Jordi Cruyff: Mój ojciec był życiowym optymistą [część 1]

Ola

2 października 2016, 13:01

Marca

3 komentarze

Pół roku po śmierci Johana Cruyffa jego syn Jordi udzielił obszernego wywiadu dla dziennika Marca. Dziś zapraszamy na pierwszą część rozmowy z synem holenderskiej legendy, w której Jordi wyjawił m.in. jaką osobą był Johan i jak on sam przeżył chorobę ojca.

Marca: Czym się teraz zajmujesz?

Jordi Cruyff: Od czterech lat jestem dyrektorem sportowym Maccabi Tel Awiw. Odpowiadam za wszystkie decyzje sportowe klubu: transfery, wypożyczenia, sztab medyczny…

Nie idzie ci źle, twój zespół po raz pierwszy awansował do Ligi Mistrzów.

Trzykrotnie kwalifikowaliśmy się do fazy grupowej, raz w Lidze Mistrzów i dwa razy w Lidze Europy. A z Maccabi odchodzą zawodnicy, którzy interesują kluby z wielkich lig. Rozwijamy się.

Cypr, Malta, Izrael… Planowałeś, że to będzie tak wyglądać – stopniowo do góry?

Izrael to teraz najpoważniejszy projekt. Decyzja była trochę dziwna. Dobre wrażenie zrobił na mnie właściciel, Kanadyjczyk z bardzo amerykańską mentalnością. Przekonał mnie, ponieważ był dobry budżet, a klub od wielu lat niczego nie wygrał. Spodobało mi się również miasto, poziom życia jest tu wysoki. Myślałem, że zostanę tam tylko kilka lat, ale wciąż jestem.

W trakcie swojej kariery piłkarskiej zawsze chciałeś być bardziej Jordim niż Cruyffem? [nawiązanie do koszulki z lat jego gry, na której nosił imię zamiast nazwiska - przyp. red.]

Zawsze chciałem iść swoją drogą. To oczywiste, że mogłem bardziej wykorzystywać kontakty i przyjaźnie mojego ojca, ale ja zawsze chciałem być szczęśliwy na swój sposób. Pracować tam, gdzie jest dużo trudniej niż w wielkich ligach, bo jest wiele rzeczy do zrobienia, a czasami panuje chaos. Jeśli przetrwasz w chaosie, potem, kiedy pójdziesz w bardziej zorganizowane miejsca, jesteś szczęśliwszy. Dlatego pomyślałem, że to jest dobra nauka.

Przebywanie w takich krajach wykształca w tobie szósty zmysł, aby wyczuwać, gdzie pojawią się problemy. To pomocne, kiedy trafię do bardziej konkurencyjnych lig, będę dużo lepiej przygotowany. Odnośnie nazwiska, to zawsze była kwestia skrajności. Gdy byłem piłkarzem, to albo grałem bardzo dobrze, albo bardzo słabo. Mając takie nazwisko, nigdy nie pozostajesz niezauważony, w moim przypadku również obserwowało mnie wielu ludzi.

Po tej nauce przejście do lepszej ligi jest blisko?

Już poprzedniego lata rozmawiałem z kilkoma klubami, ale to był trudny moment. Moje życie się zmieniło, ponieważ mój ojciec zawsze był wszechobecny, a po jego odejściu pojawiła się ogromna pustka w rodzinie. Wszyscy musieliśmy wykonać krok do przodu, biorąc na siebie obowiązki, które powierzaliśmy mojemu ojcu.

Dlatego stwierdziłem, że to nie jest odpowiedni moment na zmianę klubu. Kiedy przychodzisz jako nowy, musisz mieć 200%-ową motywację. Stwierdziłem, że nie byłbym uczciwy, robiąc ten skok w tamtym momencie i nie mogąc zaoferować wszystkiego, czego wymaga nowy klub i projekt. W każdym razie, mam dość dziwny gust. Jeśli miałbym wybrać pracę w klubie, który ma niewielkie szanse w wielkiej lidze, czy tutaj, pewnie wybrałbym Maccabi. Dużo zależy od projektu i jego potencjału.

Minęło sześć miesięcy od śmierci twojego ojca. Jak to przeżyłeś?

Kiedy słyszysz, że twój ojciec ma raka, myślisz, że to choroba, która nokautuje większość ludzi. Nie zawsze, ale w przypadkach takich jak mojego ojca, to tylko kwestia czasu. Wszystko trwało tak krótko, że nie było kiedy tego przyswoić. Dzięki Bogu cierpiał jedynie dwa dni. Przez pozostały czas miał energię, był wszędzie, super poinformowany, dyskutował, czuł się bardzo dobrze… A kilka dni później odszedł. Wszystko stało się tak szybko, a ty jesteś w szoku, powstaje pustka i nie masz czasu usiąść na sofie, by to z siebie wyrzucić, płakać i okazać swoje emocje.

Jako że był osobą publiczną, pomiędzy tym wszystkim zawsze trzeba było gdzieś pójść, odebrać jakąś nagrodę… Ostatecznie nie masz czasu przyswoić tego, co się stało i żyjesz jak pociąg, który nigdy się nie zatrzymuje. Poza tym są ludzie, którzy chcą z tobą porozmawiać i nie pozwalają ci zapomnieć. Jednak robią to z sympatią, która daje ci dużo siły i dumy.

Odkąd dowiedział się o swojej chorobie, to on pocieszał wszystkich?

On w inny sposób podchodził do różnych sytuacji. Był życiowym optymistą i w trudnościach zawsze odnajdywał coś pozytywnego. Był zdolny wrócić ze szpitala i wejść do domu, mówiąc: „mam świetne wiadomości, wykryli u mnie nowego guza”. Jasne, wszyscy się pytaliśmy, co jest takiego wspaniałego w tej wiadomości. „Cóż, wykryli go, więc mogą go wyleczyć”, powiedział nam. Taki więc był, natychmiast odwracał kota ogonem. Miał niewytłumaczalną siłę woli. Bardzo bym chciał być taki jak on, ale ja myślę, że czymś normalnym jest, że taka informacja cię dołuje.

Kim był dla ciebie Johan Cruyff?

Przede wszystkim moim ojcem. Pomimo że miał pracę, która zajmowała mu dużo czasu i była dość stresująca, zawsze znajdował czas dla swoich dzieci, wnuków i dla mojej matki. Ja od małego nie rozumiałem tego, że ludzie podchodzili i prosili go o autograf. Ludzie go widzieli i zaczęli się emocjonować. Ja widziałem go każdego dnia w domu i dla mnie bardzo ciężko było zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Jego kariera piłkarska sprawiła, że stał się nieśmiertelną legendą dla ludzi futbolu, którzy bardzo go szanują, ale moje wspomnienia są bardziej intymne, to wspomnienia ojca.

Jaki był Johan?

Miał wielką osobowość i bardzo silny charakter. Nie bał się wyrażać swojej opinii i kłócić się, jeśli to było potrzebne. Był bardzo hojny wobec potrzebujących, a jednocześnie mocno walczył z tymi, którzy mieli wszystko. Walczył z władzą i pomagał potrzebującym, o czym świadczy Fundacja. Był bardzo niezależny, bo niczego nikomu nie był winien, dzięki czemu mógł swobodnie się wyrażać. Jeśli trzeba było wdać się w konflikt, aby coś poprawić, nie wahał się.

Dużo rozmawialiście w domu o futbolu?

Futbol to pierwsze co pojawiło się między nami i nie zdając sobie z tego sprawy, znajdujesz się w jego centrum. Zawsze się rozmawiało o piłce. Wielu ludzi miało trudności, aby zrozumieć wszystko, o czym mówił, ale kiedy wskazywałeś mu coś, co wydawało ci się głupie, wówczas mówił bardzo jasno, więc czasami trzeba było go do tego sprowokować, lekko mu dogryzając. Czy się ścieraliśmy? Czasami tak. Pewnego razu powiedział mi przy kuchennym stole: „wydaje się kłamstwem, że niczego się nie nauczyłeś przez 20 lat w kuchni ze mną”. Bywało, że krytykowałeś jakiegoś zawodnika i się wściekał. To była jego słabość, która wyprowadzała go z równowagi. Czasami mówił bardzo ciekawe rzeczy i tłumaczył ci, co się wydarzy w przyszłości: „zobaczysz, że w tym klubie za dwa lata będzie to i to”. I miał dużo racji.

Jaką piłkarską radę ci dał?

Pierwszą radę otrzymałem od niego, kiedy trafiłem do pierwszej drużyny. Powiedział, żebym obserwował, słuchał i milczał. Innymi słowy, nie cwaniakować, nie farbować włosów… Lepiej zabrać się do pracy i siedzieć cicho. Są rzeczy, które dzieją się na gorąco, to sport, który wzbudza wiele emocji, ale to co się dzieje w szatni, tam zostaje. Tej rady się trzymałem i stosowałem ją w każdym aspekcie życia.

Jak zareagował na zdobycie pierwszego Pucharu Europy dla Barçy?

Był bardzo zadowolony, ale też spokojny. Było to coś ciężkiego do wytłumaczenia, ale on nigdy nie przynosił zwycięstwa do domu, podobnie w przypadku porażki. Kiedy słyszałeś dźwięk klucza w zamku, wiedziałeś, że zostawia pracę z boku. Był bardzo rodzinnym człowiekiem. Nigdy nie miał złego humoru w domu po przegranym meczu. Ani z powodu napiętych relacji z Núñezem, na przykład. To niesamowite, nigdy nie widziałem, żeby takie rzeczy miały na niego wpływ w domu. Ja nie byłbym w stanie.

Był dumny?

Kiedy wyrzucili go z Ajaksu, na zewnątrz czekała na nas prasa. Zapytałem go, co się stało, dlaczego go zwolnili. On powiedział: „wychodzimy z wysoko uniesioną głową i jedziemy do domu”. Tak się stało, wyszliśmy z dumą, głowa do góry i już. Wielokrotnie kiedy widzieliśmy w gazetach jedne z jego gorących konferencji prasowych, przygotowywaliśmy się na czekający nas tydzień. On nie. Wysyłał wiadomość i był super spokojny. Cierpieli ci, którzy byli w jego otoczeniu. Kiedy masz tak jasne opinie i wzbudzasz kontrowersje, możesz stworzyć sobie wielu wrogów. My niejednokrotnie musieliśmy to przegryźć.

Musieliście bardzo go powstrzymywać, by nie trenował innego zespołu po Barcelonie?

My nie chcieliśmy, aby wracał do codziennej pracy. Moja mama jako pierwsza z nim o tym rozmawiała. To oczywiste, że my chcieliśmy ojca na wiele lat, a nie trenera na kilka.

Druga część wywiadu z Jordim Cruyffem już wkrótce na FCBarca.com

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (3)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze