W środowy wieczór Barcelona nie tylko doznała najwyższej porażki od ośmiu sezonów, ale również straciła pozycję lidera ligi hiszpańskiej na rzecz największego rywala Realu Madryt. Nigdy nie jest łatwo podnieść się po porażce, szczególnie tak dotkliwej, ale La liga nie daje czasu na rozpamiętywanie niepowodzeń. W sobotnie popołudnie kolejne wyzwanie - Las Palmas. Początek spotkania już o 16:00.
Nie jest tajemnicą, że Barcelona od początku sezonu nie może złapać optymalnej formy. Drugi sezon z rzędu podopieczni Luisa Enrique rozpędzają się bardzo wolno, niczym ciężka, ospała lokomotywa. Można powiedzieć, że culés przeżywają prawdziwe piłkarskie deja vu, kiedy rok po roku muszą oglądać zespół mający problemy z wejściem w sezon, notujący mniejsze i większe wpadki. Spotkanie z Celtą Vigo było trzecim w tym sezonie, w którym Barcelona straciła cztery gole (wcześniej z Sevillą w Superpucharze Europy i Athletikiem w Superpucharze Hiszpanii), a Marc-André ter Stegen wpuszcza 2,5 gola na mecz. W poprzednim sezonie ter Stegen stracił 16 goli w 21 meczach. Trwające rozgrywki przyniosły już 15 puszczonych przez Niemca bramek. Te statystyki wiele mówią nie tyle o grze byłego golkipera Borussii Mönchengladbach, ile o postawie całego zespołu.
Czas na przełamanie?
„Mamy nadzieję, że porażka z Celtą będzie dla nas impulsem”, nie ukrywa przed spotkanie z Las Palmas Luis Enrique, zdając sobie sprawę, że taka wpadka była nieunikniona. Jednobramkowe zwycięstwa z Athletikiem, Málagą i Atlético były bardzo ważne, ale sama gra - może pomijając starcie na Vicente Calderón - kazała stawiać znaki zapytania nad formą piłkarzy Barcelony. Nawet po spotkaniu z Levante, wygranym przecież 4:1, więcej mówiło się o problemach Katalończyków niż o olśniewającej grze.
„Defensywa to nie tylko bramkarz i czterech obrońców, to wszyscy. W Bilbao i Vigo przegraliśmy całkowicie zasłużenie”, nie pozostawiał złudzeń Lucho. Słaba postawa zespołu to nie tylko wina obrony, ale całej drużyny, z napastnikami włącznie. Czy w najbliższą sobotę nastąpi przełamanie? Rywal, nie umniejszając nic klasie Las Palmas, wydaje się idealny, żeby wrócić na właściwe tory. W spotkaniu na Camp Nou ważne nie będą jedynie trzy punkty, ale również pokaz zaufania do własnych możliwości. Odrodzenie? Na to czekają wszyscy kibice Barçy.
Las Palmas wraca na salony
Czy wiecie, że podczas ostatniej wizyty Las Palmas na Camp Nou bramki dla Barcelony zdobywał sam Luis Enrique? Poprzednie ligowe spotkanie Los Amarillos z Dumą Katalonii miało miejsce 30 marca 2002 roku; w bramce Barçy stał wówczas Roberto Bonano, w obronie biegali Frank de Boer i młodziutki Carles Puyol, a atak tworzyli Marc Overmars, Patrick Kluivert, Javier Saviola i Luis Enrique. To właśnie ten ostatni strzelił jedynego gola w starciu z Las Palmas, a mecz zakończył się remisem 1:1. Czas na poprawę tego rezultatu?
Las Palmas do Primera División awansowało po trzynastu latach, a decydujące okazało się dramatyczne finałowe starcie z Realem Saragossa. Pomimo porażki w pierwszym spotkaniu 1:3 w rewanżu Las Palmas odwróciło losy dwumeczu, a decydującą bramkę zdobyło na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego -
Komentarze (361)