Jeszcze nie opadł kurz po przyznaniu Złotej Piłki dla Króla Leo V, a już możemy zająć się jeszcze bardziej prestiżowymi nagrodami. Jak nakazuje rozpoczęta dawno, dawno temu w odległej galaktyce tradycja przyszedł czas na wręczenie statuetek od FCBarca.com. Ceremonia jak zwykle będzie niezwykle efektowna, afterparty z całą pewnością nie zawiedzie, dlatego my już nie będziemy przedłużać.
U nas nie liczą się głosy dziennikarzy, trenerów i innych ekspertów z Pakistanu, Vanuatu, Kirgistanu, czy Indii. U nas można być spokojnym, że będzie jeszcze bardziej absurdalnie niż w głosowaniu na Złotą Piłkę, a niektóre wybory mogą okazać się zbyt kontrowersyjne. Dwuosobowe jury (n00stress oraz Eoren), które tworzy dla Was „Podsumowanie La Liga” przez cały sezon postanowiło jednak dokonać niemożliwego i zrobić małe zestawienie tej jesieni. Niech moc będzie z Wami, a do dyskusji oczywiście zapraszamy. Tylko takiej z argumentami, co oczywiste!
W tym sezonie nasze zestawienie najlepszych bramkarzy, na najniższym stopniu podium, otwiera bohater, którego jeszcze niedawno nie spodziewalibyśmy się tutaj: Jaume Domenech. Golkiper Valencii choć swego czasu nie po drodze mu było z poprzednim szkoleniowcem Nietoperzy, Nuno Espirito Santo, zdołał uzbierać aż 56 interwencji. Najwięcej spośród wszystkich bramkarzy w lidze, a trzeba wziąć pod uwagę fakt, że rozegrał zaledwie 16 spotkań. Nic dziwnego, że w tym wciąż niezbyt udanym dla Valencii sezonie, Jaume stał się ulubieńcem kibiców z Mestalla. Gdyby nie jego postawa Valencia mogłaby być nie w trudnej a wręcz rozpaczliwej sytuacji. Domenech wdarł się przebojem do naszego zestawiania – nic dziwnego skoro dzięki niemu sympatycy Nietoperzy nie tęsknią aż tak bardzo za (wydawałoby się) niezastąpionym Diego Alvesem. Ten sezon tak obrodził w bramkarskie objawienia, że na drugim stopniu podium zdecydowaliśmy się zmieścić aż dwóch porteros. Co prawda reprezentują rywalizujące ze sobą drużyny, co prawda znaleźli się na nim za zupełnie inne zasługi, ale może podzielą się jakoś srebrnym medalem i obejdzie się bez przepychanek na podium. Nasze wyróżnienie wędruje w ręce bramkarzy Barçy i Realu – Claudio Bravo i Keylora Navasa. Jeśli chodzi o Chilijczyka już w zeszłym sezonie udowodnił on, że jego transfer do Blaugrany był strzałem w dziesiątkę, rewelacyjnie spisując się w rozgrywkach ligowych. W tej temporadzie Bravo utrzymuje przede wszystkim stały wysoki poziom, notując drugi w kolejności najniższy współczynnik goli straconych na mecz – 0,57. Navas z kolei to zupełnie inna historia. Jeszcze w letnim okienku próbowano go na siłę wypchnąć z Realu. Dziś kibice Królewskich prawdopodobnie błogosławią osławiony faks, który nie pozwolił na zamianę Keylora na De Geę. Co prawda Navas nie wykręcił tak imponujących liczb jak Bravo, czy też bohater z pierwszego stopnia podium, jednak duży w tym udział postawy obrońców Realu. Gdyby Kostarykanin nie stawał na wysokości zadania to kryzys Królewskich z pewnością przybrałby poważniejsze rozmiary. Interwencje takie jak te z
target="_blank">meczu z Celtą na długo pozostaną w naszej pamięci. Zwycięzca mógł być tylko jeden i nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości kto nim będzie. Jan Oblak zdeklasował rywali. 19 spotkań i 0,42 straconych goli na mecz to wynik, do którego nikt się na razie nawet nie zbliżył. Co prawda Oblak ma przed sobą ogromną pomoc w postaci żelaznej obrony Atléti, jednak tak imponujący wynik musi zostać odpowiednio nagrodzony.
Nasze dwuosobowe jury [n00stress oraz Eoren - przyp. red.] ostro debatowało przy obsadzie najniższego stopnia podium w kategorii najlepszy obrońca jesieni. Całym sercem byłem za Gerardem Piqué, ale ostatecznie kobiecy głos przeważył i nagroda powędrowała do Víctora Ruiza. Długo, nawet bardzo długo, trzeba było czekać aż Hiszpan zacznie grać na miarę swojego potencjału. Świetne występy na początku sezonu (a rywale wcale nie byli tacy łatwi) sprawiły, że Víctor Ruiz szybko stał się jednym z najlepszych obrońców w lidze, a Villarreal dość niespodziewanie po pięciu kolejkach liderował elicie. W kolejnych meczach Ruiz unikał poważniejszych błędów, a Żółta Łódź Podwodna na stałe zadomowiła się w czołówce i może się pochwalić znakomitą defensywą - tylko Atlético i Barcelona straciły mniej goli. Drugie miejsce w naszym zestawieniu zajął wracający do znakomitej dyspozycji Aymeric Laporte. Świetnie grał przede wszystkim w październiku, kiedy Athletic mierzył się z Valencią, Sportingiem i Deportivo. W starciu z Nietoperzami
target="_blank">wpisał się nawet na listę strzelców, co tylko potwierdziło wysoką formę Francuza. Po chwilowej zapaści na odpowiednie tory wrócił w grudniowych starciach, które rozpoczął od
target="_blank">trafienia w spotkaniu z Atlético. W kolejnych meczach z Celtą Vigo i Levante Lwy zachowywały czyste konto, a Aymeric był głównodowodzącym linii defensywy. Pierwsze miejsce? Skała w obronie, najwierniejszy żołnierz Diego Simeone i symbol Atlético, czyli po prostu Diego Godín. o Urugwajczyku napisano już wszystko, dlatego nie będziemy się rozwodzić. Los Colchoneros w lidze stracili najmniej goli, a Godín jest tego jednym z głównych architektów.
Najlepszy boczny obrońca
1. Marcelo (Real Madryt CF) 2. Filipe Luis (Atlético Madryt) 3. Mario Gaspar (Villarreal CF)
Nie ulega wątpliwości, że ten sezon w La Liga jest szalony, nic więc dziwnego, że ma to też odzwierciedlenie w naszym zestawieniu. Podium najlepszych bocznych obrońców otwiera tym razem Mario Gaspar. Villarreal to jedno z największych zaskoczeń tej rundy, zaś Mario Gaspar to piłkarz, który niewątpliwie przykuwa uwagę w tej drużynie. I to tak skutecznie, że w końcu przykuł ją nawet u Vicente del Bosque. A ten, jak wiadomo, nie jest zbyt skory do rozdawania nowych powołań. Jeśli kogoś nie przekonują same liczby – sześć szans wykreowanych dla Villarreal w tym sezonie – to wystarczy
target="_blank">spojrzeć na to, by docenić skalę talentu Mario Gaspara. Drugi stopień podium zajmuje obrońca Atlético. Wydawało się, że powrót Filipe Luisa na stare śmieci będzie jedną z lepszych wiadomości dla Atléti i... przewidywania te w pełni się potwierdziły. W ledwie szesnastu spotkaniach nazbierał on aż 111 zwycięskich pojedynków z zawodnikami rywala. Większą liczbą pochwalić może się tylko jego kolega z drużyny, Godín, jednak ten rozegrał wszystkich dziewiętnaście spotkań. Tym razem zdobywca pierwszej nagrody także nie podlegał dyskusji. Wędruje ona do Marcelo,czyli piłkarza będącego jednym z najjaśniejszych punktów drużyny Królewskich. A ponieważ Real nie jest u szczytu formy jeszcze wyraźniej rzuca się w oczy dobra postawa Brazylijczyka. Nawet w feralnym dla drużyny z Madrytu El Clásico, które piłkarze Beníteza przegrali aż 0:4, Marcelo był w stanie zaprezentować się z dobrej strony. A to, samo w sobie, stanowiło wyczyn.
