Luis Enrique udzielił bardzo obszernego wywiadu dla portalu internetowego FC Barcelony. Trener, który nie rozmawia z mediami spoza klubu, odpowiedział na pytania Marca Brau i Jaume Marceta. Opowiedział o sukcesach i porażkach, które spotkały drużynę, oraz wyraził swoją opinię na temat kluczowych momentów w ostatnich 12 miesiącach.
2016 rok był bardzo udany dla FC Barcelony. Mistrzostwo, Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii. Wydaje się, że obecna Barça nie ma limitów i chce pozostać legendą piłki nożnej. Mamy zaszczyt gościć dzisiaj Luisa Enrique, który skomentuje te sukcesy. Jak się masz?
Bardzo dobrze, dziękuję. Jest mi bardzo miło, że ponownie jestem tu z wami.
Wywiad poprowadzi ze mną Jaume Marcet. Co u ciebie? Kończący się rok był świetny, prawda?
Oczywiście, był fantastyczny i w przyszłości musi być tak samo.
Luis, prowadzisz pierwszą drużynę Barçy już trzeci sezon. Ten czas szybko ci minął?
Zawsze nie możemy się nadziwić, że za nami już dwa i pół sezonu i niedługo skończy się trzeci. Gramy tyle intensywnych meczów, z którymi wiąże się ciągła polemika. Tyle rzeczy przyciąga moją uwagę, że czas mija niezwykle szybko.
Rok temu nie było wiadomo, czy zostaniesz w klubie na trzeci sezon. Decyzja była dla ciebie łatwa czy musiałeś głęboko się zastanowić?
Początkowo podpisałem kontrakt na dwa sezony. Pierwszy był trochę inny, byłem nowy, pojawiły się wątpliwości, ale potem zostałem jeszcze na dwa lata. Wszyscy wiemy, jak skończyła się ta pierwsza kampania, zdobyliśmy wszystkie tytuły. Oczywiście musiałem się zastanowić nad przyszłością. Zawsze powtarzałem, że w Barçy jest się, by wygrywać trofea. Jeśli tego nie robisz, ktoś inny przyjdzie na twoje miejsce.
Jak radzisz sobie w codziennej pracy? Wydaje mi się, że codziennie musisz mierzyć się z wyzwaniami, ale powiedz, do jakiego stopnia trzeba być fanem piłki nożnej i potrafić pogodzić ją z życiem osobistym?
Nie jest łatwo, bo nie mam stałych godzin pracy. Przebywam albo w Ciutat Esportiva, albo w domu, gdzie spędzam czas z moją rodziną. Trzeba być fanem piłki nożnej, by wykonywać tę pracę, ale należy pamiętać, że jest ona bardzo męcząca. Pamiętam, że wcześniej myślałem, że trenowanie Barçy musi być łatwe, bo zawsze się wygrywa. W tym właśnie leży problem. Każdy zespół, każdy rodzaj zawodników ma swoje problemy. Ciągłe wygrywanie lub potrzeba ciągłego wygrywania bardzo męczy. Tak samo jest z nieustannym tłumaczeniem się. Niestety niewielu trenerów zostaje tu na długo i nie dzieje się to bez powodu.
Pamiętam, że rok temu mówiłeś, że jedną z twoich wad jest nieumiejętność oderwania się od piłki nożnej, że jest to dla ciebie trudne.
Nie da się, ale nie w tym leży problem. Trenerem Barçy jest się 24 godziny na dobę, nawet o 4-5 rano. Uważam, że nasza sytuacja jest dobra, ale to nie od tego wszystko zależy. Najważniejsze jest podejście do tego, co się dzieje, i odpowiedzialność, którą się ponosi. Nie ma odpoczynku. Nie da się wcisnąć wyłącznika i odciąć od wszystkiego, a taka sytuacja wyczerpuje.
Kibice wiedzą, że od kiedy trenujesz Barçę, wygraliście 8 na 10 możliwych trofeów. Najważniejsze są te sukcesy czy fakt, że udało wam się zachować głód kolejnych zwycięstw?
Wszystko. Zdobywanie trofeów w takim klubie i z takimi piłkarzami jest czymś normalnym, a culés są do tego przyzwyczajeni od wielu lat. W trakcie sezonu zawsze trafiają się lepsze i gorsze momenty, ale oglądanie motywacji piłkarzy na treningach oraz ich głodu zwycięstw sprawia, że jestem optymistą. Tytuły muszą przyjść, bo uważam, że jesteśmy najlepiej grającą drużyną. Mamy bardzo jasny styl gry, który na koniec sezonu musi zaowocować, na co oczywiście liczymy. Utrzymanie wysokiego poziomu przez cały czas jest bardzo trudne, a w Lidze Mistrzów i Pucharze Króla wszystko zależy od bezpośrednich dwumeczów, ale taki jest nasz cel. Ten zespół jest stworzony do wygrywania wszystkiego.
Do sukcesów prowadzi długa droga. Jesteście w stanie cieszyć się w trakcie sezonu czy może radość przychodzi dopiero na sam koniec?
Po zakończeniu spotkania cieszysz się przez jakieś 10 minut, potem analizujesz grę, a następnie zajmujesz się kolejnym meczem. Podczas przerwy świątecznej i tak myślimy o Pucharze Króla i Villarrealu. Przeszłość dla nas nie istnieje. Obecnie podsumowujemy 2016 rok oraz wspominamy zdobyte trofea, ale dla mnie rok zaczyna się w lipcu wraz z presezonem, a kończy w czerwcu, kiedy kończymy sezon. Jeśli muszę podsumować pierwszą część obecnej kampanii, to uważam, że w lidze mamy oczywistą stratę do lidera, ale również realne szanse na jej zniwelowanie. W Lidze Mistrzów wszystko jest świetnie, wyszliśmy z grupy na pierwszym miejscu, a w Pucharze Króla brakuje jednego meczu do awansu [wywiad przeprowadzono przed spotkaniem z Herculésem – przyp. red.]. Myślę, że jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy.
Kiedy myślisz o 2016 roku, jakie wspomnienia przychodzą ci do głowy?
Nie mam zbyt dobrej pamięci. Przeszłość nie ma dla mnie znaczenia, może poza faktem, że sprawiliśmy kibicom wiele radości. Poza tym żyjemy z dnia na dzień, myślimy zawsze o kolejnym pojedynku. Nie jestem w tym zbyt wyjątkowy. Wszystko dzieje się tak szybko, że kiedy mówimy o rezultatach, nie wiem nawet, czy są one z zeszłego sezonu, czy może sprzed dwóch lat. Trudno jest mi spamiętać to wszystko.
Co uważasz za większy sukces – obronę tytułów w lidze i Pucharze czy ponowne poradzenie sobie z trudną ligową sytuacją?
Wszystko jest sukcesem. Ważny był również sposób, w jaki wygraliśmy ligę. Zapadł mi w pamięć mecz z Valencią, który niesłusznie przegraliśmy, mimo że byliśmy dużo lepsi. Nie mieliśmy już marginesu błędu, musieliśmy wygrać pozostałe spotkania i wtedy właśnie pokazaliśmy niewiarygodną solidność.
Minimalna porażka z Atlético w dwumeczu w Lidze Mistrzów była jednym z trudniejszych momentów w 2016 roku?
Oczywiście, bo chcieliśmy obronić tytuł. W pierwszym meczu zagraliśmy dobrze, ale wynik nie był najlepszy. Wygraliśmy bodajże 2:1, a powinniśmy byli strzelić trzecią bramkę. W rewanżu stało się, co się stało. Atlético nie stwarzało żadnego niebezpieczeństwa pod naszą bramką, ale jedna dobra akcja Griezmanna i wyszło na prowadzenie. Wtedy mecz stał się dla nich idealny, mogli zwarcie się bronić. Nie był to nasz najlepszy dzień, w drugiej połowie stworzyliśmy jakąś lepszą okazję, ale nie wystarczyło to do awansu. Tak już jest, Barça nie gra sama, rywale również chcą tytułu. W dwumeczu łatwo jest o porażkę, tak się stało i musieliśmy się po tym podnieść.
Tamten mecz zbiegł się z serią porażek w lidze. Wcześniej jednak potrafiliście wygrać 2:1 na Camp Nou po dublecie Luisa Suáreza. W dwumeczu zasłużyliście na awans.
Nie pamiętam, ile mieliśmy okazji do strzelenia gola, bo jak wiecie, nie pamiętam nawet tego, co było wczoraj. Pamiętam, że zagraliśmy na tyle dobrze, że wynik powinien być przynajmniej 3:1. Atlético miało dużo szczęścia, grało też w osłabieniu. Na tym poziomie rozgrywek wszyscy wiedzą, że mierzą się z klasowymi przeciwnikami. Atlético dotarło później do finału, szkoda, że w nim nie miało tyle szczęścia ile w pojedynku z nami. Na tym poziomie trzeba być jednak gotowym na wszystko.
Najważniejsze jest to, że się podnieśliście. Rozgrywaliście fantastyczny sezon, zaliczyliście długą serię zwycięstw, a tu nagle wszystko się skomplikowało, nawet liga była zagrożona. Wy jednak daliście radę dotrwać do końca.
