Xavi: Szczęście Messiego to klucz do sukcesu Barçy

Łukasz Lewtak

10 lipca 2016, 14:18

AS

19 komentarzy

Xavi Hernández udzielił obszernego wywiadu dla dziennika AS, w którym porusza wiele tematów związanych z FC Barceloną. Zapraszamy do lektury.

Denerwujesz się, kiedy Barça przegrywa?

Oczywiście chcę, żeby wygrywała, ale widzę to już w inny sposób.

Oglądasz Messiego i co myślisz?

Jestem dumny. Dominuje we wszystkich aspektach gry. Wszystkich.

Mówi się, że może skończyć na pozycji Xaviego.

Jeśli chce, może to zrobić również na pozycji Piqué.

No proszę!

Wielkość Leo polega na tym, że może robić to, co chce. To zaszczyt, że tak się mówi, ale może grać na pozycji Xaviego, Iniesty, Gerarda… Jeśli Messi chce, zabiera rywalowi piłkę. Ma bardzo szybkie nogi, idealne do gry w piłkę. Na górze również jest odpowiednio zbudowany, szybko myśli, dobrze gra głową i błyskawicznie wykańcza akcje. Jest cudowny.

Niektórzy nadal chcą go porównywać z Cristiano.

Wcześniej porównywali go z Robbenem czy Agüero, teraz z Cristiano. Ronaldo to goleador, który zapisał się w historii, tak jak Messi, ale Leo zrobił to również dzięki swoim podaniom. Jest wielki, niepokonany.

Czy jest dobrym kapitanem?

Jest bezpośredni, godny zaufania, nigdy nie oszukuje. Złości się, tak jak wszyscy. Koniecznie musi być zadowolony i szczęśliwy. Jeśli tak jest, Barça jest bliska sukcesu. Robi różnicę w każdym meczu, a przecież to sport drużynowy. Co roku jest najlepszy i bardzo dbał o siebie we wszystkich aspektach.

Barça bardziej zależy od Messiego czy Hiszpania od Iniesty?

Iniesta i Busquets to na tę chwilę najlepsi hiszpańscy piłkarze, jednak na poziomie zespołowym. Messi może pokazać się indywidualnie w grze Argentyny, a Andrés i Sergio dyrygują reprezentacją.

Wyobrażasz sobie Messiego poza kadrą?

Tak. Trzeba uszanować jego decyzję. Również jeśli w przyszłym tygodniu powie, że wraca do reprezentacji. Jest najlepszy na świecie i w historii. Musimy postawić się w jego sytuacji. Leo i cała obecna generacja argentyńskich piłkarzy są ogromnie sfrustrowani. Niczego nie wygrali, mimo że byli blisko zdobycia każdego pucharu. Przegrali po dogrywce finał mistrzostw świata i dwa kolejne finały Copa América. Messi zdobył złoty medal olimpijski i mistrzostwo świata do lat 20. My wygraliśmy dwa finały EURO, w których występowaliśmy, finał mundialu, finały Ligi Mistrzów…

Twoim słabym punktem były finały Pucharu Króla?

Tak, zabolały te, które przegraliśmy z Realem Mourinho i Ancelottiego, ale wygraliśmy inne ważne, np. z Athletikiem. Oczywiście po drodze straciliśmy ważne trofea – klubowe mistrzostwo świata, Superpuchar Hiszpanii czy Superpuchar Europy. Ogólnie wygraliśmy jednak wiele tytułów.

Najbardziej cieszyłeś się z finału na Wembley w 2011 roku?

Tak. I z tego w Rzymie w 2009 roku. Nie zapominam jednak o finale EURO 2012. Mecz z Włochami (4:0) był prawdopodobnie najlepszym spotkaniem za kadencji del Bosque.

5:0 z Realem. To były ciężkie czasy dla waszego największego przeciwnika.

Wydawało się, że Mourinho przeszkadza poszukiwanie spokoju. On chciał wojny, my – futbolu.

Wpłynęło to na twoją przyjaźń z Casillasem.

Kiedy próbowaliśmy zakończyć tamtą wojnę, Ikerowi było ciężko ze względu na pewną część madridismo. Są ludzie, którzy nie wybaczą mu telefonowania do mnie, tak jakby było to podanie czarnej polewki. Stało się zupełnie inaczej – Iker zadzwonił do mnie, żeby powiedzieć mi o wszystkim, zarzucając mi 200 rzeczy. Ja mu zarzuciłem kolejne 200 i w końcu doszliśmy do porozumienia.

Masz rany po wojnie?

Jakieś mam, ale ja grałem na jeden kontakt, ewentualnie dwa kontakty. A jeśli nie, odwracałem się. Nie byłem szybki, zręczny, silny… Zawsze szukałem przestrzeni, przetrwania. Gdybym był taki jak Pogba, byłoby inaczej.

Czy z tak jasną wizją futbolu trzeba się urodzić?

Zawsze tak uważałem. Później człowiek uczy się pewnych zasad i je przyswaja. Filozofia, którą wprowadził do Barçy Cruyff, idealnie mi pasowała.

Kiedy trafiłeś do Barçy?

Niedługo po Johanie, w 1991 roku. Na koniec sezonu, w którym zadebiutowałem w klubie, Barça zdobyła swój pierwszy Puchar Europy. Ja grałem na pozycji numer 4, byłem konstruktorem gry. We wszystkich drużynach występowały te same pozycje i wszyscy zawsze wiedzieliśmy, co trzeba było robić. „Dwójka” to był prawy obrońca, „piątka” – lewy, „dziewiątka” – fałszywy napastnik… Mieliśmy perfekcyjny wzór w postaci Dream Teamu.

O co chodziło z taksówkami?

Moi rodzice nie chcieli, żebym zostawał na noc w La Masíi. Terrassa (rodzinna miejscowość Xaviego – przyp. red.) nie była tak daleko. Tak więc klub zaproponował, że taksówka będzie zabierać chłopców z okolic Valles, i codziennie dojeżdżaliśmy na trening razem.

Jak rozwinęła się ich kariera?

Toni Moral, który pochodzi z Terrassy, był w Valladolid, Alcorcón… Udało się również Oscarowi Lópezowi, który był lewym obrońcą naszej pierwszej drużyny. Barça wykonuje znakomitą pracę w szkółce i daje impuls zawodnikom najniższych kategorii. Tacy trenerzy jak Rijkaard, van Gaal, Pep Guardiola i Tito Vilanova dali szansę najmłodszym.

Toril mówił, że w Realu najważniejsza była Castilla.

Być może. W Barçy bardzo intensywnie pracowano w canterze i osiągnięto wiele korzyści. Na Bernabéu są teraz Carvajal, Jesé, Morata, który wraca… Również reprezentacja bardzo skorzystała na szkółce Barçy. Już od dawna wykonuje się bardzo dobrą pracę z canterą. Świadczy o tym to, ilu zawodników przechodzi z Barcelony do innych zespołów. Barça wyznaczyła tendencję. Teraz wszystko się wyrównało, ale wcześniej bardzo wielu piłkarzy było związanych w przeszłości z Barceloną.

Bardzo dobrze mówi się o Aleñi.

Znam go. Jest lewonożnym środkowym pomocnikiem i może odnieść sukces w Barçy. Jest jednym z tych, którzy pracują również z pierwszym zespołem. Jeśli chodzi o młodych piłkarzy i ich przejście do wielkiej drużyny, różnicę robi mentalność. W przypadku Aleñi wszystko siedzi w głowie. Jeśli on sam sobie to zaoferuje, dotrze do pierwszej drużyny. Jest jak Busquets i Pedro, kiedy ich się wcześniej obserwowało.

Busquets pracował z Guardiolą w Barçy B.

Zagrał nawet jako napastnik! Dla Pepa to było jasne. Nie ma drugiego zawodnika, który przewidywałby wszystko tak jak Busquets. Analizuje wszystko jeden kontakt przed tym, jak dotrze do niego piłka. Jest najlepszy, wielce utalentowany. Pierwszy tydzień, jaki spędził z pierwszą drużyną, był w jego wykonaniu spektakularny.

Nie grali oni jednak w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii.

Pedro od razu trafił do Barçy C, a Busquets – do juvenilu. Guardiola też ich nie znał. Nie wyróżniali się. Mój przyjaciel mówił mi już, że Pedro odniesie sukces w pierwszej drużynie. Poprzeczka w Barçy jest zawieszona bardzo wysoko.

Czy to prawda, że mogłeś odejść z Barçy przed przybyciem Guardioli?

Klub akceptował oferty. Od dwóch lat niczego nie wygraliśmy, to się zdarza. Spotkałem się jednak na 10 minut z Pepem i zrozumiałem, że odniesie sukces w Barçy. Guardiola był dla mnie odniesieniem jako piłkarz, a teraz jest nim jako trener. Kilka lat wcześniej pojawił się Milan, ale moja mama się nie zgodziła.

Ciężko to znosiłeś?

Dość ciężko. Powiedziano nawet, że jestem rakiem Barçy. Kiedy wszystko szło dobrze, byłem kandydatem do zdobycia Złotej Piłki, a kiedy się psuło, chciano mnie zabić.

Co ty mówisz!

Po roku poza klubem zdaję sobie sprawę, że w Barçy wszystko się ocenia i krytykuje. Gramy najlepszą piłkę na świecie, albo przynajmniej taką, która mi się podoba, a i tak się to krytykuje. Taki sposób gry jest nie do osiągnięcia dla innych. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Można to porównać do stylu Bayernu, ale tam nie ma piłkarzy Barçy.

Byłeś kluczowy?

Byłem jednym z elementów układanki. To nie nazwiska są najważniejsze. Kluczowa jest filozofia, sposób wyrażania siebie. Jeśli teraz do drużyny trafi stoper, który będzie wybijał piłkę w trybuny, to nie będzie on pasował do zespołu. Zawodnicy i trenerzy muszą przyswoić sobie tę ideę. Wszyscy powinni być skupieni wokół niej i to jest przewaga, jaką mamy nad przeciwnikami.

Przykład?

Rakitić. Przystosował się do tego, czego wymaga się w Barçy, i bardzo dobrze wykonuje swoją pracę – biega, poświęca się i bierze udział w ataku.

Co myślisz o Ardzie?

Potrzebuje czasu. Jeśli się zmieni i rozegra dobry sezon, będzie ważny. Na pewno zdał już sobie sprawę, jak trudno jest być w Barcelonie. Pobyt w Barçy to kluczowy egzamin dla piłkarza.

Ty również cierpiałeś. Pamiętam mecz Milan – Barça (3:3 z hat-trickiem Rivaldo), w którym piłka cały czas była podawana górą.

Są trenerzy, którzy kiedy nie szło tak dobrze, nie trzymali się kurczowo tej idei. Było ich dwóch czy trzech, ale reszta nie opuszczała statku.

Możesz podać przykład?

Tak. Pamiętam klasyk na Bernabéu, w którym zagrywając nogą, aby pominąć linię pressingu, Valdés się pomylił. Real odzyskał piłkę i strzelił gola w 2. minucie.

I co było dalej?

W przerwie Guardiola powiedział mu, żeby wszystkie piłki zagrywał nogą, z jednego powodu.

Jakiego?

Że grając w ten sposób można się pomylić, owszem, ale można też nie zrobić błędu i stworzyć okazję do zdobycia gola. W ostatnich dziesięciu latach Víctor czuł się jak kolejny zawodnik z pola.

Valdés miał pecha?

Być może w niektórych sprawach. To najlepszy bramkarz w historii Barçy. Doznał kontuzji kolana i miał pecha w negocjacjach z Monaco. W reprezentacji musiał rywalizować z Casillasem. Nie jestem tutaj obiektywny, ale to wspaniała, godna zaufania osoba. Był przykładem dla reprezentantów.

Dlaczego?

Były wątpliwości co do jego zachowania. Od Hierro po Vicente del Bosque, jednak kiedy był, okazał się wspaniały. Spytajcie Ochotorenę.

Możemy uznać Guardiolę za geniusza?

Jest najlepszy. To perfekcjonista. Jest wymagający. Wiele się od niego wymaga, od reszty również. Jest mądry. Dla mnie bycie u jego boku było mistrzostwem futbolu i taktyki. Byłem oczarowany, kiedy był moim trenerem. Pomyśl, że w 2008 roku byłem na liście transferowej, pojechałem na mistrzostwa Europy, zostałem najlepszym zawodnikiem turnieju i na Camp Nou przyszedł Pep.

Nie zdziwiło cię ustawienie Mascherano na środku obrony?

Ze względu na warunki gry potrzebowaliśmy szybkiego zawodnika. Masche taki jest, a poza tym ma inne zalety – jest agresywny, waleczny i bardzo poprawił się, jeśli chodzi o wyprowadzenie piłki. Razem z Piqué tworzy jeden z najlepszych duetów środkowych obrońców, mimo że wielokrotnie był krytykowany. I spójrz, mają na koncie tryplet i dwa dublety.

A Luis Enrique?

Przekonał mnie, żebym pozostał na jeszcze jeden rok. W 2014 byłem gotowy, żeby odejść do Nowego Jorku, ale spodobało mi się to, co mi powiedział.

Co wniósł do gry?

Dobre i interesujące rzeczy, jednak ma w składzie najlepszy atak na świecie i możliwe, że w historii. Przez to musi być bardziej bezpośredni w ofensywie. Jest perfekcjonistą, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (19)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze