Często mówi się, że Luis Suárez był dla Barcelony planem B na wypadek, gdyby nie udało się sprowadzić Sergio Agüero. Po tym, jak prezentuje się Urugwajczyk, wypada jedynie cieszyć się, że to plan zastępczy został zrealizowany.
Suárez trafił do Barcelony w lecie 2014 roku po rozczarowującym dla klubu sezonie. Urugwajczyk miał być bramkostrzelnym napastnikiem, tak poszukiwanym od odejścia Samuela Eto'o. Obecność Thierry'ego Henry'ego, Zlatana Ibrahimovicia, Davida Villi i Alexisa Sáncheza nie była niezbędna dla Barcelony. Ci napastnicy nie prezentowali się tak dobrze jak oczekiwano, mimo że mieli swój większy bądź mniejszy wkład w sukcesy klubu. El Pistolero natomiast nie zmarnował okazji, na którą czekał całe życie. Czerpie z niej pełnymi garściami.
Urugwajczyk potrzebował jednak czasu, żeby odpalić, ponieważ pierwszą bramkę dla Barçy zdobył dopiero po 500 minutach spędzonych na boisku. Premierowe trafienie Suárez zanotował w starciu z APOEL-em Nikozja w Lidze Mistrzów. Od tamtej pory się nie zatrzymywał. El Pistolero zdobył już dla Barcelony 97 goli w 116 występach, a więc jego średnia wynosi 0,83 bramki na mecz. Świetna dyspozycja strzelecka pozwoliła mu w poprzednim sezonie na sięgnięcie po Złoty But dzięki zdobyciu 40 goli w La Lidze.
Choć wkład Suáreza w grę drużyny wykracza daleko poza samą umiejętność strzelania goli, jego najlepsze momenty w Barcelonie wiążą się właśnie ze zdobytymi bramkami. W finale Ligi Mistrzów wyprowadził drużynę na prowadzenie 2:1 w starciu z Juventusem, zaliczył dwa trafienia z Realem Madryt na Bernabéu (4:0), a jego hat-trick z Granadą zapewnił Blaugranie drugie z rzędu mistrzostwo Hiszpanii pod wodzą Luisa Enrique.
Chociaż Luis Suárez nie spędził jeszcze w Barcelonie trzech pełnych lat, liczba trofeów, jakie zdobył z klubem, jest do pozazdroszczenia: Liga Mistrzów, dwa mistrzostwa Hiszpanii, dwa Puchary Króla, jeden Superpuchar Hiszpanii, jeden Superpuchar Europy i jedno klubowe mistrzostwo świata.
Komentarze (29)