Triumfując w klubowych mistrzostwach świata, Dani Alves dogonił Pelégo pod względem liczby zdobytych tytułów. W rozmowie z katalońskim Sportem brazylijski obrońca skomentował ten wyczyn, a także wypowiedział się na inne tematy związane z Barçą.
Sport: Trzydzieści trofeów to nie taka zła liczba. Co czujesz?
Dani Alves: Trochę się ich nazbierało, nie? Każdy jest mile widziany. Staramy się tym cieszyć i jak najlepiej wykonywać nasze zadania. Tak się zdobywa ważne rzeczy…
Osiągnięcie takiej liczby trofeów co Pelé mówi samo za siebie. Już tylko krok dzieli cię od zostania najbardziej utytułowanym Brazylijczykiem w historii futbolu. Za tobą jest już taka legenda jak Cafu, który ma 26 tytułów. Porównywanie cię do Pelé to przesada?
Cóż… Nigdy nie lubiłem porównań, a on wciąż jest naszym królem. To prawda, że takie są liczby. A z nimi nie możemy dyskutować. 30 tytułów to już istotna liczba. O tym zawsze marzyłem od dziecka, kiedy zdecydowałem się poświęcić temu zawodowi. Nie chciałem być jednym z wielu, chciałem być kimś, kto zostanie zapamiętany za to, że dobrze rywalizował i poświęcił się swojej pracy. Trofea również stanowiły część mojego wyzwania. Człowiek jest zadowolony z tego, że robi wszystko, by ta seria trwała.
Potrafiłbyś wybrać jedno trofeum, gdybyś musiał?
Nie mogę wybrać między jednym a drugim. Na wszystkie trzeba bardzo mocno pracować, aby je zdobyć. Od pierwszego mistrzostwa zdobytego w Bahii po finał Ligi Mistrzów czy KMŚ.
W KMŚ kluczowe znaczenie mają różnice ekonomiczne między klubami z Europy i Ameryki Południowej?
Nie. Różnicą jest organizacja klubów południowoamerykańskich. Niedawno Corinthians pokonał Chelsea, co świadczy o tym, że mogą oni rywalizować z Europejczykami. To nie pieniądze grają, ale zawodnicy.
Co jest najlepszego w Barcelonie?
Zespół. Każdy ma jasno określoną rolę, każdy wie, co ma robić, wiesz, czego możesz się spodziewać po koledze, który gra przed tobą lub obok ciebie, i jaka jest odpowiedzialność każdego z nich. To zespół czynników, do których trzeba dodać ogromną jakość zawodników.
Podstawowa jedenastka budzi strach…
Nie! Nie mówię tylko o jedenastu, którzy grają, ale o wszystkich znajdujących kadrze. Są tacy, którzy grają od początku, ale są też inni równie ważni, bo sprawiają, że ci podstawowi zawodnicy nie mogą się zdrzemnąć, ale również muszą przeć do przodu, by utrzymać swój status. Kiedy grasz lepiej, to dlatego, że twój rywal o miejsce w składzie depcze ci po piętach, byś dawał z siebie to co najlepsze.
Ten zespół sprawia wrażenie, że cieszy go gra w finałach, że nie boi się ważnych momentów i jest przekonany, że wygra. Wygrywaliście 13-krotnie w ostatnich 15 finałach. To wasze środowisko naturalne?
Dobrze się czujemy, grając w piłkę. Finał to tylko kolejny mecz. Jest istotny, bo w grze jest tytuł. My w każdym spotkaniu chcemy wszystko robić perfekcyjnie, robić to, o co prosi nas trener i nad czym pracujemy na treningach. Ostatecznie tytuły to tylko konsekwencja codziennej pracy drużyny. Może nie mają potrzebnej wartości, gdy ich nie zdobywasz, ale kiedy wygrywasz, to już tak.
Dla Daniego Alvesa który zespół jest lepszy: Barça Pepa czy Barça Luisa Enrique?
Nie. Każdy ma swoje zasługi i jest ważny. Mówiłem, że porównania są skomplikowane, bo nie ma jasnej odpowiedzi. Cieszyłem się, grając w Barcelonie Pepa, i cieszę się teraz. Ten klub to fenomen. Bo ostatecznie to ciągle jest Barça. Teraz w obecnej drużynie dodaliśmy rzeczy, których wcześniej nie mieliśmy, w niektórych aspektach jesteśmy inni, ale esencja została zachowana.
Jakoś szczególnie zmieniła się twoja gra?
Nie zmieniła się bardzo. Podstawa jest ta sama, ale wariacje mistera różnią się od tych Guardioli. Koncepcja jest jednak taka sama. Sposób grania nie uległ zmianie. Teraz jednak czytamy grę w inny sposób, w inny sposób ją interpretujemy.
Neymar w 2011 roku przegrał w finale KMŚ przeciwko Barcelonie, a teraz zdobył mistrzostwo z tą drużyną…
Piłkarze chcą być zapamiętani. Zapamiętuje się tylko tych, którzy wygrywają. W 2011 zdobył cenne doświadczenie, a teraz na nasze szczęście gra po naszej stronie.
To ty byłeś jednym z „winnych” przyjścia Neymara. Jak oceniasz jego rozwój?
Limity narzuca on sobie sam. Jeśli nie nałoży na siebie limitu, to go nie będzie miał, bo jego cechy i jakość działają na jego korzyść. To jeden z takich zawodników, jak Leo, jak Luis, którzy są określani jako wyjątkowi, którzy wyznaczają epokę, erę w futbolu, podobnie jak inni wielcy piłkarze. Z tego powodu osiągnie to, co sobie założy. A jeśli będzie z nami, tym lepiej, ponieważ to znak, że będziemy bardzo konkurencyjni i będziemy mieć szanse na osiąganie wspaniałych rzeczy.
Komentarze (77)