W XX wieku pojawiło się wielu piłkarskich cracków, którzy swoją grą czarowali ówczesną publikę. Di Stéfano, Pelé, Cruyff, Maradona, Zidane (na przełomie stulecia) to z pewnością jedne z najwybitniejszych nazwisk, które już na stałe zapisały się na złotych kartach historii piłki nożnej. Pomimo faktu, że w przeszłości fani futbolu mieli zaszczyt oglądać tylu wspaniałych zawodników, to jedno wydaje się niemal pewne. Nigdy wcześniej w świecie tego pięknego sportu kibice nie byli świadkami takiej indywidualnej rywalizacji, jaką od paru lat serwują nam Leo Messi i Cristiano Ronaldo.
Choć nigdy nie miałem okazji rozmawiać z nikim, kto obserwowałby kariery Pelé oraz Maradony, to jestem święcie przekonany o tym, że niejednokrotnie ówcześni fani piłki nożnej żałowali, że kariery tych wielkich futbolowych sław nie przypadły na te same lata, a Brazylijczyk i Argentyńczyk nie mieli okazji mierzyć się ze sobą w bezpośrednich pojedynkach. Skutkuje to tym, że od lat słyszymy nieustającą debatę nad tym, który z nich był lepszy. Cóż, wydaje się, że będzie to jedna z tych debat, która potrwa do końca świata… i o jeden dzień dłużej.
W jakże innej sytuacji znajdujemy się my, aktualnie żyjący fani futbolu, którzy od dobrych kilku lat możemy cieszyć się wspaniałą, wręcz spektakularną rywalizacją pomiędzy Cristiano Ronaldo i Leo Messim. To coś, co naprawdę warto docenić, gdyż nigdy wcześniej w świecie piłki nożnej nie miało miejsca na taką skalę. W odróżnieniu od nieżyjących już i obecnie wiekowych fanów futbolu, my nigdy nie będziemy z rozżaleniem w głosie pytali: „A co by było, gdyby ci dwaj grali w tym samym czasie i toczyli bezpośrednie pojedynki?”. Ta rywalizacja dzieje się na naszych oczach, trwa już od kilku lat i potrwa jeszcze kilka kolejnych.
Od razu przyznam się do tego, że wręcz nienawidzę tych wszystkich określeń typu „najlepszy piłkarz”, „najlepszy zawodnik wszech czasów”. Jeszcze do niedawna ulegałem medialnym przekazom, ekspertom oraz opinii publicznej, która zawsze musi wykreować sobie kogoś „najlepszego”. Nie może przecież istnieć dwóch równie genialnych piłkarzy, zawodników najlepszych w swoich epokach. Zawsze któryś z nich musi być lepszy, musi pełnić rolę tego „najlepszego”. Sytuacja ta jest o tyle szalona, gdyż porównuje się ze sobą rzeczy nieporównywalne. Pamiętam, że wiele lat temu w telewizji widziałem program, w którym bodajże zawodnicy Schalke założyli piłkarskie obuwie, w jakim grano w okolicach połowy XX wieku, oraz otrzymali piłkę pochodzącą również z tamtego okresu. Ich zadaniem było wykonywać różne piłkarskie sztuczki oraz podstawowe elementy gry, takie jak prowadzenie futbolówki czy strzały na bramkę.
Konkluzja tych piłkarzy była jednoznaczna: „jak kiedyś można było grać w piłkę, mając taki sprzęt?”. Zawodnicy Schalke z podziwem wyrażali się o piłkarzach, którzy przed laty czarowali publikę właśnie przy użyciu takiego sprzętu. Ten program dobitnie pokazał, że mówienie o graczu „najlepszym w historii” jest po prostu nie na miejscu, gdyż porównuje się coś, czego porównać po prostu nie można. Jak można zestawiać obok siebie Maradonę czy Pelégo z Messim i pomijać fakt rozwoju technologii, wiedzy na temat zdrowia oraz ciała człowieka, metod treningowych etc. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że patrząc na to, jak profesjonalna jest obecna piłka nożna, to Messi jest najlepszy w historii, a Pelé czy Maradona nie byliby w stanie wyczyniać tego, czego dzisiaj dokonuje crack z Rosario, lecz uciekanie się do takich stwierdzeń jest niczym porównywanie tego z tym.
Powracając jednak do tematu wspaniałej sportowej rywalizacji pomiędzy Leo Messim a Cristiano Ronaldo, nie chcę wchodzić w rozważania na temat tego, który z nich jest tym „najlepszym”. Dla mnie jako wielkiego kibica Barçy wybór powinien być wręcz oczywisty, lecz muszę przyznać, że jestem mocno zażenowany tym, co w ostatnim czasie dzieje się chociażby w naszym serwisie, gdzie już nie setki, ale tysiące wiader z pomyjami jest wylewanych na głowę Portugalczyka, a w komentarzach pod artykułami o Messim najczęściej pojawiającym się słowem jest właśnie: „Ronaldo” czy „CR11”.
Być może jest to zaskakujące, a dla niektórych największych polskich fanatyków Barçy, w których katalońska krew płynie już od momentu pojawienia się na tym świecie, będzie to niczym bluźnierstwo, ale nie ukrywam, że większym szacunkiem darzę cracka Realu aniżeli Barcelony. Messi został obdarzony niesamowitym, wręcz nieziemskim talentem, co tłumaczyłoby, dlaczego jest w stanie tak regularnie dokonywać rzeczy, które dla innych śmiertelników są po prostu nieosiągalne. Nie chcę jednak, aby ktoś odebrał te słowa jako umniejszenie pracy Messiego, jaką ten wykonywał przez całe życie, aby znaleźć się w tym miejscu, w którym znajduje się już od dobrych kilku lat. To oczywiste, że Messi ciężko harował na swój sukces, i mówienie o nim tylko w kontekście „nieziemskiego talentu” byłoby zwyczajnie krzywdzące. Wobec tej całej „nieziemskości Messiego” mamy Cristiano Ronaldo, który być może jest jednym z największych pechowców w historii całego futbolu.
Portugalczyk urodził się zwycięzcą. Świadczą o tym chociażby słowa mamy cracka Realu, która otwarcie przyznawała, że kiedy jej syn był małym chłopcem, wielokrotnie wpadał w histerię, gdy koledzy z drużyny nie podawali mu piłki lub jego zespół przegrywał z przeciwnikami. Już wtedy mały Ronaldo posiadał mentalność zwycięzcy, która sprawiła, że po kilkunastu latach jest on absolutnie wzorem do naśladowania, jeżeli chodzi o kwestie podejścia do życia zawodowego. Całkowite oddanie swojej pasji, swojej pracy sprawiły, że każdy aspekt życia Portugalczyka został podporządkowany futbolowi, a on sam doprowadził się do fizycznej perfekcji, aby móc osiągnąć to, o czym od zawsze marzył – być najlepszym.
Nie dziwi mnie zatem cała frustracja oraz złość, jaką od czasu do czasu wyrzuca z siebie Ronaldo, gdy jest gdzieś poruszany temat rywalizacji z Messim. Napastnik Realu zrobił już wszystko, co tylko mógł, aby poprowadzić swoją karierę w taki sposób, by znaleźć się na wymarzonym dla niego szczycie. W tym wszystkim pojawia się jednak Messi, który
Komentarze (221)