Simão: Jeśli Atlético to tata, a Barça to mama, to ja idę za tatą

Ola

13 kwietnia 2016, 13:58

AS

16 komentarzy

W rozmowie z dziennikiem AS Simão Sabrosa, były piłkarz zarówno Barçy, jak i Atlético, przyznał, że będzie trzymał kciuki za drużynę z Madrytu. Portugalczyk wypowiedział się także na temat swojej przeszłości w obu klubach.

AS: Już wiesz, gdzie obejrzysz mecz?

Simão Sabrosa: Nie, ale na Calderón dbają o mnie i zawsze jest tam dla mnie miejsce, na wszelki wypadek.

To się nazywa mieć wtyki.

W Atlético ludzie są bardzo wdzięczni.

Oglądałeś pierwszy mecz?

Widziałem powtórkę. Byłem w Monachium na meczu Bayern – Benfica.

I przywitałeś się z Guardiolą?

Tak. Już kiedy był piłkarzem, widać było u niego trenerskie maniery, był trochę inny niż reszta zawodników. Pep był mądry, wyrażał swoje opinie, widział miejsca, których jeszcze nikt nie odkrył. Ma coś, co sprawia, że jest wyjątkowy i piłkarze w niego wierzą.

Na przykład?

Spójrz, podam przykład. W meczu z Benficą kazał Lahmowi grać w pomocy, kiedy drużyna atakowała, i na boku obrony, kiedy broniła. Wie, jak wyciągnąć z zespołu to, co najlepsze.

Przejdźmy do dzisiejszego meczu. Jak to widzisz?

Będzie intensywnie. Mecze Atlético z Barçą zawsze pozostawiają interesujące aspekty, szczegóły do przeanalizowania. W pierwszym spotkaniu, dopóki Torres nie dostał czerwonej kartki, Simeone miał wszystko pod kontrolą, a Barça sprawiała wrażenie zranionej, bez pomyslu. Dopiero po drugiej żółtej kartce wszystko się zmieniło i culés byli stroną przeważającą, mając jednego zawodnika więcej.

A za kim jesteś?

Jeśli Atléti to tata, a Barça to mama, to ja idę za tatą.

No proszę!

Do Barcelony trafiłem w bardzo młodym wieku i grałem tam tylko dwa lata. Poprosiłem klub o możliwość odejścia, bo chciałem grać więcej. W pierwszym moim roku na Camp Nou Barça miała z jednej strony Figo, a z drugiej Rivaldo.

Ciężko było o grę.

Jasne. A w drugim roku klub znajdował się w dziwnej sytuacji, zawsze były jakieś problemy. Odeszło wielu zawodników, a przyszła również duża grupa. Więc postanowiłem wrócić do Portugalii.

Przeszkadzały ci ciągłe porównania do Figo?

Luis był jednym z najlepszych na świecie, bez wątpienia. I nie było łatwo, gdy ciągle takie komentarze pojawiały się na ustach wszystkich.

Cieszył cię powrót do Portugalii?

Benfica postawiła na mnie i spędziłem tam bardzo dobre lata, zanim wróciłem do Hiszpanii.

Co pamiętasz ze swojego etapu na Calderón?

Wiele rzeczy i wszystkie one są dobre. Tam grałem bardzo dobrze, czułem się liderem zespołu, strzelałem bramki, znalazłem przyjaciół i to, co najważniejsze dla profesjonalnego piłkarza.

Czyli co?

Trofea.

Z Sánchezem Floresem, prawda?

Tak. Kolejny wielki trener! Teraz to mój przyjaciel. Nasze relacje zaczęły się wiele lat temu. Co więcej, kiedy był trenerem Valencii, chciał mnie kupić z Benfiki, ale się nie udało.

Śledzisz jego poczynania w Watfordzie?

Jasne! I nie dziwi mnie to. Zastosował w grupie skromnych piłkarzy naprawdę interesujące zasady.

Simeone odnosi sukcesy, ale możemy powiedzieć, że wszystko zaczęło się od Quique?

Obecne Atlético ma bardzo twardą, żelazną mentalność i to jest niezbędne, by zespół mógł utrzymywać się wysoko. To jego znak rozpoznawczy, drużyna jest bardzo zaangażowana od pierwszego dnia pretemporady do końca sezonu.

Jakiego meczu się spodziewasz?

Barça wyjdzie, by grać swój futbol, a Atlético będzie szukać bramki bez pośpiechu, chociaż naciskając przez cały czas. To będzie widowisko taktyczne w każdym tego słowa znaczeniu. Jestem pewien, że Simeone do końca będzie miał jakiegoś asa w rękawie.

Jaką rolę ma odgrywać tridente?

Messi, Neymar i Suárez – ci trzej zawodnicy razem są paszportem do zdobywania trofeów.

Jak oceniasz ten sezon Messiego?

Teraz Barça musi zebrać wszystko to, co zasiała. O ile triumf Cristiano zależy od aspektów fizycznych, codziennej pracy i całkowitego skupienia na futbolu, to talent Leo jest czymś naturalnym. Nic nie uszczęśliwiłoby mnie bardziej niż gdyby czas się dla nich zatrzymał i by mogli grać o dekadę dłużej.

Za nimi nadchodzi Neymar.

Kolejny fenomen, który ma wszystko, by stać się najlepszym, ale będzie musiał poczekać jakiś czas na zdobycie Złotej Piłki.

To ci zawodnicy zagrażają drużynie Simeone.

Powiem ci, że moim wymarzonym finałem byłby Atlético – Benfica.

I nic więcej nie trzeba dodawać, wszystko jasne.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (16)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze