Deco: Żaden z napastników Realu nie miałby miejsca w Barcelonie

Ola

2 kwietnia 2016, 14:02

Ara

18 komentarzy

Zagrał w sześciu ligowych klasykach. Anderson Luís de Souza, znany jako Deco, przyczynił się do tego, że Barça stała się klubem zwycięskim. Ciągle uważnie śledzi poczynania zespołu z Camp Nou, a szczególnie Leo Messiego, który pod okiem jego i Ronaldinho wchodził do pierwszej drużyny. Zapraszamy do lektury wywiadu z byłym portugalskim piłkarzem dla dziennika Ara.

Co teraz robi Deco?

Zajmuję się moim życiem osobistym i biznesami, zaczynam też coś robić w świecie futbolu. Korzystając z tego, że zakończyłem karierę, trochę się uczę i przygotowuję się do przyszłości, doradzając klubom. Ciągle podróżuję pomiędzy Europą i Brazylią. Często bywam w Barcelonie, gdzie wciąż mam dom.

Jak zapatrujesz się na sobotni Klasyk?

Zmierzą się dwie wielkie drużyny, chociaż w tej chwili Barcelona przeżywa lepszy okres. Gra niesamowity futbol, ale wiemy, że w Klasyku może zdarzyć się wszystko, bo po obu stronach są zawodnicy o wielkiej jakości. W każdym razie, jeśli chodzi o mistrzostwo Hiszpanii, ciężko, by Real dogonił Barçę. Wygrana w tym meczu niczego mu nie da, musiałby liczyć na więcej potknięć Barcelony.

Różnica 10 punktów w tabeli cokolwiek zmienia?

Nie, z Klasykiem wiąże się zbytnia adrenalina, zbytnia historia, by którakolwiek z drużyn miała wyjść na ten mecz z mniejszym napięciem. Zawodnicy doskonale wiedzą, jak ważne jest to spotkanie. Real, mimo że jest daleko za Barçą, postara się wygrać. To wyjątkowy dzień dla każdego gracza, najlepszy mecz na poziomie klubowym w całym świecie. Wszyscy będą go śledzić.

Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z Klasyków?

Bez wątpienia 3:0 na Bernabéu. W poprzednich latach dominował Real, a dla naszego pokolenia tamto spotkanie oznaczało zmianę. To niezapomniany dzień, jedno z moich najlepszych wspomnień.

Którego zawodnika Realu byś kupił?

Są pewni piłkarze, którzy mi się podobają, szczególnie w środku pola, jak Modrić. To zawodnik, który swoim sposobem gry przypomina Iniestę i Xaviego, ma podobny styl. Z przodu, w ataku, nie widzę piłkarza, który miałby miejsce w Barcelonie. Ja bym kupił Modricia, bo jego sposób gry bardzo pasuje do stylu Barçy.

Ciężko, żeby zajęli oni miejsce Messiego. Jak go oceniasz?

Najtrudniejsze w futbolu jest utrzymanie się na świetnym poziomie przez tyle lat, jak robi to Leo. Być w klubie takim jak Barça, zawsze wygrywając i prezentując ten sam poziom – to nie jest proste. To właśnie w nim zaskakuje, jego grę ogląda się najprzyjemniej i to odróżnia go od pozostałych zawodników.

Utrzymanie wysokiego poziomu gry było problemem twojego pokolenia? Żałujesz tego?

To nie ma nic wspólnego, to są dwie inne epoki. Fakt, że klub ma się dobrze, tak jak teraz, pomaga zawodnikom. Z indywidualnego punktu widzenia – każdy ma swoją własną historię. Grając nadal na takim poziomie, Leo jeszcze bardziej pomoże Barcelonie się rozwijać. Nasza generacja miała swój moment, ale potem wydarzyło się dużo rzeczy. Każdy piłkarz jest w jakimś stopniu odpowiedzialny za to, co dobre, ale i za to, co złe.

Można było przedłużyć ten cykl? Uważasz, że można było coś zrobić lepiej?

Tak, oczywiście, ale każdy klub ma swoje sprawy… Zarówno kiedy się wygrywa, jak i wtedy, gdy się przegrywa, część osiągniętego wyniku należy do każdego zawodnika. Nasze pokolenie wyznaczyło pewną epokę i już, skończyło się, taki jest futbol. Powinniśmy pamiętać z tamtych lat to, co dobre, a nie gorzkie chwile. Wszystkie drużyny mają swój koniec, żadna nie będzie trwać wiecznie. Każde pokolenie ma swoje momenty i trzeba zapamiętać te radosne.

Jak finał w Paryżu, od którego minęło prawie 10 lat.

Przed tym meczem Barcelona przez długi czas nie zwyciężała w Lidze Mistrzów i powinno się pamiętać, czym jest to, co się wydarzyło w Paryżu. To był najważniejszy moment tamtej epoki.

Jak widzisz Neymara? Rozumiesz jego wielkie zamiłowanie do Messiego, jakby miał świadomość, że jeszcze nie jest gotowy, by być numerem jeden?

Nie mogę zbyt wiele powiedzieć z zewnątrz, ale nie ma watpliwości, że to wspaniały zawodnik, który wciąż się rozwija. Idzie drogą ku temu, by stać się jednym z najlepszych piłkarzy świata, i podejrzewam, że w przyszłości będzie numerem jeden, ponieważ ma niesamowity talent, gra w wielkim klubie, ma za sobą świetnych zawodników, którzy pracują dla niego. Poza tym Leo bardzo pomógł mu w adaptacji.

Jak oceniasz dobre relacje pomiędzy tridente?

Dobre relacje pojawiają się, gdy wszystko idzie dobrze na boisku. Grają w niesamowity sposób, widać, że dobrze się bawią. Da się zauważyć, że cieszą się, kiedy są razem na murawie, dzielą odpowiedzialność i bramki między siebie. W futbolu jest tendencja do wyolbrzymiania momentów dobrych i to samo się dzieje, kiedy sytuacja jest odwrotna. To część naszego zawodu. Dlatego, powtarzam, trzeba potrafić cieszyć się dobrymi chwilami, oglądaniem tej trójki zawodników bawiących się razem. Ja, jako przyjaciel Leo, uwielbiam na to patrzeć i widzieć, jak on się cieszy grą w takim zespole jak Barça, przy tak młodym trenerze jak Luis Enrique, który widać, że również spędza tam dobrze czas. Widać, że drużyna ma się dobrze. Powinniśmy mieć nadzieję, że tak będzie przez wiele lat i nawet jeśli niedługo się to zakończy, to teraz trzeba się cieszyć tym zespołem, który jest jednym z najlepiej grających w historii.

Część „winy” za to ponosi Johan Cruyff. Jak przeżyłeś jego odejście?

Barça zawdzięcza Cruyffowi wszystko – swoją historię i kulturę piłkarską. Przyszedł jako wyróżniający się zawodnik, miał wszystko i wniósł nową mentalność. Później zrobił to samo jako trener. Nie ma niczego w tym klubie, co nie byłoby związane z Cruyffem.

Na koniec ciekawostka: prezes Porto Pinto da Costa sprzedał cię do Barçy za niemal połowę tego, co oferowała Chelsea?

Po wygraniu Pucharu UEFA i wielu latach w Porto chciałem odejść. Prezes poprosił mnie, bym został jeszcze na rok, chociaż miałem możliwość transferu do Barçy. Obiecał mi, że jeśli zostanę, pozwoli mi odejść tam, gdzie będę chciał. Był wobec mnie bardzo uczciwy, dlatego mam z nim świetne relacje. To był wspaniały gest, bo nie jest czymś normalnym, by taki klub jak Porto, który zależy od pieniędzy ze sprzedaży zawodników, pozwolił graczowi odejść do Barçy, mając lepszą ofertę.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (18)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze