Xavier Albert Canal, który był członkiem Komisji Dyscyplinarnej Barcelony przez siedem lat, wypowiedział się na temat ostatniej sankcji nałożonej na klub przez UEFA. - Nie rozumiem, jak można ukarać pokojową manifestację grzywną w wysokości 40 tysięcy euro, a rzucanie rac na boisko, co miało miejsce w przypadku Benfiki Lizbona, jedynie 20 tysiącami euro. UEFA nie zachowuje proporcji - powiedział.
Ekspert zaznaczył również w wywiadzie dla programu Esport COPE, że problemem może okazać się fakt, iż Barça zapłaciła już pierwszą nałożoną na nią karę. - Za pierwszym razem zapłacono 30 tysięcy euro i teraz widać tego efekty. Jeśli płacisz, zakładasz, że zrobiłeś coś złego. Żeby rozwiązywać problemy w sposób dyplomatyczny, trzeba utrzymywać stałe relacje, a nie ma to miejsca ani w przypadku UEFA, ani FIFA. Płacenie kary nie było dobrym wyborem - podkreślił.
Xavier Alvert Canal przypomniał również, że jeśli Barcelona odwoła się do TAS-u (Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu), nie będzie mogła już skorzystać ze zwykłej drogi sądowej. - TAS oraz zwykłe postępowanie sądowe wykluczają się nawzajem. TAS jest niezależnym organem, do którego można odwoływać się od decyzji UEFA. Jednakże odwołać się można do niego tylko, jeśli doszło do poważnego naruszenia procedury, co nie zdarza się często - podkreślił, dodając, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć. - To bardzo trudna spawa. Odwołanie się od kary nałożonej za to samo, za co wcześniej zgodziło się zapłacić, wydaje się dziwne, ponieważ można założyć, że za pierwszym razem przyznano się do błędu. Jeśli kibice będą kontynuować wnoszenie estelad na stadion, sankcje mogą zostać zwiększone, z zamknięciem Camp Nou wlącznie - podsumował.
Komentarze (15)