Mascherano: Benítez wyciągnął mnie z głębokiego dołka

Daniel Olbryś

9 grudnia 2015, 16:25

Mundo Deportivo

24 komentarze

Obecny sezon jest już szóstym Javiera Mascherano w barwach Barcelony. Popularny El Jefecito stał się w tym czasie jednym z kapitanów oraz liderów ekipy z Camp Nou. Już 20 grudnia ma szansę zdobyć z nią kolejne Klubowe Mistrzostwo Świata w Japonii. Na drodze do tego trofeum może jednak stanąć były klub Javiera River Plate. O tę i o kilka innych kwestii zapytali go dziennikarze La Gazetty dello Sport. 

Zapytany o możliwość swego powrotu do Los Millionarios, Mascherano niczego nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył: „chciałbym wrócić do klubu, w którym wszystko się zaczęło, ale nie za wszelką cenę. Jeśli nie będę w stanie zaoferować River swojej najlepszej wersji, tak jak to miało miejsce w innych klubach, nie wrócę tam. Będę musiał prezentować odpowiedni poziom i być potrzebny drużynie". Masche nie odrzuca również możliwości powrotu w roli trenera, choć przyznaje że „chciałby jak najdłużej pozostać w roli zawodnika, później zaś przyjdzie czas na przygotowanie się do trenowania innych".

W tym kontekście Mascherano zauważył, że najtrudniejszym zadaniem dla szkoleniowca jest „zarządzanie kadrą złożoną z 25 zawodników, z których każdy ma inną rolę i inne zadania. Trener może zaproponować określony styl gry, ale ostatecznie to zawodnicy decydują o wydarzeniach na boisku. Czasami lubię stawiać się w roli trenera, kiedy ten podejmuje decyzje, postarać się go zrozumieć". Nie mogło oczywiście zabraknąć wzmianki o Guardioli, gdy ten zmienił pozycję Javiera na boisku. „Trener może przekonać zawodnika do swoich racji zrozumieniem i wsparciem, ale też za pomocą wiedzy. Zarówno Guardiola, jak i ja lubimy rozmawiać o futbolu, nauczyłem się od niego wielu nowych koncepcji. Na początku było to trudne, jednak później pozwoliło mi dojrzeć jako zawodnikowi".

Jefecito wciąż marzy o powrocie na stałe do drugiej linii, jednak uważa, że w Barçy byłoby to trudne, i przyznaje, że cofnięcie go do roli stopera w dużej mierze przyczyniło się do jego pozostania na Camp Nou. „W takim klubie jak Barça musisz ewoluować, by grać. Sam talent nie wystarcza, musiałem nauczyć się grać w inny sposób. W środku pola czuję większą swobodę, podczas gdy w defensywie często cierpię. Nie jestem jak Piqué, który od dawna gra w obronie i wychodzi na boisko z dużo większym luzem".

Zapytany o zdobyty w minionym sezonie tryplet i splendor, który spłynął głównie na zabójcze tridente MSN, Masche pozostał realistą. „Koniec końców zawsze największą sławą cieszą się zawodnicy, którzy decydują o wyniku. Owszem, możesz grać świetnie w obronie, ale bez skali talentu, jaką posiada nasz atak, nie byłoby możliwe zdobycie tylu trofeów".

Za niedawne zamieszanie wokół Realu Madryt często obwiniany jest Rafa Benítez. To właśnie ten szkoleniowiec dał szansę Javierowi na grę na najwyższym poziomie, ściągając go z West Hamu United do Liverpoolu w 2007 roku. Mascherano nie krył wdzięczności wobec Hiszpana. „W Londynie dostawałem mało szans gry, to był początek mojej przygody w Europie. Wówczas pojawił się Rafa i zechciał mnie ściągnąć, choć ludzie nie rozumieli dlaczego, ponieważ miał wówczas do dyspozycji takich graczy jak Xabi Alonso, Sissoko czy Steven Gerrard. Powiedział mi, że żaden z nich nie posiada takiej jakości jak ja". Benítez nie rzucał słów na wiatr i od pierwszego dnia postawił na Jefecito. Zaledwie kilka miesięcy później Argentyńczyk wyszedł w podstawowej jedenastce w finale Ligi Mistrzów 2007 w Atenach. Jak wspomina gracz Barçy, „(Benítez) to wspaniały człowiek, skory do nauki, znakomity szkoleniowiec. Zawsze będę mu wdzięczny za wyciągnięcie mnie z głębokiego dołka, w którym wówczas tkwiłem".

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (24)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze