Robert Fernández w wywiadzie dla dziennika Sport wypowiedział się na temat letnich transferów FC Barcelony i przedłużenia kontraktu z Leo Messim.
Sport: Było wielu graczy, którzy nie chcieli przejść do Barcelony tego lata?
Robert Fernández: Wszyscy piłkarze, którzy mogli przyjść do Barçy, wiedzieli o stopniu wyzwania, jakie niesie za sobą transfer do tego klubu. Żaden z nich nie powiedział jednak, że nie chce do nas trafić. W mediach pojawiało się mnóstwo informacji, ale w wielu przypadkach nawet nie kontaktowaliśmy się z zawodnikami. To jednak jest normalne i dzieje się każdego lata. Najważniejsze, że sześciu graczy chciało tu trafić, rywalizować i rozwijać się.
Czy doszło do zmiany polityki transferowej? Powinniśmy zapomnieć o wielkich wzmocnieniach i przyzwyczaić się do nabytków za średnie pieniądze?
Prawdziwe wnioski są takie, że mamy świetną drużynę, która wygrała w ostatniej dekadzie 90% trofeów i grała bardzo dobrze. W związku z tym kogo powinniśmy szukać: zawodników z entuzjazmem czy takich, którzy kosztują 70-80 milionów i jak nie będą grać, powstanie problem?
Jak Paul Pogba?
Nie odnosiłem się konkretnie do żadnego nazwiska. Mówię o planowaniu. Najpierw trzeba wiedzieć, co się ma u siebie, a dopiero potem udać się na rynek. Robiąc na odwrót, popełnia się błąd. A my mamy świetnych piłkarzy, najlepszych na świecie.
Wśród nich jest Leo Messi. Jego kontrakt kończy się w 2018 roku. Jaka będzie przyszłość Argentyńczyka?
Mówił już o tym prezydent Bartomeu. W tym roku będzie szereg sytuacji, które musimy rozwiązać. W przypadku Rafinhi, Busquetsa, Neymara i Mascherano ludzie mówili, że nie będziemy w stanie osiągnąć porozumienia, a jednak udało się bez problemów sfinalizować rozmowy.
Ale sytuacja z Messim jest trudniejsza?
Dlaczego?
To najlepszy piłkarz na świecie, może wybrać nowy klub bez żadnych problemów...
Cieszę się, że najlepszy zawodnik jest z nami. Chcemy dojść do porozumienia i jestem w pełni przekonany o sukcesie tego przedsięwzięcia.
Czy spieszycie się w jego przypadku?
To nie jest kwestia pośpiechu. Zaplanowaliśmy zakończenie rozmów na obecny sezon, podobnie jak to miało miejsce w poprzednich rozgrywkach z Rafinhą, Mascherano, Busquetsem i Neymarem.
Czego drużyna potrzebowała w zimowym okienku?
Prasa jako pierwsza informowała, że Barcelona musi poszerzyć kadrę. Dziennikarze mówili o tym tysiąc razy, po każdym meczu.
Czy to oznacza, że coś nie poszło dobrze?
Nie, nie powiedziałem tego. Mówię tylko, że jeśli klub rywalizuje w trzech rozgrywkach, musi mieć szeroką kadrę. Wiedzieliśmy o potrzebie wzmocnienia się na kilku pozycjach i zrobiliśmy to, aby na finiszu sezonu nie mieć wąskiego pola manewru.
Nie będzie więcej gigantycznych transferów, którymi ekscytują się kibice?
Jeżeli takowych nie potrzebujemy, to po co je przeprowadzać? Nie musimy robić wielkich transferów, ponieważ nasi kibice już są podekscytowani. Jeśli niczego nam nie brakuje, to nikogo nie kupujemy. Jeśli mamy najlepszych graczy, to pozostaje nam tylko wzmacniać ich zadowolenie. Natomiast jeżeli będziemy kogoś potrzebować, wtedy rozejrzymy się za nowym zawodnikiem.
Jesteście ograniczani przez finanse?
Nie. Myślę, że zrobiliśmy dobre transfery. Umtiti na obecnym rynku jest wart dużo więcej. Dla przykładu Mustafi został kupiony za 40 milionów euro.
Dlaczego podróżowałeś tak często do Brazylii, ostatecznie nikogo nie kupując?
Oglądaliśmy wielu piłkarzy, ale prawie we wszystkich przypadkach kosztowali oni albo tyle samo co zawodnicy z Europy, albo nawet drożej. W końcu wybraliśmy Alcácera, który ma doświadczenie z La Ligi. Jego adaptacja będzie przebiegała znacznie szybciej. Zawsze powtarzam, że jest bardzo niewielu zawodników z Ameryki Południowej, którzy są w stanie przyjechać do Europy i z miejsca odnosić sukcesy. Większość z nich musiała zaczynać w nieco słabszych klubach: Ronaldo w PSV, Rivaldo w Deportivo, a Ronaldinho w PSG. Wyjątkami są Neymar i Marcelo, choć ten drugi najpierw ogrywał się w rezerwach Realu. Nie ma zbyt wielu piłkarzy, którzy w tak młodym wieku są w stanie przyjechać do wielkiego klubu i od razu odnosić sukcesy. Może sprowadzenie Brazylijczyka byłoby lepszą inwestycją, ale mowa była o takich samych pieniądzach i Alcácer stał się naszą rzeczywistością.
Komentarze (12)