczoraj na Amsterdam Arenie doszło do towarzyskiego spotkania pomiędzy reprezentacjami Holandii i Hiszpanii. La Furia Roja po raz kolejny okazała się gorsza od swojego rywala i ponownie doznała bolesnej porażki.
Przypomnijmy, że wczoraj doszło do pierwszego spotkania pomiędzy Holandią a Hiszpanią od czasu ich starcia na mundialu w Brazylii. Wówczas w grupie Oranje zszokowali cały świat, gdy wręcz roznieśli ówczesnego mistrza świata aż 5:1. Wczoraj Hiszpanie chcieli choć zmazać plamę na honorze i odpłacić Holendrom za mundialowe upokorzenie.
Niestety w Hiszpanii nie dzieje się dobrze. Po tragicznych mistrzostwach świata La Furia Roja rozegrała trzy towarzyskie spotkania przeciwko zespołom z najwyższej światowej półki. Wszystkie trzy przegrała. Najpierw lepsi w Paryżu okazali się Francuzi (1:0), później w Vigo górą byli aktualni mistrzowie świata Niemcy (1:0), a wczoraj młodziutka Holandia bez kontuzjowanego Robbena i Van Persiego nie dała szans podopiecznym Vicente del Bosque (2:0).
W meczu z Holendrami del Bosque postanowił dać szansę w głównej mierze tym piłkarzom, którzy zwykle nie mają zbyt wielu okazji na grę. Porównując skład z wczoraj do tego, jaki został wystawiony przeciwko Ukrainie, jedynie Isco i Piqué zachowali swoje miejsce w wyjściowej jedenastce. Obecność Bernata, Albiola, Suáreza czy Juanmiego tylko potwierdziła, że szkoleniowiec gości, podobnie zresztą jak trener gospodarzy, nie miał zamiaru posyłać do boju swoich najlepszych zawodników.
Oprócz Piqué od pierwszej minuty na placu gry pojawił się także inny piłkarz FC Barcelony Pedro. Hiszpanie rozpoczęli chyba w najgorszy możliwy sposób. Już po szesnastu minutach gry na tablicy wyników widniał rezultat 2:0. Najpierw w 13. minucie bramkę zdobył de Vrij, zaś zaledwie trzy minuty później do siatki De Gei trafił Klaassen. Goście grali bez pomysłu i pierwszy celny strzał na bramkę rywali oddali dopiero w 30. minucie. Z biegiem czasu to Hiszpania przejmowała inicjatywę i starała się odrobić straty, lecz aż nadto widoczny był brak skuteczności podczas przeprowadzania akcji ofensywnych. Mylił się Juanmi, a Pedro czy nawet Piqué także nie byli w stanie zmusić Vermeera do kapitulacji.
Po przerwie Vicente del Bosque starał się pobudzić nieco swoją drużynę, dlatego wprowadził na murawę Vitolo, Silvę, Ramosa, San Jose, Moratę i Iniestę. Gdy ten ostatni zmieniał na placu gry Cazorlę, wówczas holenderska publiczność pokazała, że w dalszym ciągu nie może zapomnieć o klęsce z finału mistrzostw świata z 2010 roku, kiedy to w dogrywce pomocnik Barçy zapewnił tytuł Hiszpanom, i zgotowała mu solidną porcję gwizdów.
Koniec końców, bardzo słaba skuteczność reprezentacji Hiszpanii w akcjach ofensywnych i jej beznadziejne wejście w spotkanie przesądziły o tym, że po raz kolejny to Holendrzy okazali się zespołem lepszym. La Furia Roja w dalszym ciągu nie jest w stanie odnosić zwycięstw nad drużynami ze światowej czołówki. Wydaje się, że pewna epoka w hiszpańskim futbolu już jakiś czas temu dobiegła końca, a tej kadrze potrzebne są poważne zmiany. Być może należałoby zacząć od samego trenera. Z pewnością w Hiszpanii nigdy nie zapomną tego, co dla reprezentacji zrobił Vicente del Bosque, lecz jeżeli nie on sam, to ktoś inny powinien zakończyć jego przygodę ze stanowiskiem trenera kadry. Jedynie głębokie, a nie kosmetyczne zmiany będą w stanie przywrócić Hiszpanom utracony blask.
Komentarze (41)