Urugwaj bez Luisa Suáreza przegrywa z Meksykiem

n00stress

6 czerwca 2016, 13:02

zdjecie: AFP

14 komentarzy

Można odetchnąć z ulgą. Na Copa América w końcu doczekaliśmy się emocji i pasjonującego spotkania, które trzymało w napięciu od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Tym razem nie trzeba było pobudzać się mocną kawą, ponieważ do roboty wzięli się piłkarze. 

Jeżeli czekaliście na prawdziwe Copa América, to z całą pewnością starcie Meksyku z Urugwajem miało wszystko, na co czekaliście. Po słabszych - łagodnie mówiąc - spotkaniach grupy A oraz B przyszedł czas na hit grupy C. Warto było czekać, ponieważ w końcu doczekaliśmy się pierwszego spektaklu. 

Glendale w stanie Arizona jest położone najbliżej meksykańsko-amerykańskiej granicy w porównaniu do wszystkich miast gospodarzy Copa América Centenario. Nie było więc zaskoczenia, że na University of Phoenix Stadium Meksykanie mogli czuć się jak u siebie w domu, a 60-tysięczny stadion wypełniony był niemal po brzegi, czego zdecydowanie brakowało we wcześniejszych meczach turnieju. 

Samo spotkanie rozpoczęło się w dość kuriozalnych okolicznościach, ponieważ pierwszą poważną wpadkę zaliczyli organizatorzy. Zamiast urugwajskiego „Orientales, la Patria o la Tumba” z głośników wybrzmiał hymn… Chile. Robiąc dobrą minę do złej gry, postanowiono odegrać go w całości.

Niesieni żywiołowym dopingiem Meksykanie już w czwartej minucie wyszli na prowadzenie. Kapitalną wrzutką popisał się Andrés Guardado, a o piłkę w polu karnym powalczyli Hector Herrera oraz Álvaro Pereira. Jak pokazały później powtórki, to nie Herrera, a właśnie obrońca Urugwaju trafił do własnej bramki.

Urugwaj starał się wyrównać, ale zawodziła skuteczność. Najbliżej pokonania Alfredo Talavera był Edinson Cavani, ale meksykański bramkarz przy strzale gwiazdy PSG popisał się skuteczną interwencją. Na domiar złego tuż przed przerwą drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną zobaczył Matias Vecino. Faul był tak bezmyślny, że fani Charruas mogli tylko kiwać z niedowierzaniem głowami. 

W drugiej połowie Meksyk prezentował się bardzo solidnie, natomiast Urugwaj bez jednego zawodnika nie potrafił rozbić szczelnej defensywy rywala. Dość powiedzieć, że najgroźniejszy w ofensywie był Diego Godín i to wcale nie po stałym fragmencie gry. W 58. minucie przeprowadził rajd, którego nie powstydziłby się sam Leo Messi. Obrońca Atlético odegrał do Cavaniego, ten z pierwszej piłki podał do Diego Rolana, który postanowił piękną akcję koncertowo zepsuć. 

W 73. minucie drugą żółtą kartkę zobaczył Guardado, więc na boisku obie drużyny miały już tylko po dziesięciu piłkarzy. Chwilę później Carlos Sánchez idealnie z rzutu wolnego dograł do Diego Godína, który wyrównał wynik spotkania. 

To nie był jednak koniec emocji, ponieważ sama końcówka należała do Meksyku, który zadał dwa śmiertelne ciosy. Najpierw do siatki w 85. minucie trafił Rafa Márquez, a wynik spotkania ustalił w doliczonym czasie gry Herrera. Kibice mogli tylko odetchnąć i powiedzieć głośno: „doczekaliśmy się pierwszego meczu na miarę Copa América”. 

Meksyk pokonał Urugwaj 3:1, natomiast w drugim meczu grupy C Wenezuela skromnie 1:0 wygrała z Jamajką. Co ciekawie dla Rafy Márqueza i spółki to dwudziesty mecz bez porażki i jednocześnie dziesiąte zwycięstwo z rzędu. Od momentu przyjścia na ławkę trenerską Juana Carlosa Osorio Meksykanie zaliczyli osiem zwycięstw, siedemnaście strzelonych goli i tylko jedną straconą. Cichy faworyt Copa América?

Dzisiaj w nocy do rywalizacji wkracza Argentyna, która już na samym początku zmierzy się z Chile. Czeka nas wielki rewanż za zeszłoroczny finał. W drugim meczu tej grupy Panama zagra z Boliwią. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (14)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze