Po bardzo dobrym spotkaniu i z jeszcze lepszym rezultatem już dziś o godzinie 20:45 piłkarze Barcelony wybiegną na murawę Camp Nou, by dokończyć to, co rozpoczęli tydzień temu – udowodnić swą wyższość na zespołem mistrza Francji, wyeliminować kolejny wielki i utytułowany klub z Ligi Mistrzów i zameldować się w najlepszej czwórce rozgrywek.
Nie możemy jednak zapomnieć, z kim przyjdzie się dziś Blaugranie mierzyć. Na Camp Nou przyjeżdża Paris Saint-Germain – żądny rewanżu za wysoką porażkę u siebie, z powracającymi do składu Ibrahimoviciem i Verrattim, mocno podrażniony, a także przekonany, że może dokonać niemożliwego, uciszyć Camp Nou i wyeliminować faworyzowaną Barçę. Dlatego też zlekceważenie rywala i gra na pół gwizdka nie wchodzą dziś w rachubę. Pierwszy krok w kierunku półfinału Duma Katalonii ma już za sobą, teraz czas na drugi, a zarazem pieczętujący awans do następnej rundy.
To już czwarte spotkanie pomiędzy obiema drużynami w tym sezonie. Paryżanie zwyciężyli tylko raz, 3:2 w pierwszym spotkaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów. W kolejnych dwóch pojedynkach górą był zespół Luisa Enrique. Najpierw Barcelona wygrała na Camp Nou 3:1 i zapewniła sobie tym samym pierwsze miejsce w swojej grupie, by przed tygodniem rozbić PSG na Parc des Princes, także 3:1.
Analizując statystyki, trzeba powiedzieć, że w tak dobrej i komfortowej sytuacji przed rewanżowym spotkaniem fazy pucharowej Ligi Mistrzów Barcelona nie była już od bardzo dawna, a konkretnie od sezonu 2011/12 i dwumeczu z Bayerem Leverkusen w ramach 1/8 finału tych najbardziej prestiżowych rozgrywek w piłce klubowej. Wtedy także Katalończycy zwyciężyli na wyjeździe 3:1 i z taką zaliczką przystąpili do rewanżu na Camp Nou. Od tamtej pory Barcelonie różnie wiodło się w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Wszyscy chyba pamiętamy niespodziewaną porażkę z Milanem 0:2 czy też „masakrę monachijską” z sezonu 2012/13. Także znakomity rezultat 2:0, osiągnięty z Manchesterem City w ubiegłym roku, „na papierze” nie był aż tak korzystny, jak zeszłotygodniowe 3:1.
PSG, jeśli myśli o awansie do półfinału, musi zdobyć na Camp Nou aż trzy gole i nie dać sobie strzelić żadnego. Zadanie praktycznie niemożliwe. Ostatni raz Barcelona straciła na własnym boisku trzy bramki 1 lutego 2014 roku w spotkaniu ligowym z Valencią. Wtedy Blaugrana poległa 2:3, lecz dziś i ten wynik premiowałby Katalończyków awansem. Dodatkowo, jak informowaliśmy wcześniej, rezultat osiągnięty na Parc des Princes do tej pory zawsze dawał Barcelonie przepustkę do następnej rundy.
Mimo że zdecydowana większość kibiców i znawców futbolu powie, że pierwszy półfinalista tegorocznej edycji Ligi Mistrzów jest już znany, zawodnicy PSG na pewno tanio skóry nie sprzedadzą i do ostatniego gwizdka sędziego będą zaciekle walczyć o rezultat dający im awans. Do składu drużyny mistrza Francji wracają Zlatan Ibrahimović i Marco Verratti – dwa kluczowe elementy w układance Laurenta Blanca. Do Barcelony nie przylecą natomiast Thiago Motta i kapitan zespołu Thiago Silva, który w pierwszym meczu ćwierćfinałowym nabawił się urazu.
Jeszcze w lepszej sytuacji jest Luis Enrique, który będzie mógł skorzystać ze wszystkich swoich zawodników. Do składu wraca bowiem Dani Alves, który na Parc des Princes nie mógł wystąpić z powodu nadmiaru żółtych kartek, a także Andrés Iniesta, który od niedzieli trenował normalnie z całym zespołem, a wczoraj otrzymał od klubowych lekarzy pozwolenie na grę.
W ostatnim spotkaniu przed przyjazdem na Camp Nou PSG bez większych problemów pokonał Niceę i objął prowadzenie w tabeli ligowej, a Laurent Blanc, zapewne myśląc już o spotkaniu z Barceloną, dał odpocząć kilku swoim podstawowym piłkarzom, m.in. Matuidiemu i Maxwellowi.
Luis Enrique natomiast nie miał takiego komfortu i w niezwykle ważnym w perspektywie walki o mistrzostwo Hiszpanii spotkaniu z Valencią od pierwszych minut delegował do gry wszystkich podstawowych piłkarzy, dając odpocząć jedynie Jordiemu Albie. Mecz z Nietoperzami kosztował Katalończyków sporo sił i nerwów, a poza tym, szczególnie jego pierwsza połowa, w której drużyna zagrała źle, chaotycznie, a długimi fragmentami zupełnie dała się zdominować Valencii, mogła w głowach wielu sympatyków Blaugrany pozostawić po sobie pewien niesmak i uzasadnioną obawę przed spotkaniem z PSG.
Wydaje się jednak, że Barcelona idealnie trafiła z formą na najważniejszą część sezonu. Wygrana w El Clásico, wyeliminowanie Manchesteru City z Ligi Mistrzów, znakomity mecz przed tygodniem na Parc des Princes czy też sobotnie, arcyważne, ciężkie i wręcz wyszarpane zwycięstwo z Valencią w lidze pokazują, że obecnie na Barcelonę nie ma mocnych. Jak zawsze zachwyca Leo Messi, Luis Suárez wreszcie doszedł do fantastycznej formy i zaczął już nie tylko asystować, ale także strzelać jak na zawołanie, szczególnie w spotkaniach z rywalami z najwyższej półki, a po chwilowym dołku do wysokiej dyspozycji wrócił Neymar. Dodatkowo, bardzo dobrze prezentuje się także para stoperów Piqué – Mathieu.
Mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż to Barcelona awansuje do półfinału Ligi Mistrzów, trzeba pamiętać o tym, jak bardzo nieprzewidywalna i przewrotna potrafi być piłka nożna. W spotkaniach na najwyższym poziomie o końcowym wyniku często decydują detale. Podopieczni Luisa Enrique powinni przede wszystkim pamiętać, że dzisiejszy mecz sam się nie wygra, a PSG z pewnością nie złoży broni jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Na tym etapie rozgrywek nie może być już mowy o choćby chwili rozprężenia czy zlekceważeniu rywala. Duma Katalonii musi zaprezentować się ze swojej najlepszej strony i zagrać z podobną determinacją i zaciekłością jak przed tygodniem czy w dwumeczu z Manchesterem City, a wtedy nic i nikt, nawet PSG w najsilniejszym składzie, nie powinno odebrać jej upragnionego awansu do półfinału. Pełni wiary i dumy zasiadamy przed telewizorami z nadzieją na kolejny magiczny wieczór na Camp Nou.
Dziś i jutro rozegrane zostaną pozostałe mecze ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów. W parze Barcelony z PSG zdecydowanym faworytem do awansu wg STS są oczywiście gospodarze, ale ciekawy jest podział w innych parach. Przed rewanżem Bayernu z Porto STS większe szanse daje na awans Portugalczykom, w pozostałych parach faworytami są Real Madryt i Juventus.
Komentarze (1180)