Kiedy patrzysz na Barçę, która gra tak dobrze, myślisz, że wszystko jest takie łatwe i w związku z tym musi co roku wygrywać Ligę Mistrzów. Przykro mi, ale inne drużyny są na tym samym poziomie i mają takie same cele. Wygraliśmy, ile wygraliśmy, ale trzeba zrozumieć, że nie było to łatwe. Obecnie mamy przed sobą piękne wyzwanie w lidze, w której tracimy sześć punktów do Realu. Zobaczymy, czy damy radę. Ta drużyna jest wyjątkowa, ale zdobycie żadnego z pucharów nie przyszło nam łatwo.
Mówisz o trudnościach. Czy finał Pucharu Króla jest meczem, który najlepiej zapamiętasz właśnie ze względu na ówczesną sytuację drużyny? Mascherano obejrzał czerwoną kartkę w pierwszej połowie, w drugiej Suárez doznał kontuzji i musiałeś zmienić ustawienie. Jest to jedno z najważniejszych zwycięstw, które pamiętasz?
We wszystkich finałach, w których graliśmy, czuliśmy się teoretycznie lepsi od rywali. Później trzeba było udowodnić to na boisku. W tamtym meczu udowodniliśmy, że potrafimy grać w dziesięciu i bronić się wtedy, kiedy trzeba. Barça stara się nie być przewidywalna, co jest trudne, gdy ciągle ma piłkę. Mimo wszystko jest to możliwe, bo finał Pucharu Króla wygraliśmy, grając z kontrataku. W spotkaniu z Espanyolem wypracowaliśmy dwie świetne sytuacje, z których pierwsza zakończyła się golem, a druga polegała na wymianie pozycji między piłkarzami. Naszym celem w dalszym ciągu jest utrzymywanie się w posiadaniu piłki, zmuszenie rywala do cofnięcia się pod własną bramkę, granie pressingiem po stracie piłki… Uważam, że poza tym mamy wiele nowych cech, które sprawiają, że jesteśmy jeszcze groźniejsi.
Zawsze starasz się zrobić coś nowego i zaskoczyć przeciwników. Pamiętam, że w tamtym meczu Busquets zagrał dużo bardziej otwarcie… W jaki sposób planujesz rozwój tego zespołu? Masz już wszystko opracowane czy dostosowujesz wszystko do sytuacji?
W moim pierwszym sezonie miałem gotowy plan, który pochodził częściowo z czasów, gdy byłem trenerem Barçy B. Rywale zaczęli reagować na naszą grę zmianami, więc i my musieliśmy na to odpowiedzieć. W trakcie tych 2,5 roku zmienialiśmy bardzo wiele rzeczy, ale o większości z nich rywale nie wiedzą i się nie dowiedzą. Są to detale, które pozwalają na częstsze znajdowanie naszych najważniejszych piłkarzy na boisku. Wielu świetnych trenerów analizuje naszą grę i stara się utrudnić nam życie, a my zmieniamy się w zależności od sytuacji. Stoperzy grają bardziej otwarcie, próbujemy gry skrzydłami, Busi występuje na pozycji pivota, jeden z pomocników przechodzi do ataku, Leo gra między liniami… Dokąd to zmierza? Nie wiem. Wszystko będzie zależało od odpowiedzi rywali. Nie mogę powiedzieć, że wymyśliłem genialne rozwiązanie, które będę stosować, i dzięki temu wygramy wszystkie spotkania. W każdym meczu będzie nieco inaczej. Jeśli przeciwnicy naciskają na nas pressingiem, możemy skorzystać z bramkarza, który odizoluje niektórych zawodników. Stoperzy mogą się otworzyć, środkowy pomocnik cofnąć. Korzystamy z wielu schematów, które mają sprawić, byśmy nie byli przewidywalni. Tak więc nie wiem, dokąd zmierza Barcelona, ale naszym celem zawsze będzie bycie lepszym od rywali.
W dzisiejszych czasach niewiele mówi się o „czystym” futbolu. Pasjonuje cię szukanie rozwiązań, które zaskoczą rywali?