Najlepszy defensywny pomocnik
1. Sergio Busquets (FC Barcelona) 2. Grzegorz Krychowiak (Sevilla FC) 3. Bruno Soriano (Villarreal CF)
Listę najlepszych defensywnych pomocników tej rundy otwiera stały bywalec naszych zestawień – Bruno Soriano. Już od dawna Bruno jest ostoją Villarreal, zaś w tym sezonie – wyjątkowo udanym dla jego drużyny – nie jest inaczej. 31-letni pomocnik to jeden z tych zawodników, których dyskretna praca chwilami jest niedostrzegalna, a jednak niezastąpiona. To nie tylko jeden z najbardziej bramkostrzelnych pivotów tej rundy (4 bramki) ale też drugi pomocnik w La Liga pod względem sumarycznej liczby przerwanych akcji przeciwnika – takich zagrań zaliczył aż 101. A kto pod tym względem jest na pierwszym miejscu? Liczbę 154, deklasującą pozostałych rywali, uzbierał Grzegorz Krychowiak. Do niego też wędruje druga nagroda w kategorii „defensywny pomocnik”. Polak może nie tylko pochwalić się rewelacyjnymi statystykami, ale też faktem, że w drugim sezonie w barwach Sevilli zdołał już sobie zaskarbić miłość kibiców z Andaluzji. Ci, w plebiscycie Estadio Deportivo, wybrali go najlepszym zawodnikiem Palangany w tym sezonie. Nic dziwnego, że szybko napłynęły informacje o zainteresowaniu Polakiem ze strony Arsenalu. My także przychylamy się do opinii kibiców Sevilii i doceniamy postawę Grzegorza Krychowiaka w klubie z Andaluzji. Choć może naszej sympatii do niego nie wyrażamy tak udanie jak niektórzy z nich. W tym sezonie naszym numerem jeden pozostaje zawodnik, do którego – nie ukrywamy – mamy słabość. Żadnemu kibicowi Barçy Sergio Busquetsa nie trzeba przedstawiać. Jakiekolwiek próby opisania jego wkładu w grę Barcelony są bezzasadne, bo to, co Sergio daje Dumie Katalonii, nie da uchwycić się w słowach ani statystykach. To jeden piłkarzy światowego formatu, którzy najczęściej pomijani są we wszelkich oficjalnych plebiscytach i zestawieniach. Na szczęście nie w naszym! Jeśli ktoś potrzebuje przypomnieć sobie jak w tym sezonie grał Busi polecamy odświeżyć sobie
target="_blank">jego występ w El Clásico. My możemy patrzeć bez końca ;)
Długo zastanawialiśmy się nad umieszczeniem na trzeciej pozycji Andre Gomesa, czyli jedynego obok Jaume pozytywu tej jesieni w Valencii, ale ostatecznie postawiliśmy na Tiago Mendesa. Doświadczony pomocnik Atlético do momentu odniesienia kontuzji rozgrywał jeden z najlepszych sezonów w karierze, a Diego Simeone nie wyobrażał sobie podstawowej jedenastki bez niego. Ostatecznie Portugalczyk zdążył wystąpić w 13 meczach ligowych, w których zanotował dwie asysty oraz strzelił jednego gola. Na drugim miejscu znalazł się Sergi Roberto, czyli największe odkrycie tego sezonu w całej lidze hiszpańskiej. Uniwersalny pomocnik przeszedł niezwykłą przemianę względem poprzednich lat i jest jednym z kandydatów do wyjazdu na mistrzostwa Europy do Francji. Całkiem nieźle, jak na piłkarza, którego jeszcze rok temu wszyscy skreślali. W rundzie jesiennej rozegrał czternaście spotkań i zanotował cztery asysty, a te ze spotkań z Getafe czy Realem Madryt zapamiętamy na bardzo długo.
Na pierwszym miejscu znalazł się Koke, który może nie olśniewał jak w poprzednich sezonach, może nie był tak widoczny, ale ciężko nie docenić jego pracy w środku pola Atlético. Kolejny, obok Godína i Griezmanna, żołnierz Diego Simeone, który rzadko kiedy zawodzi. Na jesieni szesnaście występów, dwa gole i trzy asysty. Ostatniego słowa jeszcze nie powiedział i mamy wrażenie, że najlepsza wersja Koke dopiero przed nami.
Wypożyczenie do Espanyolu miało być dla Marco Asensio największą próbą i szansą na zaprezentowanie niezwykłego potencjału. I dość szybko się okazało, że wypożyczony z Realu Madryt pomocnik z tej szansy skorzystał. W zespole Papużek odnalazł się perfekcyjnie. W szesnastu spotkaniach zanotował aż sześć asyst i dwadzieścia trzy kluczowe podania. Najlepszy mecz
target="_blank">zagrał z Realem Betis, kiedy na swoim koncie zapisał trzy asysty. Numer dwa na naszej liście, to kolejny młodziutki pomocnik, ale tym razem wypożyczony z Barcelony. Alen Halilović, bo o nim mowa, w Sportingu Gijon skorzystał ze swojej szansy podobnie jak zrobił to Asensio w Espanyolu. Bilans Chorwata to dwa gole, trzy asysty i dwanaście kluczowych podań. Oby dalej tak dobrze się rozwijał!
Pierwsze miejsce? Andrés Iniesta. Pod wodzą Luisa Enrique Iniesta znów stał się magikiem środka pola i piłkarzem dla Barcelony niezastąpionym.
Przez całe letnie okienko transferowe mówiło się o powrocie Nolito do Barcelony. Ostatecznie transfer skrzydłowego nie doszedł do skutki i... może to i dobrze? Z pewnością dobrze dla Celty Vigo, ponieważ to jej piłkarz otwiera dziś nasze zestawienie najlepszych skrzydłowych. Były zawodnik Barcelony z każdym sezonem coraz lepiej poczyna sobie w drużynie Toto Berizzo, zaś w tej rundzie był niekwestionowaną gwiazdą swojej ekipy. Zaliczył nie tylko osiem bramek, nie tylko pięć asyst, ale też ale też 43 (słownie: czterdzieści trzy!) wykreowane szanse bramkowe. Drugi pod tym względem w ekipie Celestes Orellana ma ich o trzynaście mniej. Wydaje się, że Nolito wreszcie, w wieku 29 lat, gra na miarę swojego talentu. Tym razem słychać o zainteresowaniu skrzydłowym Celty ze strony, a jakże, Arsenalu. Ale nie ma mowy o takim transferze – my Nolito z La Liga nie wypuścimy! Zaszczytne drugie miejsce wędruje do... Leo Messiego! Oklaski, flesze aparatów... chwila, ale jak to? Messi drugi? Drugi? Właśnie tak. Argentyńczyk będzie musiał jakoś przełknąć ten fakt, choć supremacja w światowym futbolu nie przyzwyczaiła go do zajmowania drugiego miejsca. [No, chyba, że w reprezentacji – przy. red.*]. Tym razem Leo będzie musiał pocieszyć się jakoś piątą Złotą Piłką (zawsze coś) i pogodzić z faktem, że w kategorii „najlepszy skrzydłowy pierwszej rundy sezonu 2015/16 według FCBarca.com" zajął zaledwie drugie miejsce. Pogodzić się z tym faktem nie powinno mu być jednak trudno, ponieważ wyraźnie zaznaczamy, że na taką decyzję wpłynęła głównie długa kontuzja, z jaką borykał się Argentyńczyk. Z tego powodu rozegrał jak dotąd jedynie trzynaście ligowych spotkań i ustrzelił w nich tylko dziewięć bramek [tyle samo co Javi Guerra – przyp. red.*]. Ostatni mecz z Granadą dobitnie pokazał jednak, że Leo nie ma zamiaru zwolnić, zaś kontuzja mogła być dla niego co najwyżej chwilą oddechu w drodze do dalszych celów. Jesteśmy pewni, że jeśli tylko dopisze mu zdrowie (za co oboje trzymamy kciuki tak mocno, że mocniej chyba się nie da), to pod koniec sezonu Leo znów zdominuje wszystkie plebiscyty. Nie tylko nasz. Tym razem jednak absencja Argentyńczyka otworzyła drogę do wielkości dla dwóch innych zawodników Barçy, którzy pod nieobecność Leo dokonali rzeczy wielkich. Miano najlepszego skrzydłowego tej rundy wędruje do jednego z nich. Mowa oczywiście o Neymarze. To przypadek, który wymyka się opisowi. Wraz z Luisem Suárezem Neymar wziął na swoje barki losy Barçy podczas kontuzji Leo i jego dyspozycja w tym czasie przerosła chyba najśmielsze oczekiwania. Doczekaliśmy momentu, gdy Brazylijczyk nie tylko czaruje efektownymi sztuczkami ale też potrafi przesądzić o losach drużyny.
1. Luis Suárez (FC Barcelona) 2. Lucas Pérez (Deportivo) 3. Antoine Griezmann (Atlético Madryt) / Karim Benzema (Real Madryt CF)
Od momentu transferu na Santiago Bernabéu Karim Benzema nie grał lepiej. Francuz, dla przyjaciół po prostu ciota, w lidze zgromadził już 14 bramek i w klasyfikacji Pichichi znajduje się tuż za plecami duetu Neymar-Suárez (obaj po 15 trafień). Rihanna na pewno jest zachwycona! Na równi z Benzim zestawiliśmy Antoine Griezmanna, który ciągnie Atlético jak tylko może. Kiedy inni napastnicy zawodzą, to były piłkarz Realu Sociedad robi co się da, żeby Los Colchoneros cokolwiek strzelili. I wychodzi mu to całkiem nieźle. Dziesięć goli i dwie asysty to bardzo przyzwoity bilans. Na drugim miejscu znalazł się gość, na którego przed sezonem w życiu byśmy nie postanowili, ale ten uparł się, żeby strzelać gola za golem. Lucas Pérez jest największą gwiazdą Deportivo, które nadspodziewanie dobrze radzi sobie w lidze. Hiszpan ma za sobą serię siedmiu meczów z bramką, a łącznie w swoim dorobku ma dwanaście goli i trzy asysty. Robi wrażenie. Numer jeden na naszej liście nie będzie żadnym zaskoczeniem… Luis Suárez! Najlepszy strzelec w Primera División obok Neymara i prawdziwy król pola karnego. Jedynym mankamentem była ta skuteczność, ale nie będziemy narzekać.
Nadszedł czas na to, co lubimy najbardziej czyli zaskoczenia. Oczywiście te pozytywne a – trzeba szczerze przyznać – tych w bieżącym sezonie nie brakowało. W tej kategorii ostatnie miejsce zgarnia Yannick Carrasco. Obok Antoine Griezmanna okazał się on najbardziej efektywnym zawodnikiem ofensywnym Atlético Madryt, choć bynajmniej nie jest to ekipa, która ofensywą stoi. Przede wszystkim Carrasco wniósł kroplę szaleństwa do poukładanej drużyny Cholo Simeone.
target="_blank">Sami zresztą popatrzcie. Na miejscu drugim najbardziej zaskakujące zaskoczenie, którego nie spodziewaliśmy się tak bardzo, jak nie spodziewamy się Hiszpańskiej Inkwizycji: Lucas Pérez! Czy ktoś przed sezonem postawiłby choćby złamany grosz na to, że napastnik Deportivo na półmetku ligi będzie mieć na swoim koncie dwanaście bramek? Ktokolwiek? Dla łatwiejszego rachunku podamy tylko, że dokładnie tyle samo mają w tej chwili Gareth Bale i Agirretxe. W tym momencie dokonujemy szybkich obliczeń ceny za jaką Real zakupił Bale'a (80 milionów euro wg TM) a Deportivo powtórnie sprowadziło Lucasa Péreza (1,5 miliona euro wg TM). Chcieliśmy przeliczyć ile każdy z tych klubów kosztowała jedna bramka danego zawodnika, ale w ostatniej chwili przypomnieliśmy sobie, że przecież dla Florentino pieniądze nie mają znaczenia. Poprzestańmy na tym, że wychowanek Rayo zalicza właśnie wręcz kosmiczny sezon. Niech fakt, że w meczu z Eibar wyrównał on klubowy rekord Bebeto – strzelając w siedmiu meczach z kolei – świadczy sam za siebie. Zaskoczeniem numer jeden, najbliższym sercom barcelonistów, mianujemy jednak Sergiego Roberto. Uczucia kibiców Barçy wobec Katalończyka przypominały sinusoidę: od wielkich oczekiwań aż po ogromne rozczarowania. Ostatecznie jednak sinusoida znów poszła w górę i wydaje się, że wreszcie osiągnęła fazę plateau. Sergi, który jeszcze na początku sezonu poważnie zawodził, w kluczowym momencie problemów kadrowych okazał się dla Luisa Enrique piłkarzem wielozadaniowym. Tego, że wychowanek La Masíi odpali w taki sposób chyba naprawdę nie spodziewał się nikt, dlatego miano pozytywnego zaskoczenia sezonu słusznie mu się należy.
Pierwszych sześciu miesięcy na Santiago Bernabéu Danilo z całą pewnością nie będzie dobrze wspominał. Przez cały ten okres wyglądał jak madrycka wersja Douglasa, chociaż to byłaby lekka obraza dla naszego ulubieńca. Tylko kontuzja Daniego Carvajala dała nadzieję Brazylijczykowi na częstsze występy, ale jak szybko się nie poprawi, to może jeszcze szybciej pożegnać się ze stolicą Hiszpanii. Zawodzi również Pepe, który nagle pod wodzą Beníteza zapomniał jak się gra w piłkę, a mimo to w hierarchii był wyżej od Varane’a. Wspomniana dwójka to jednak nic przy naszym numerze jeden… Martínez potrzebuje czasu, Martínez zaraz zacznie strzelać gole, Atlético nie jest łatwym klubem dla napastnika… i tak dalej, i tak dalej. Diego Simeone, Diego Godín i inni zarzekali się, że Kolumbijczyk w końcu odpali, ale nie odpalił. Troszkę przeszkodziła mu w tym kontuzja, ale tak naprawdę nieobecności byłego snajpera Porto Rojiblancos nawet nie odczuli i zapewne nawet nie tęsknili. Na razie jego transfer to pieniądze wyrzucone w błoto, ale może coś się zmieni?
Największe pozytywne zaskoczenie (drużyna)
1. Villarreal CF 2. Deportivo / Eibar 3. Celta Vigo
Wspomnieliśmy już, że jest to sezon pełen zaskoczeń. By się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na tabelę. Celta Vigo będzie jedną z pierwszych drużyn, której lokata rzuci się nam w oczy. To właśnie do podopiecznych Toto Berizzo wędruje trzecia nagroda w kategorii „pozytywne zaskoczenie rundy – drużyna”. Piłkarze z Galicji rozpoczęli sezon lepiej niż dobrze, przez dłuższy czas trzymając się ścisłego topu. Można było odnieść wrażenie, w szczególności po imponującej wygranej nad Barceloną, że Celta szybko złapie zadyszkę i nie wytrzyma długo tempa, które sama sobie z początku narzuciła. I faktycznie, nie udało im się utrzymać lokaty w pierwszej trójce ale to właśnie fakt zachowania przez Celstes stałego, wysokiego poziomu zadecydował o tym, że nie wahamy się umieścić ich na tej liście. Na drugim stopniu podium znów zrobiło się tłoczno, bo tym razem muszą się tam zmieścić aż dwie drużyny. Mowa o Deportivo i Eibar. Zarówno Baskowie, jak i Galicyjczycy, to dwie ekipy, których po prostu nie powinno być tam, gdzie są w tej chwili. A jednak. Ci pierwsi pozostali w Primera jedynie dzięki degradacji Elche, drudzy rzutem na taśmę wywalczyli utrzymanie. Teraz plasują się kolejno na szóstej i dziewiątej pozycji, wykazując się konsekwencją i skrupulatnie odbierając punkty rywalom. Obu klubom gratulujemy świetnej postawy, jednak mamy nadzieję, że będą one miały w pamięci lekcję, jaką dał poprzedni sezon w wykonaniu Eibar. Wszak wtedy Baskowie też zaliczyli świetną pierwszą rundę, zaś druga mogła ich zaprowadzić prosto do Segunda. Nie patrzmy jednak w kierunku dołu tabeli. W końcu mówimy o pozytywnych zaskoczeniach. I kto tam czai się tuż za podium? Valencia? Sevilla? Athletic? Ależ skąd – Villarreal! Podopieczni Marcelino Torala nie tylko uplasowali się tuż za wielką trójką, nie tylko są w strefie Ligi Mistrzów. Największym zaskoczeniem jest fakt, że Żółta Łódź Podwodna traci zaledwie jeden punkt do Realu i pięć do lidera, jakim jest Atlético. W chwili gdy cała reszta drużyn coraz bardziej odstaje od potentatów z Barcelony i Madrytu ekipa z walenckiego miasteczka nie przyłączyła się do tego peletonu i planuje uczestniczyć w ucieczce. Oby jak najdłużej! W końcu takie historie dodają smaku tej lidze.
Największe rozczarowanie (drużyna)
1. Real Madryt 2. Valencia CF 3. Real Sociedad
Patrząc na kadrę Realu Sociedad można się złapać za głowę, że ta drużyna jest tak daleko w ligowej tabeli. Po rozczarowującej grze i kolejnych niepowodzeniach z San Sebastián w końcu pogoniono Davida Moyesa i postawiono na znanego z rezerw Barcelony Eusebio. Ciężko powiedzieć, czy jest to zmiana pozytywna, bo Txuri-Urdin dalej grają w kratkę, ale trzeba przyznać, że gorzej niż za Moyesa być nie może. Drugie miejsce przypadło Valencii, która dwa najlepsze mecze zagrała w starciach z Barceloną i Realem Madryt. Poza tym jeden wielki dramat. Z Mestalla w końcu pozbyto się Nuno Espirito Santo, ale jego miejsce nieoczekiwanie zajął… Gary Neville, który na ławce trenerskiej wylądował wprost z telewizyjnego studia. I na razie radzi sobie z podobnym skutkiem co Krzysztoł Przytuła, czyli nijak. Numer jeden na naszej liście, to słynny Real Madryt, który pod wodzą Beníteza zawodził na całej linii. Kibice Barcelony liczyli, że hiszpański szkoleniowiec pozostanie na swoim stanowisku nieco dłużej, ale zabawa skończyła się na remisie z Valencią. Czy to na pewno wina tylko i wyłącznie trenera, czy może również piłkarzy, to pokaże czas. Na razie Zidane przygodę z trenerką rozpoczął od wysokiego zwycięstwa.
Najlepszy transfer
1. Lucas Vázquez (Real Madryt) 2. Casemiro (Real Madryt) 3. Javi Guerra (Rayo Vallecano)
To czy transfer był udany to jedna z rzeczy, które niezwykle trudno zmierzyć, jednak podejmiemy się tego zadania. Nasze zestawianie transferów, które odpaliły w tej rundzie otwiera Javi Guerra. Piraci są na dnie, bardziej na dnie można być w tej chwili jedynie będąc Levante, a skoro Rayo ostatnio przegrało z Levante... Tak, cóż... Jednak gdzie byliby bez Javiego? Były gracz Valladolid, zakontraktowany przez Rayo ostatniego dnia okienka, zdobył dla nowego klubu 9 trafień. To niemal połowa goli, które uzbierała cała drużyna (21). Guerra przebojem powrócił do La Liga a o jego znaczeniu dla drużyny dobitnie świadczy fakt, że w chwili, gdy przestał zdobywać bramki Rayo popadło w głęboki kryzys. Jednak to właśnie Javi Guerra jest nadzieją dla ekipy Jémeza na pomyślne zakończenie sezonu. A ile kosztowała ta nadzieja? A nic! Taki już styl Rayo. Na drugim stopniu podium melduje się Casemiro. O tym jak ważnym zawodnikiem stał się on dla Królewskich najwyraźniej mówiły te momenty, gdy go zabrakło. Bez Casemiro w środku pola obrona Realu jest zagubiona niczym dzieci we mgle. W tym roku wzmocnienia Realu były skromniejsze niż zwykle, ale pomimo tego faktu numerem jeden w tej kategorii zostaje Lucas Vázquez. Sprowadzony z Espanyolu zawodnik rozegrał tylko jedenaście spotkań, jednak zdołał w nich udowodnić, że niemal z marszu wpasował się w drużynę Realu i potrafił do niej
Najgorsze transfery, to w zasadzie powtórzenie największych rozczarowań. Jackson Martínez oraz Danilo nie spełniają pokładanych w nich nadziei, a trzeba pamiętać, że do najtańszych piłkarzy nie należeli. Kolumbijczyk kosztował około 35 milionów euro, a Brazylijczyk tylko pięć milionów mniej. Atlético i Real Madryt z całą pewnością oczekiwały więcej, znacznie więcej. Za wspomnianą dwójką znalazł się Jonathas, który zalicza epicki spadek. W poprzednim sezonie czternaście goli i siedem asyst w barwach Elche. Obecny sezon to już jeden wielki zjazd (zaledwie trzy gole w lidze). Real Sociedad miał w końcu zyskać porządnego napastnika, a okazało się, że pozyskał kolejnego Finnbogasona (Islandczyk zawodził w poprzednim sezonie). Brazylijski napastnik przebudził się dopiero w ostatnim meczu z Valencią, ale umówmy się - kto nie strzela goli Nietoperzom?
Najlepszy trener
1. Víctor Sánchez (Deportivo) 2. Luis Enrique (FC Barcelona) / Diego Simeone (Atlético Madryt) 3. Toto Berizzo (Celta Vigo)
Nadszedł czas na wyróżnienie szkoleniowców. Na ostatnim stopniu podium spotkamy tym razem Toto Berizzo, którego Celta Vigo – jak wspomnieliśmy powyżej – jest jednym z największych zaskoczeń tego sezonu. Trener, który przejął ekipę z Galicji po Luisie Enrique był w stanie wraz z upływem czasu uczynić z niej coraz lepszą drużynę, która może konkurować o awans do europejskich pucharów. Drugim miejscem podzielić się muszą Lucho iCholo. Obaj panowie są klasą samą w sobie, zdołali ułożyć ekipy, którym nadali charakterystyczny styl i – co najważniejsze – nauczyli je wygrywać. Za tę właśnie konsekwencję, dzięki której Atlético i Barcelona, drużyny reprezentujące zupełnie odmienny sposób gry, znajdują się teraz na samym szczycie ligi hiszpańskiej i walczą pomiędzy sobą o mistrzostwo, za ten fakt przyznajemy szczególne wyróżnienie. Pierwsze miejsce – przygotujcie się na szok – przypada jednak Víctorowi Sánchezowi. Trener Deportivo wychował cichych zabójców i z drużyny, która kadrowo wydawałaby się mieć niemal nikły potencjał uczynił maszynkę do odbierania punktów faworytom.
NAGRODY SPECJALNE
Nagroda im. Pablo Escobara - za najlepszą kryminalną historię w Primera División: KARIM BENZEMA
Karim „Coco” Benzema, dla przyjaciół ciota, oprócz znakomitej gry i czternastu goli zasłynął aferą, którą żył cały piłkarski świat. Skończyło się na wyrzuceniu gwiazdy Realu Madryt z reprezentacji Francji, ale sama sprawa zapewne będzie miała swoją kontynuację. Coco został oskarżony o współudział w szantażu na Valbuenie, ale najciekawsze z tego wszystkiego były informacje, które wyciekały wraz z rozwojem śledztwa. Z zapisu przesłuchania Karima Benzemy dowiedzieliśmy się, że Francuz ma bardzo uroczy pseudonim Coco, a do przyjaciół zwraca się per cioto. - „Ciota” można powiedzieć do każdego, do przyjaciela, do kolegi. Dla mnie, dla nowej generacji, to przyjazne słowo - tłumaczył Karim dlaczego takim słowem nazwał Valbuenę. To jednak nie był koniec, ponieważ francuskie media podały również, że napastnik Królewskich może być zamieszany w… handel narkotykami. Z całą pewnością będziemy przyglądać się tej sprawie. Warto!
Nagroda Króla Futbolu - za bycie kosmitą w najczystszej postaci: LEO MESSI
W zasadzie wszystko o Leo Messim zostało już napisane; można tylko powielać te same wzniosłe słowa, te same zachwyty, ale i tak nie zdołamy oddać tego, kim jest Leo. Można się spierać kto jest najlepszy na świecie, ale każdy zdroworozsądkowy człowiek na takie pytanie odpowie bez zastanowienia, bo nad czym tu się zastanawiać? 28 lat, pięć Złotych Piłek, siedem mistrzostw Hiszpanii, cztery Ligi Mistrzów, trzy Puchary Króla, cztery Superpuchary Europy, sześć Superpucharów Hiszpanii, trzy Klubowe Mistrzostwa Świata, niezliczona liczba rekordów, bramek i asyst. Ktoś powie, że brakuje mu sukcesów z reprezentacją Argentyny, ale to będzie tylko zakłamywanie rzeczywistości. On już teraz jest największy, a każde kolejne trofeum jest potwierdzeniem legendy. Cieszmy się jego grą, bo mamy cholerne szczęście, że żyjemy w jego czasach.