Uważam, że jest to ulubione zajęcie trenerów. Biorąc pod uwagę, jak dobrych mamy piłkarzy, zawsze naszym celem jest to, by ci najlepsi jak najwięcej uczestniczyli w grze. Przykładowo, jeśli nasi skrzydłowi grają bardziej ofensywnie, sprawiają, że boczni obrońcy rywali muszą skupić się na defensywie. Jeśli skupiają się na grze z tyłu, zyskujemy coś innego, pojawia się miejsce w innych rejonach boiska. Od kiedy jestem trenerem Barçy, uważam, że jest to niesamowita, ale i bardzo wyczerpująca praca. Gdybym nie czuł, że pomagam drużynie, nie byłbym trenerem. Nie jestem osobą, która zadowala się tylko podawaniem składu. Na szczęście od początku mojej pracy zawsze czułem się przydatny. Mamy to szczęście, że w końcowej fazie akcji Leo, Iniesta, Ney czy Suárez potrafią minąć czterech przeciwników i wykończyć akcję. Do tego potrzebują jednak dobrego ustawienia zespołu. Dzisiaj wszyscy pamiętamy świetne zagrania Leo i Iniesty, ale warto zwrócić uwagę, że kiedy traciliśmy piłkę, byliśmy od razu gotowi do pressingu. To pokazuje, że drużyna wie, co robi. Ostatnia linia piłkarzy jest gotowa do zapobiegania kontratakom przeciwników. Przeciętnego kibica Barçy nie obchodzi, czy gramy dwoma, trzema, czterema czy pięcioma obrońcami. Wie za to doskonale, kiedy gramy dobrze, bo piłka przemieszcza się szybko, gramy z pierwszej piłki, mamy okazje do strzelania goli. Kibicie wiedzą, kiedy gramy dobrze, a kiedy źle, ale nie muszą wiedzieć, w jaki sposób to robimy. Ja, za pomocą taktyki, muszę do tego doprowadzić.
Widać, że cię to pasjonuje. Pamiętam, że w finale Pucharu Króla, wydawałeś się najbardziej wyzwolony po strzelonej bramce. Podniosłeś się i świętowałeś, bo był to ostatni mecz sezonu. W takich momentach najłatwiej jest o całkowite wyzwolenie?
Każdy tytuł niesie za sobą ogromną radość. Nigdy nie zapomnę finału w Berlinie ze względu na rywali, których pokonaliśmy po drodze. Uważam, że była to jedna z najlepszych edycji Ligi Mistrzów w ostatnich latach, biorąc pod uwagę przebieg i wydarzenia w finale. Oczywiście Puchar Króla również był wyjątkowy. Na koniec sezonu byliśmy wykończeni, a w trakcie spotkania nie było łatwo. Rozpoczynaliśmy sezon z marzeniami o tryplecie, a czerwona kartka dla Mascherano i kontuzja Suáreza sprawiły, że zagrożony był nawet dublet. Sevilla stwarzała nam wiele problemów, gdy graliśmy pressingiem, natomiast znacznie mniej, gdy zwarcie się broniliśmy. Dostosowaliśmy się do sytuacji, a potem zdobyliśmy tytuł. Następnie przyszły wyzwolenie i radość.
Kończysz jeden sezon i od razu myślisz o kolejnym. Mimo zdobycia trypletu i dubletu zdecydowałeś się na wzmocnienie wszystkich linii, w większości młodymi zawodnikami. Jak przebiegał ten proces?
Barça jest klubem, w którym nie można się rozluźnić, a piłkarze o tym wiedzą. Wciąż pozyskujemy nowych graczy, czasem młodych, czasem weteranów, ale wszyscy mają pomóc drużynie. Myślę, że taka sytuacja jest dobra również dla zawodników, którzy nie mogą przysypiać i muszą pamiętać o ciągłym rozwoju. Nie można zapominać o pracy wykonywanej przez lekarzy, fizjoterapeutów, dietetyków… Wiele osób codziennie pracuje dla dobra piłkarzy, np. by szybciej doszli do zdrowia. W zeszłym roku pokazaliście o nich reportaż. Nasza dietetyczka, o której zrobiono wcześniej program, codziennie kontroluje dietę piłkarzy. Później widzimy strzelane przez nich bramki, ale to m.in. dzięki temu, że utrzymują odpowiednią wagę. Jak zwykle chcemy się rozwijać i szukać sposobów na lepsze wykonywanie swojej pracy.
Na każdej konferencji prasowej przypominają twoje słowa, że w tym sezonie masz do dyspozycji najlepszy skład w porównaniu z poprzednimi latami. To zdanie jest jak bumerang, ale rozumiemy, co chciałeś przez to powiedzieć.
Koniec końców zaczyna się żałować takich słów. Ja nie żałuję, bo oczywiście taka wypowiedź również zostałaby później przytoczona. Większość dziennikarzy nie traktuje tego tak jak wy, w pozytywny sposób jako docenienie tego, co mam. To zdanie będzie wracać do mnie za każdym razem, gdy nie uda nam się osiągnąć jednego z postawionych celów. Tak powiedziałem i podtrzymuję to zdanie. Nie jestem tu od wczoraj, a od niemal trzech lat. Obecny skład jest wyjątkowy, pozwala mi na rotacje. Jeśli tak dalej pójdzie i wszyscy będą w formie, pod koniec sezonu będziemy mogli cieszyć się gra, a ciesząc się, na pewno coś osiągniemy.
Druga część wywiadu już wkrótce.
Komentarze (13)