Nagroda im. Ikara - za upadek bez wzlotu: RAFA BENITEZ
Ikar zasłynął z tego, że wzbił się wysoko tylko po to, by upaść. Rafa Benítez w Realu Madryt zasłynął tym, że upadł, mimo że nawet się nie wzbił. Były już szkoleniowiec Królewskich skończył pracę właściwie zanim na dobre ją zaczął i chyba nikt nie wie do końca dlaczego ją zaczął. Momentów euforii i pamiętnych meczów w wykonaniu jego drużyny właściwie nie było, trudno wychwycić moment, w którym kibice Realu mogliby pomysleć: "To jest to, teraz ekipa zaskoczy! Będzie dobrze!". Kiedy Królewscy powitali Beníteza okazjonalną grafiką przedstawiającą zdobyte przez niego w poprzednich klubach trofea zastanawiałam się jak długo będzie to aktualny obrazek. Okazało się, że jednocześnie miałam rację i jej nie miałam. Grafika nie była aktualna długo, bo i Benítez długo w Realu nie popracował. Jednak z drugiej strony już zawsze będzie ona podsumowywać jego dokonania w stołecznym klubie. Do nagrody specjalnej dla Rafy dołączamy jeszcze nagrodę pocieszenia w postaci kanapki. Smacznego!
Nagroda im. Jamesa Tannera za imponującą wiedzę na temat męskich genitaliów - PACO JEMEZ
James Tanner, twórca skali pozwalajacej ocenić stopień rozwoju płciowego, z pewnością mógłby pogawędzić na ten temat z Paco Jémezem. Szkoleniowiec Rayo okazał się być specem w kwestii rozmiaru genitaliów. Już jakiś czas temu obwieścił, że w sztani Rayo to on ma największego, zaś niedawno przynał, że w dniu, w którym ludziom rozdawano mózgi dostał mu się raczej niewielki, za to przynano mu największą parę jaj. O potwierdzenie musielibyśmy zapytać żonę Paco jednak... chyba wolimy tego nie robić. Pozostaje nam tylko stwierdzić, że jeśli chodzi o mniej literalny a bardziej przenośny wydźwięk tych słów, to dzień później Rayo Jémeza przegrało z Realem Madryt. 2:10. Jednak szkoleniowiec klubu z Vallecas, zarówno desygnując jedenastkę do gry, jak i udzielając pomeczowej konferencji udowodnił, że faktycznie mógł mówić prawdę.
Nagroda im. Harisa Seferovicia za podtrzymywanie tradycji - JONATHAS
Bo tradycję należy kultywować. Wzięli to sobie do serca w Donostii i tak to już jest, że co sezon kupują tam obiecującego napastnika. W poprzedniej kampanii, w innym klubie, spisywał się on rewelacyjnie, strzelał mnóstwo bramek, wiązano z nim ogromne nadzieje, które miały solidne podstawy a po transferze do Realu Sociedad po prostu oduczył się trafiać do bramki. Seferović, Finnbogason a teraz Jonathas. Tradycja strzeleckiej indolencji w Sociedad trwa w najlepsze. Ostatnio Jonathas dwukrotnie trafił do siatki w meczu z Valencią. Podejrzewamy, że mógł być to wypadek przy pracy.
Nagroda im. Rayo Vallecano za skuteczne podkładanie nogi - VALENCIA
Dawno, dawno temu w odleg... Po prostu dawno, dawno temu drużyna Rayo Vallecano zasłynęła jako Matagigantes, Pogromcy Gigantów. Ekipa z Vallecas seryjnie mordowała wówczas faworytów, bezlitośnie odbierając im punkty. W tym sezonie Valencia nie jest najelpszą wersją siebie, jednak mimo to udaje jej się skutecznie podkładać nogę w meczach z drużynami ze szczytu tabeli. Zabrała punkty Barcelonie, zabrała Realowi, zabrała Celcie... kto następny?
Nagroda im. Juana Ponce de Leóna za odnalezienie Źródła Wiecznej Młodości - ARITZ ADURIZ
Juan Ponce de León święcie wierzył, że Źródło Wiecznej Młodości istnieje, jednak nigdy go nie znalazł. Wydaje się, że odnalazł je Aritz Aduriz. Bo przecież w tym wieku nie da się grać w ten sposób, po prostu nie da, prawda?
Nagroda publiczności za najlepszy cykl publicystyczny: N00STRESS & EOREN
Jesteśmy wzruszeni, że otrzymaliśmy tę nagrodę. Właśnie ocieramy łzy wzruszenia i otwieramy szampana, by uczcić fakt, że tak lubicie nasze podsumowania. Bo przecież lubicie, prawda? Głosowaliście na nas. Mamy wyniki. Nooo... Możemy mieć.
Komentarze (71)